Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9855 miejsce

Kazimierz Ratoń - "Nikt kto mnie spotka, nie pozna prawdziwie"

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-12-17 12:38

Poeta. Najmniej znany, najbardziej pogardzany. Gruźlik, epileptyk, alkoholik, chory psychicznie kloszard, spacerujący często w jednym bucie. Z wszystkich "wyklętych" miał najwięcej powodów do samobójstwa, którego nigdy nie popełnił.

Kazimierz Ratoń urodził się 4 marca 1942 roku w Sosnowcu. Pochodził z zamożnej inteligenckiej rodziny. Jego ojciec był adwokatem. To właśnie śmierć ojca, gdy mały Kazik miał 9 lat, była prawdopodobnie pierwszym impulsem do postępującej alienacji. O swym ojcu powiedział później: "To był jedyny człowiek, który mnie lubił".

Całe jego życie było jednym pasmem udręk fizycznych - już w wieku 11 lat trafia do sanatorium, w którym spędził ponad rok w gipsie z powodu rozpoznania gruźlicy kości. Reemisja choroby nastąpiła już w szkole średniej, wtedy też "dostał w prezencie od losu" zapalenie stawu kolanowego, wskutek czego kulał do końca życia.

Mając 20 lat, zerwał wszelkie kontakty z bliższą i dalszą rodziną i przeprowadził się do Warszawy. Całkowicie odseparował się od swej matki, z którą, jak należy przypuszczać, nigdy nie miał dobrego kontaktu. Brak tej pierwotnej więzi i rozwijająca się nieleczona choroba - nie potrafił bowiem podporządkować się surowym regułom leczenia szpitalnego, zaważyły w niebagatelny sposób na jego poczuciu odrzucenia, które sam w późniejszym życiu pogłębiał za pomocą hektolitrów wlewanego w siebie alkoholu.

Mieszkając w stolicy imał się różnych profesji: był robotnikiem budowlanym, mechanikiem, dziennikarzem, statystą w filmie czy też kierownikiem klubu w fabryce szczotek i pędzli. Na potrzeby owego klubu sprowadzał dzieła filozofów, socjologów i poetów, toteż zdegradowano go wkrótce do roli bibliotekarza, gdyż dyrekcja zakładu uznała je za "zupełnie zbędne dla klasy robotniczej".

Od wczesnego dzieciństwa ten stały bywalec sanatoriów dla gruźlików, otrzymał w końcu rentę.
Zaczął pisać i wtedy też przy kieliszku wódki, nawiązywał w kawiarni ZLP kontakty ze środowiskiem literackim.

Okazjonalne sukcesy, jak wydanie 2 tomów poezji czy publikacje w "Poezji", "Miesięczniku Literackim" nie wystarczały na dostatnie życie. Prestiżowa nagroda "Pen Clubu" także nie poprawiła jego materialnej egzystencji. Ten okres w życiu poety można jednak określić jako dobrą passę. Później był już tylko upadek.

Ratoń nigdy się nie ożenił, najprawdopodobniej też żadna z kobiet obecnych w jego życiu nawet w nikłym stopniu nie odwzajemniła jego uczuć. Otoczenie postrzegało go bowiem przede wszystkim jako alkoholika i wiecznie kaszlącego kuternogę.

Jego poezja kojarzy się przede wszystkim z "literaturą do trumny":

"Jeśli nieszczęście zadręczy ci umysł
I głosem bólu wypełni twe ciało
To wiedz żeś dzieckiem był kiedyś i płodem
Różowym pięknem które umrzeć miało(…)"

On swej śmierci nie przepowiadał, tylko się wręcz domagał:

"(…)Nie tracę nadziei
jeszcze że śmierć okaże
mi swoją litość swoją dobroć
i przyjdzie do mnie któregoś dnia mądrego(…)"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Toulouse-Lautrec literackiej, polskiej rzeczywistości...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adrian.
Tak miało być;);););)Brawo!
Pogardzany za życia-najmniej "medialny"obecnie.........
Czy jego poezja miała szansę na :popularność"?Dobre pytanie.
Jego wiersze owszem, są obsesyjne,ale pisane ze środka cierpienia"-jakby umierał żywcem pogrzebany:.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 22:26

Ależ ja się zgadzam! Literatura do trumny - ja tego określenia zresztą nie wymyśliłem - miała nędzne szanse na popularność.
A co do pogardy jego osoby i twórczości: Nie znam nikogo z "wyklętych" tak rzadko wznawianego, czy też przypominanego w periodykach literackich. Być może się mylę, ale na chwilę obecną, konkurs poetycki jego imienia odbywa się jedynie w małym mieście Olkuszu. To stanowczo za mało w porównaniu z resztą "wyklętych". Czyż nie można tego faktu, nazwać wzgardą dla poety?
W kwestii "medialności", kropka w kropkę razem z Panem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chodzi o marketing, to z pewnością Ratoń się w ten biznes nie wkręcił ani za życia ani pośmiertnie. Medialnych postaci jest znacznie więcej, choćby pierwszy z brzegu Hłasko. Tylko na ile trwające w powszechnej świadomości obrazy są zbieżne z rzeczywistością?
Niemniej jednak takie postacie jak Ratoń istnieją w ludzkiej świadomości. Ratoń niemal wyłącznie dzięki Brudnickiemu, którego dziełem jest tamten numer Poezji. I nie mierzyłbym ich wartości liczbą ludzi, którzy o nich słyszeli... Sam znam przynajmniej kilka osób, które twórczość Ratonia znają.
Z tym numerem Poezji, to pokręciłem, to był 1984.
Polecam (lekko offtopikowo) forum, które IMHO "odbrązawia" Stachurę w ładny sposób: http://stachuriada.pl/forum/index.php - niestety jest to rekonstrukcja starego forum, które odeszło w niebyt, a trochę tekstów-perełek tam było.
Ratoń z pewnością nie jest znany powszechnie, ale sądzę, że całkowite zapomnienie mu nie grozi. Czy pogardzany? Za życia być może - nie wiem tego, natomiast po śmierci jego twórczość pogardzana na pewno nie była.
Natomiast proszę się obiektywnie zastanowić, czy jakiekolwiek szanse na "popularność", na szerszy odbiór miała kiedykolwiek ratoniowa poezja:

Z gnijącego mózgu cieknie nieustannie ropa
W gęstych strugach wzdłuż ciała rozmnażają się robaki
wchodzą w serce i dolne części ciała
wysysają krew i tłuszcz
okropne bezlitosne robaki gryzą genitalia
biegną do zaciśniętego gardła i oczu
one pragną cię unicestwić
skruszyć gałki oczne i zamknąć oddech
tak abyś charczał i rzęził w konwulsji
abyś nie miał czasu nawet na wściekłość i nienawiść
abyś nie zdołał się bronić
tylko skowytał coraz ciszej
aż nastąpi zupełne uduszenie
wtedy one będą mogły odejść
szarpać inne ciało
żywić się ropą z innego mózgu
to ty im dałeś życie
to twój gnijący mózg je spłodził

(***Z gnijącego mózgu...)

Bardzo dziękuję za przypomnienie Kazika Ratonia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 19:52

Panie Marcinie, jednak Ratoń w świadomości społecznej jest generalnie nieznany. Postacie "medialne" to właściwie tylko Stachura. Wojaczek stał się "trendy" dzięki zabiegom środowiska literackiego. O Poświatowskiej, Bursie czy Grochowiaku są wzmianki w szkolnych podręcznikach. O Ratoniu cisza. Prawa do jego wierszy wykupiła Oficyna 21. Czy to normalne? Ratoniem gardzili jego najbliżsi znajomi, a wspomniany numer "Poezji" z 1985 r. był wyłącznie próbą rehabilitacji. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę wszystkich "poetów wyklętych", stwierdzenie " Najmniej znany, najbardziej pogardzany", do Ratonia pasuje niestety najbardziej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst skromny, podobnie jak Kazik Ratoń. Ten numer "Poezji" z 1985 roku w jakimś stopniu wpłynął na moje życie, dlatego do twórczości Ratonia podchodzę ze szczególnym nabożeństwem. Niekoniecznie najmniej znany i niekoniecznie pogardzany, panie Adrianie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gwiazdki, Adrianie, za konsekwencję w wydobywaniu z zapomnienia "poetów przeklętych".

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2009 14:10

Trudno dodać coś więcej...... 5* Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.