Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179060 miejsce

Każdy orze jak może, czyli jak manipuluje się statystykami

Marketing potrafi zdziałać cuda. Statystyka też. Różnica między nimi jest taka, że kiepskim marketingiem niewiele się zdziała, a słabe wyniki zawsze można przedstawić tak, że wyglądają na sukces.

Chyba w Dziennik.pl nie znają tych reguł. Ostatni skandal z hurra optymistycznymi wynikami serwisu Dziennik.pl jest tego koronnym dowodem.


14 lutego w papierowym wydaniu "Dziennika" ukazał się artykuł Grażyny Barszczewskiej "Dziennik.pl triumfuje". Autorka starała się udowodnić tezę, że Dziennik.pl w kilka miesięcy po starcie jest na trzecim miejscu w polskim internecie. Coś co innym serwisom czy portalom zajęło lata, zespołowi Dziennik.pl udało się w dwa miesiące.

Rozpętała się burza. Większość "zostawionych" w polu zupełnie zignorowało sprawę. Zaprotestował przede wszystkim Gemius, twórca badań, kilku blogerów no i - w pośredni sposób - "Gazeta Wyborcza", która sprawę szeroko komentowała. Tyle w skrócie co się wydarzyło.

Mnie zastanowił nie tyle problem jak doszło do tego nadużycia ze strony "Dziennik.pl", ale dlaczego i skąd tak głupie, przeczące wszelkim zasadom PR postępowanie wydawnictwa. Po pierwszym artykule, jego autorka przepadła jak kamień w wodę. Nie ma jej, nikt jej nie zna. Nawet w redakcji nikt nie wie kto to jest. Kto wie czy po prostu nikt z dziennikarzy nie chciał się podpisać pod tekstem, który w oczywisty sposób był kłamstwem. Może napisała go praktykantka, która teraz się wstydzi i za żadne skarby nie chce się ujawnić, albo... mamy do czynienia z wirtualnym autorem. Bytem, który redakcje czasem wykorzystują, gdy nie chcą używać nazwiska swoich dziennikarzy. Bardziej przychylam się do tej właśnie wersji. Dziennikowy "byt" napisał tekst, licząc, że nikt się nie połapie, a zawsze kogoś tam, uda się przekonać.

Gdyby "byt" po protestach przeprosił, przyznał się do błędu, to pewnie by mu wybaczono i jedynie wspominano ze śmiechem całą sytuację podczas spotkań ludzi internetowego marketingu. Niestety, "byt" popełnił drugi błąd. Kilka dni temu ukazały się oficjalne wyniki Megapanelu/PBI, które wydawnictwo Axel Springer w oficjalnej informacji uznało za potwierdzenie ich wcześniejszych enuncjacji. Gdyby "byt" siedział cicho, znów pewnie sprawa by przyschła. Niestety "byt" jest jak dziecko uparty i musi postawić na swoim. Dostało się wydawnictwu Axel Springer, bo kłamstwo nie popłaca, a jak to się latoś temu mówiło: "oliwa choć nie żywa, ale zawsze sprawiedliwa".

Suchej nitki nie pozostawił na wydawnictwu autor badań, a internauci w komentarzach nie są już nawet oburzeni. Po prostu zwijają się ze śmiechu. Dziennik.pl stał się pośmiewiskiem. Teraz każdy potencjalny klient wie, że firma co do swoich wyników lubi - mówiąc eufemistycznie - "nie zawsze mówić prawdę". To przykład, że kiepskim marketingiem niewiele się wskóra.
Szkoda, bo można było zupełnie inaczej. Witryna Dziennika w drugim miesiącu działania uzyskała całkiem niezła liczbę odsłon - blisko 20 mln, przy 522 tys. tzw. real users. Oznacza to, że statystycznie rzecz ujmując, przeciętny czytelnik Dziennika.pl oglądnął 40 stron witryny. Nieźle jak na nieco ponad miesiąc działalności.

Z pewnością Dziennik.pl w ciągu najbliższych miesięcy osiągnie milion "real users", co przy utrzymaniu takiego tempa wzrostu da mu szansę - przynajmniej w tym parametrze - dobić do czołówki. Pytanie tylko, czy afera z badaniami nie przeszkodzi mu w przekuciu sukcesu na biznes. Podobna strategia w przypadku papierowego wydania pokazuje, że raczej tak. Przychody z reklam "Dziennika" (6,3 mln w styczniu 2007 wg. Expert Monitor) są mizerne i nijak się mają do głównej konkurencji. Dziwne, że nie wyciągnięto z tego jakichkolwiek wniosków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

OCZYWIŚCIE Gomułka a nie Gomółka...
Zaćma taka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Statystycznie. Bardzo często jest to słowo - wytrych. W czasach "komuny" było to ulubione zdanie wielu dygnitarzy. Już nawet Władek Gomółka chwalił się, że "parowozy elektryczne" staniały, co daje na statystycznego obywatela...
No i tak dalej.
Obecnie również. No bo, komu chce się sprawdzać czy dane statystyczne są czy nie prawdziwe.
Ostatnio TV podała, że statystyczny Polak zarabia już ponad 3.000 złotych - miesięcznie.
Problem polega na tym, że większość jest jakaś "niestatystyczna"...
Ale fama poszła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.