Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15546 miejsce

Kenijski wulkan Longonot

Z równiny wyrasta nagle „kopiec” wysokości 2776 m n.p.m. W „kopcu” jest dziura. Trasę po obwodzie porasta roślinność, na której czasem wiszą gniazda wikłaczy.

Longonot / Fot. Ela WiejaczkaNie miałyśmy własnego samochodu - do Kenii przyjechałyśmy z Anią jako wolontariuszki, a wyprawa na Longonot miała być jednodniowym odpoczynkiem dla ducha i ćwiczeniem ciała - dlatego trasę od drogi głównej do bram parku przemierzyłyśmy na nogach. Niektórzy się dziwili, ale cóż można przecież wziąć matatu (minibus) w Nairobi, dojechać do wioski Longonot, potem niecałą godzinę, spacerowym krokiem iść i już. Jeszcze opłata 20 dolarów, czyli 15 razy więcej niż mieszkaniec Kenii (ten płaci jakieś 4 zł, a i tak nieczęsto tu bywa - nawet taka kwota jest wydatkiem) i możemy iść.

Ścieżka wokół Longonot / Fot. Ela WiejaczkaOd bramy parku, która nie wiadomo czemu nazywa się Hell’s Gate, zmierzamy przez srebrnolistne zarośla i kolczaste krzewy w górę, raz po raz oglądając się za siebie. Z każdym krokiem przestrzeń za naszymi plecami się rozszerza. Teren jest ogromny i płaski - tylko góra, na którą się wspinamy, jest wyjątkiem. Akacje rosną samotnie, tu i ówdzie formując gęstsze skupisko, pod którym przed południowym słońcem kryje się bydło.

Droga czasem jest szeroka, czasem wąska jakby ktoś wyciął ją na szerokość ludzkiego biodra: tu najczęściej kroczymy w białym proszku. Nie da się zachować ostrożności: nawet gdy stąpamy delikatnie, otaczają nas kłęby pyłu niczym w cementowni. Zamykamy oczy, usta, zasłaniamy obiektywy i w pośpiechu przemierzamy trudne odcinki.
Trudniejsze miejsca / Fot. Ela Wiejaczka
Nim mijają dwie godziny, widzimy pobliski szczyt. Nie wierzymy: w polskich górach wierzchołek wyglądający na nieodległy zwykle jeszcze jest daleko. Tu stawiamy kilka kroków i… już! Zaglądamy do wnętrza krateru: dziurę, która ma na oko kilkadziesiąt metrów średnicy, porastają drzewa i krzewy. Na szczycie jest wąska ścieżka: idąc nią mamy po jednej stronie rozległą równinę, po drugiej lej czynnego wulkanu. Podobno można czasem zobaczyć dym wydostający się na powierzchnię.

Okrążenie krateru zabiera nam cztery godziny. Pod koniec trasy, na najwyższym szczycie, spotykamy Włochów, którzy ratują nas odrobiną wina, czekoladą i butelką wody. Zaczynamy zejście, znów w tumanach kurzu, obserwując na zewnątrz wulkanu nowe krajobrazy: jezioro mieniące się w popołudniowym słońcu i wulkan, dotąd przesłonięty Longonotem. Na ostatnim odcinku, już łagodnie opadającym w dół, zauważam dwie żyrafy spokojnie obgryzające akacje. Zwierzynę jak ta można w Kenii podziwiać dzięki restrykcyjnemu prawu: za strzelanie do niej - strzał, za próbę wywiezienia skór czy ciosów - 10 lat więzienia…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Przystępnie i ciekawie.
Szkoda ze nie ma więcej zdjęć.))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak zwykle, solidnie przystępnie podany materiał.
Pozdrawiam z gwiazdkami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.