Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

80582 miejsce

Kebab i Horoskop od piątku w polskich kinach

Od piątku "Kebab i Horoskop" gości na ekranach polskich kin. Ten film nie wszystkim przypadnie do gustu, bo wymaga trochę cierpliwości i przestrojenia się na dość specyficzny odbiór. Zdecydowanie jednak nagradza wytrwałych.

 / Fot. KHSzef sklepu z dywanami (w tej roli Andrzej Zieliński) postanawia zatrudnić dwóch speców od marketingu, w celu poprawienia wyników sprzedaży, a de facto ratowania podupadłego sklepu. Dowcip tej opowieści umocowany jest na tym, że obaj do tej pory nie mieli kompletnie nic wspólnego z marketingiem. Jeden dopiero co rzucił pracę w punkcie serwującym kebaby (Bartłomiej Topa), drugi stracił pracę jako dziennikarz (Piotr Żurawski), piszący horoskopy w roli wróżki Eleny do gazety, nota bene, o zwierzętach. To zapowiada jedną wielką improwizację. Oto główny wątek komediodramatu w reżyserii Grzegorza Jaroszuka, który w miarę rozwoju akcji znajdzie swoje rozgałęzienia w postaci niemniej ważnych portretów poszczególnych bohaterów.

Cierpliwości...
Akcja jednak rozwija się nadzwyczaj powoli. Jest statycznie, niemal nudno. Efekt wzmacniają kamienne twarze aktorów i długie, przeciągłe ujęcia – portrety jak z filmów Bergmana. Stylistyka być może odpowiednia dla widza z poprzedniej epoki, ale dla współczesnego, który przyzwyczajony jest do stosownie dużej liczby klatek – może stanowić próbę. Tym większą, że na komedię, gdzie gruby żart jest podany na tacy też się nie zanosi.

Ale te wszystkie "wady" są tak naprawdę zaletą filmu "Kebab i Horoskop". W miarę oglądania szanse już tylko wzrastają, że minimalizm, jaki proponują twórcy filmu zacznie się podobać. Ten minimalizm polega m.in. na ograniczeniu drugiego planu i zaledwie naszkicowaniu tła. Do tego oszczędność słów, gestów, emocji i... dźwięków. W tym filmie cisza odgrywa znaczącą rolę. Oczom i uszom widzów, bombardowanym każdego dnia przez terabajty danych – taka uspokajająca, niemniej jednak wyostrzająca w efekcie dramatyzm, stylistyka może się spodobać.

Ironicznie
Powiew świeżości, jeżeli chodzi o stronę formalną tego filmu to jeden walor. Inną "wadą" jest niebezpośredni sposób serwowania dowcipu, a głównym narzędziem staje się ironia. Zdradza ona humor inteligentny z jednej strony (taki, który ma coś więcej do zaoferowania niż pusty śmiech), z drugiej zaś wymagający wysiłku od odbiorcy. Jej przykładem są chociażby obie postacie marketingowych oszustów, którzy z pełną powagą wykonują swoje funkcje. Przy okazji na ostrze wzięta zostaje marketingowa nowomowa, czy jak kto woli korporacyjny żargon, z wszelkimi implementacjami, kontentami, ryserczami itp.

Koszmar obojętności

Ostatnio Wojciech Engelking pisał o pojawieniu się w polskim kinie nowego typu bohatera – herosa. "Bogowie", "Carte Blanche" czy nieco wcześniej "Chce się żyć", dostarczają jego przykładów. Tymczasem film Grzegorza Jaroszuka dla odmiany opowiada o ludziach pozbawionych energii, poczucia sensu, odrętwiałych, słabych. Wyglądających na dotkniętych jakąś potworną obojętnością i przesiąkniętych smutkiem. To nie są wyłącznie artystyczne kreacje, przykładów tego rodzaju ludzi coraz częściej dostarcza rzeczywistość. Biorą się z pustki, zarazem w nich samych, jak i wokół nich. Bo mimo że występują obok siebie, niekiedy śpią w jednym łóżku, to są uczuciowo sobie obcy, odlegli. Mam wrażenie, że to jest najważniejszy dramat, którego skutki stara się pokazać w swoim filmie Grzegorz Jaroszuk. Dramat dystansu pomiędzy ludźmi, który coraz trudniej pokonać. Dramat erozji uczuć i zdolności przyjaźnienia się bądź kochania. Potworny monadyzm, który czyni życie płaskim i bezsensownym.

Ale przez moment obserwujemy na ekranie również próbę przełamania izolacji, a zarazem piękno rodzących się z trudem, jednakże prawdziwych więzi. W głębi jak się okazuje bohaterowie tego filmu pragną szczerych, mocnych uczuć miłości lub przyjaźni. Uczuć, które jako jedyne są skutecznym remedium na absurd zarówno filmowego, jak i rzeczywistego świata.





Tego autora również:


Podpisz petycję w obronie "Migotań"
Szarpią nerwy, dostarczają emocji. Polski filmowy BOX OFFICE 2014
Groźba katastrofy coraz bardziej realna
MINIMUM, które należy wiedzieć o udarze, by przeżyć
Polska w krainie koszmarów. "Prześniona rewolucja" Andrzeja Ledera



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja mam podobny gust, niezbyt komediowy. W tym przypadku jednak, to bardziej dramat niż komedia. Śmiech przez łzy. Zresztą moja opinia jest taka, że największą siłę rażenia mają filmy, które posiadają szeroką gamę oddziaływania - są to właśnie komediodramaty. Najpierw pozwalają nam się rozluźnić, by następnie tym bardziej zmasakrować. Polecam zaryzykować i obejrzeć. (A za punktację dziękuję)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czasami recenzja jest ciekawsza od opisywanego filmu. Sprawdzić to można tylko w jeden sposób... wybierając się do kina;) Chyba jednak nie tym razem. Komedia? To nie mój gatunek.
Oczywiście, za tektst daję pięć punktów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.