Pozycja materiału w rankingach:
Marketing potrafi zdziałać cuda. Statystyka też. Różnica między nimi jest taka, że kiepskim marketingiem niewiele się zdziała, a słabe wyniki zawsze można przedstawić tak, że wyglądają na sukces.
Chyba w Dziennik.pl nie znają tych reguł. Ostatni skandal z hurra
optymistycznymi wynikami serwisu Dziennik.pl jest tego koronnym dowodem.
14 lutego w papierowym wydaniu "Dziennika" ukazał się artykuł Grażyny
Barszczewskiej "Dziennik.pl triumfuje". Autorka starała się udowodnić
tezę, że Dziennik.pl w kilka miesięcy po starcie jest na trzecim miejscu w
polskim internecie. Coś co innym serwisom czy portalom zajęło lata, zespołowi
Dziennik.pl udało się w dwa miesiące.
Rozpętała się burza. Większość "zostawionych" w polu zupełnie
zignorowało sprawę. Zaprotestował przede wszystkim Gemius, twórca badań, kilku
blogerów no i - w pośredni sposób - "Gazeta Wyborcza", która sprawę
szeroko komentowała. Tyle w skrócie co się wydarzyło.
Mnie zastanowił nie tyle problem jak doszło do tego nadużycia ze strony "Dziennik.pl",
ale dlaczego i skąd tak głupie, przeczące wszelkim zasadom PR postępowanie
wydawnictwa. Po pierwszym artykule, jego autorka przepadła jak kamień w wodę.
Nie ma jej, nikt jej nie zna. Nawet w redakcji nikt nie wie kto to jest. Kto
wie czy po prostu nikt z dziennikarzy nie chciał się podpisać pod tekstem,
który w oczywisty sposób był kłamstwem. Może napisała go praktykantka, która
teraz się wstydzi i za żadne skarby nie chce się ujawnić,
albo... mamy do
czynienia z wirtualnym autorem. Bytem, który redakcje czasem wykorzystują, gdy
nie chcą używać nazwiska swoich dziennikarzy. Bardziej przychylam się do tej
właśnie wersji. Dziennikowy "byt" napisał tekst, licząc, że nikt się
nie połapie, a zawsze kogoś tam, uda się przekonać.
Gdyby "byt" po protestach przeprosił, przyznał się do błędu, to
pewnie by mu wybaczono i jedynie wspominano ze śmiechem całą sytuację podczas
spotkań ludzi internetowego marketingu. Niestety, "byt" popełnił
drugi błąd. Kilka dni temu ukazały się oficjalne wyniki Megapanelu/PBI, które
wydawnictwo Axel Springer w oficjalnej informacji uznało za potwierdzenie ich
wcześniejszych enuncjacji. Gdyby "byt" siedział cicho, znów pewnie
sprawa by przyschła. Niestety "byt" jest jak dziecko uparty i musi
postawić na swoim. Dostało się wydawnictwu Axel Springer, bo kłamstwo nie
popłaca, a jak to się latoś temu mówiło: "oliwa choć nie żywa, ale zawsze
sprawiedliwa".
Suchej nitki nie pozostawił na wydawnictwu autor badań,
a internauci w
komentarzach nie są już nawet oburzeni. Po prostu zwijają się ze śmiechu.
Dziennik.pl stał się pośmiewiskiem. Teraz każdy potencjalny klient wie, że
firma co do swoich wyników lubi - mówiąc eufemistycznie - "nie zawsze
mówić prawdę". To przykład, że kiepskim marketingiem niewiele się wskóra.
Szkoda, bo można było zupełnie inaczej. Witryna Dziennika w drugim miesiącu
działania uzyskała całkiem niezła liczbę odsłon - blisko 20 mln, przy 522 tys.
tzw. real users. Oznacza to, że statystycznie
rzecz ujmując, przeciętny
czytelnik Dziennika.pl oglądnął 40 stron witryny. Nieźle jak na nieco ponad
miesiąc działalności.
Z pewnością Dziennik.pl w ciągu najbliższych miesięcy osiągnie milion
"real users", co przy utrzymaniu takiego tempa wzrostu da mu szansę -
przynajmniej w tym parametrze - dobić do czołówki. Pytanie tylko, czy afera z
badaniami nie przeszkodzi mu w przekuciu sukcesu na biznes. Podobna strategia w
przypadku papierowego wydania pokazuje, że raczej tak. Przychody z reklam
"Dziennika" (6,3 mln w styczniu 2007 wg. Expert Monitor) są mizerne i
nijak się mają do głównej konkurencji. Dziwne, że nie wyciągnięto z tego
jakichkolwiek wniosków.
Zobacz także:
Artykuły
(86)
Galerie
(5)
Średnia ocen
(4.27)
Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Piotr Adrian Donder 24.02.2007 19:42
OCZYWIŚCIE Gomułka a nie Gomółka...
Zaćma taka...
Piotr Adrian Donder 24.02.2007 18:55
Statystycznie. Bardzo często jest to słowo - wytrych. W czasach "komuny" było to ulubione zdanie wielu dygnitarzy. Już nawet Władek Gomółka chwalił się, że "parowozy elektryczne" staniały, co daje na statystycznego obywatela...
No i tak dalej.
Obecnie również. No bo, komu chce się sprawdzać czy dane statystyczne są czy nie prawdziwe.
Ostatnio TV podała, że statystyczny Polak zarabia już ponad 3.000 złotych - miesięcznie.
Problem polega na tym, że większość jest jakaś "niestatystyczna"...
Ale fama poszła.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +266)