Facebook Google+ Twitter

Kebab i Horoskop od piątku w polskich kinach

Od piątku "Kebab i Horoskop" gości na ekranach polskich kin. Ten film nie wszystkim przypadnie do gustu, bo wymaga trochę cierpliwości i przestrojenia się na dość specyficzny odbiór. Zdecydowanie jednak nagradza wytrwałych.

 / Fot. KHSzef sklepu z dywanami (w tej roli Andrzej Zieliński) postanawia zatrudnić dwóch speców od marketingu, w celu poprawienia wyników sprzedaży, a de facto ratowania podupadłego sklepu. Dowcip tej opowieści umocowany jest na tym, że obaj do tej pory nie mieli kompletnie nic wspólnego z marketingiem. Jeden dopiero co rzucił pracę w punkcie serwującym kebaby (Bartłomiej Topa), drugi stracił pracę jako dziennikarz (Piotr Żurawski), piszący horoskopy w roli wróżki Eleny do gazety, nota bene, o zwierzętach. To zapowiada jedną wielką improwizację. Oto główny wątek komediodramatu w reżyserii Grzegorza Jaroszuka, który w miarę rozwoju akcji znajdzie swoje rozgałęzienia w postaci niemniej ważnych portretów poszczególnych bohaterów.

Cierpliwości...
Akcja jednak rozwija się nadzwyczaj powoli. Jest statycznie, niemal nudno. Efekt wzmacniają kamienne twarze aktorów i długie, przeciągłe ujęcia – portrety jak z filmów Bergmana. Stylistyka być może odpowiednia dla widza z poprzedniej epoki, ale dla współczesnego, który przyzwyczajony jest do stosownie dużej liczby klatek – może stanowić próbę. Tym większą, że na komedię, gdzie gruby żart jest podany na tacy też się nie zanosi.

Ale te wszystkie "wady" są tak naprawdę zaletą filmu "Kebab i Horoskop". W miarę oglądania szanse już tylko wzrastają, że minimalizm, jaki proponują twórcy filmu zacznie się podobać. Ten minimalizm polega m.in. na ograniczeniu drugiego planu i zaledwie naszkicowaniu tła. Do tego oszczędność słów, gestów, emocji i... dźwięków. W tym filmie cisza odgrywa znaczącą rolę. Oczom i uszom widzów, bombardowanym każdego dnia przez terabajty danych – taka uspokajająca, niemniej jednak wyostrzająca w efekcie dramatyzm, stylistyka może się spodobać.

Ironicznie
Powiew świeżości, jeżeli chodzi o stronę formalną tego filmu to jeden walor. Inną "wadą" jest niebezpośredni sposób serwowania dowcipu, a głównym narzędziem staje się ironia. Zdradza ona humor inteligentny z jednej strony (taki, który ma coś więcej do zaoferowania niż pusty śmiech), z drugiej zaś wymagający wysiłku od odbiorcy. Jej przykładem są chociażby obie postacie marketingowych oszustów, którzy z pełną powagą wykonują swoje funkcje. Przy okazji na ostrze wzięta zostaje marketingowa nowomowa, czy jak kto woli korporacyjny żargon, z wszelkimi implementacjami, kontentami, ryserczami itp.

Koszmar obojętności

Ostatnio Wojciech Engelking pisał o pojawieniu się w polskim kinie nowego typu bohatera – herosa. "Bogowie", "Carte Blanche" czy nieco wcześniej "Chce się żyć", dostarczają jego przykładów. Tymczasem film Grzegorza Jaroszuka dla odmiany opowiada o ludziach pozbawionych energii, poczucia sensu, odrętwiałych, słabych. Wyglądających na dotkniętych jakąś potworną obojętnością i przesiąkniętych smutkiem. To nie są wyłącznie artystyczne kreacje, przykładów tego rodzaju ludzi coraz częściej dostarcza rzeczywistość. Biorą się z pustki, zarazem w nich samych, jak i wokół nich. Bo mimo że występują obok siebie, niekiedy śpią w jednym łóżku, to są uczuciowo sobie obcy, odlegli. Mam wrażenie, że to jest najważniejszy dramat, którego skutki stara się pokazać w swoim filmie Grzegorz Jaroszuk. Dramat dystansu pomiędzy ludźmi, który coraz trudniej pokonać. Dramat erozji uczuć i zdolności przyjaźnienia się bądź kochania. Potworny monadyzm, który czyni życie płaskim i bezsensownym.

Ale przez moment obserwujemy na ekranie również próbę przełamania izolacji, a zarazem piękno rodzących się z trudem, jednakże prawdziwych więzi. W głębi jak się okazuje bohaterowie tego filmu pragną szczerych, mocnych uczuć miłości lub przyjaźni. Uczuć, które jako jedyne są skutecznym remedium na absurd zarówno filmowego, jak i rzeczywistego świata.





Tego autora również:


Podpisz petycję w obronie "Migotań"
Szarpią nerwy, dostarczają emocji. Polski filmowy BOX OFFICE 2014
Groźba katastrofy coraz bardziej realna
MINIMUM, które należy wiedzieć o udarze, by przeżyć
Polska w krainie koszmarów. "Prześniona rewolucja" Andrzeja Ledera



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja mam podobny gust, niezbyt komediowy. W tym przypadku jednak, to bardziej dramat niż komedia. Śmiech przez łzy. Zresztą moja opinia jest taka, że największą siłę rażenia mają filmy, które posiadają szeroką gamę oddziaływania - są to właśnie komediodramaty. Najpierw pozwalają nam się rozluźnić, by następnie tym bardziej zmasakrować. Polecam zaryzykować i obejrzeć. (A za punktację dziękuję)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czasami recenzja jest ciekawsza od opisywanego filmu. Sprawdzić to można tylko w jeden sposób... wybierając się do kina;) Chyba jednak nie tym razem. Komedia? To nie mój gatunek.
Oczywiście, za tektst daję pięć punktów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.