Facebook Google+ Twitter

Kibic na fali uczuć kontra kibic na fali mody

Kibic, który dopinguje swoją drużynę (sportowca), którego podziwia od dzieciństwa i jest z nim na dobre i na złe, coraz częściej jest "atakowany" przez kibica, który interesuje się sportem jedynie z okazji sukcesów jakiegoś sportowca, a gdy one się kończą zapomina o swoim "idolu".

Przyjrzyjmy się takim zjawiskom jak „małyszomania” i coraz mocniej kiełukąca „kubicomania”. Któż nie pamięta jak w sezonie 2000/01 „orzeł z Wisły” po 4 latach posuchy znów zaczął wygrywać konkursy i odniósł zwycięstwo w wielkim stylu w Turnieju Czterech Skoczni, a potem trzy razy z rzędu zdobył Kryształową Kulę. Cały kraj oszalał na punkcie mistrza. Polscy kibice zaczęli za swoim idolem jeździć po całym świecie, a konkursy w Zakopanem to było istne szaleństwo, niemalże święto narodowe. Adam ze zwykłego sportowca, stał się nagle bohaterem narodowym, a jego skoki oglądało w telewizji ponad 10 mln ludzi. Ale co się stało, gdy skończyły się wyniki, a miejsca na podium zamieniły się w miejsca w dziesiątce. Kibice przestali wierzyć, zaczęto skreślać mistrza, skoki nie budziły już takich emocji. Gdy mistrz był na topie, to i kibicowanie mu było w modzie, a teraz w internecie można znaleźć wiele komentarzy, w których „kibice” piszą, że Adam to nielot, że już się skończył i powinien dać sobie spokój ze skokami.

Nowy idol - Kubica

Gdy tylko Kubica podpisał kontrakt z BMW Sauber, Formuła 1 stała się jednym z najbardziej popularnych sportów w Polsce. Pierwszy wyścig tegorocznego sezonu, mimo wczesnej pory przyciągnął przed ekrany telewizorów dużą rzeszę kibiców. Kto oglądał F1 wcześniej, czyli przed przyjściem Kubicy? Na pewno grupa kibiców była niewielka, a już sama obecność Polaka w tak elitarnych zawodach przyciąga kibiców i sponsorów, którzy na pewno bardzo chętnie podpisaliby z Robertem kontrakty reklamowe. O każdym dobrym występie Kubicy media mówią bardzo dużo. Tak jak kiedyś ludzie emocjonowali się skokami Małysza, tak teraz powoli jego miejsce zajmuje Kubica. Tylko, czy jeżeli Robert nie będzie spełniał pokładanych w nim nadziei, to czy kibice nadal będą tak chętnie zasiadali przed telewizorem i każdy jego występ oglądali z taką pasją? Mimo iż Formuła 1 nie należy do jakiś pasjonujących sportów (bo co to za frajda, jak 22 facetów jedzie 300 km w kółko, a wszystko i tak rozstrzyga się w pit-stopie) to i tak Kubica powoli staję się nowym bohaterem narodowym i ikoną polskiego sportu, a kibicowanie mu jest już niemal narodowym hobby.

Kibice żużla i siatkówki

Trzeba przyznać, że kibice żużla i siatkówki w naszym kraju są fantastyczni i są ze swoimi drużynami do końca. O kibicach siatkówki mówi się, że są najlepszymi na świecie i są z naszą drużyną reprezentacyjną na dobre i na złe. Zawsze tłumnie wypełniają hale i świetnie dopingują swoich pupili. Także na spotkaniach ligowych atmosfera w halach jest co raz lepsza i takie spotkanie, gdzie kibice przez cały czas dopinguję swoją drużynę ogląda się z uśmiechem na ustach.

Kibice żużla są również niesamowici, atmosfera na stadionach jest znakomita i często na zawodach jest nadkomplet publiczności. Pamiętam, że w latach świetności gdańskiego Wybrzeża na stadion przyjeżdżałem, co najmniej 2 godziny przed meczem, żeby mieć niezłe miejsce. Teraz drużyna z Gdańska jeździ w I lidze i chociaż stadion nie pęka w szwach, to można zawsze się spodziewać sporej rzeszy fanów, którzy z drużyną są na dobre i na złe. Na rozgrywkach pierwszoligowych zawsze można się spodziewać kompletu fanów i pewnie w niedzielę cała Polska się przekona, jak kibice żużla czekali na rozpoczęcie sezonu.

Kibice tych dwóch sportów są chyba najlepszymi w Polsce. Zawsze z zaciętością i pełnym zaangażowaniem dopingują swoje drużyny, nie ma tu przemocy i takich awantur jak na stadionach piłkarskich.

Kibice piłkarscy

Chciałbym na nich popatrzeć z dwóch stron, po pierwsze przez pryzmat reprezentacji, której mecze zawsze wzbudzają najwięcej emocji, a po drugie – Lechii Gdańsk, jako, że mogę się zaliczyć do ludzi, którzy w miarę często odwiedzają stadion w Gdańsku.

Reprezentacja Polski miewa wzloty i upadki. Najpierw wspaniałe awanse na mundial w roku 2002 i 2006, a potem równie szybkie sprowadzenie na ziemię przez Koreę i Ekwador. Co na to kibice? Rozochoceni dobrymi wynikami w eliminacjach czekali na mistrzostwa z nadzieją na wyjście z grupy i po raz kolejny musieli posmakować goryczy porażki. Gdy reprezentacja wygrywała, byli w stanie dla niej zrobić wszystko, jechać nawet na sparing do Zimbwawe, czy Trynidadu i Tobago (jeśliby przyszło nam się zmierzyć z miejscowymi reprezentacjami), a gdy przyszły porażki, gracze byli przez kibiców niemiłosiernie wyzywani. Zawodnicy, którzy wcześniej byli idolami, teraz stali się wrogami publicznymi. Po zwycięstwach, kibicie z trenera Beenhakkera chcą zrobić prezydenta, a po porażkach domagają się jego zwolnienia. To pokazuje jak trudno zadowolić kibica, choć i są tacy, którzy mimo porażek, przed każdym meczem będą zbierać się tłumnie w pubach, by kibicować z całego serca, gdy inni już dawno powiedzą, że piłkarzy reprezentacji można co najwyżej nazwać „kopaczami”.

Na stadionie Lechii

Na stadionie przy ulicy Traugutta spotykam pewnie takich kibiców, jakich można spotkać na każdym piłkarskim widowisku w kraju. Spotykam kibiców, którzy pewnie już od długiego czasu kibicują Lechii i dla nich obecność na stadionie jest czymś normalnym, jak dla praktykującego katolika coniedzielna msza w kościele. Jednak też są tacy kibice, którzy chodzą na mecze, tylko po to, aby potem móc się pochwalić znajomym, żeby się pokazać, że oni też "kibicują". Pchają się na "młyn" i chcą być tam zauważeni, a jedyne, co ich wyróżnia z tłumu, to młody wiek i to, że nie znają żadnych kibicowskich pieśni. Dla nich jednak mecz się nie kończy wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego. Dopiero po meczu przemieszczając się po mieście, gdzie mogą się pokazać z szalikiem i "błysnąć" w tłumie.

Rozpatrując problem kibicowania, przytoczę taki oto przykład, który doskonale pokazuje, że kibicowanie nie zawsze wiąże się z uczuciem do klubu, a jest jedynie chęcią bycia modnym. Dzień po meczu, jadąc na uczelnię ujrzałem w autobusie jakieś dziewczyny. Wyglądały na lat 20, choć pewnie miały zaledwie po 13. Rozmawiały o weekendzie i nagle pojawił się temat Lechii. Słuchamem z zaciekawieniem. Jedna mówiła, a w zasadzie krzyczała na cały autobus: "Chodzimy z Piotrkiem na Lechię. Byliśmy w weekend na meczu i było zaje...". Zastanawiałem się, czy chodzimy to znaczy, że była raz, czy coś innego. Na szczęście jej koleżanka zapytała, ile razy była na meczu. Odpowiadziała,
że raz. No, ale chodzi, że była, nie liczy się ile, bo przecież kibicowanie i mówienie o tym wszystkim jest w modzie. Tacy są właśnie sezonowi kibicie, którzy, gdy drużynie dobrze idzie, chcą wykrzyczeć całemu światu, że kibicują swojemu klubowi. A gdy drużyna zaczyna spadać w dół tabeli, nie chcą mieć z nią nic wspólnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.