Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4567 miejsce

Kiedy polskie władze przetną wrzód, czyli PZPN

Niech Minister Sportu wprowadzi komisarza do PZPN, by polska piłka wróciła na europejskie salony. PZPN jest bowiem tylko mistrzem świata w marnowaniu talentów naszej młodzieży...

Szczytem bufonady, zarozumialstwa i pychy można określić konferencje prasową Michała Listkiewicza, która odbył się dwa dni po wyeliminowaniu naszych piłkarzy - o przepraszam naszych reprezentantów, bo określenie piłkarz brzmi zbyt dumnie - zaledwie po rozegraniu dwóch grupowych spotkań. "Prezes Misio" z rozbrajającą szczerością wyznał, że jeśli chodzi o dalsze losy Janasa (kibice nie mają chyba wątpliwości, że selekcjoner powinien zagrać w "rosyjską ruletkę", bądź poprosić niemieckie władze o azyl) to on właściwie nie ma do niego pretensji, ale swoje stanowisko chce przedyskutować 14 lipca z Zarządem PZPN.

Oczywiście sam "Listek" nie zamierza podać się do dymisji, ponieważ uważa, że wprowadzając po 16 latach przerwy naszą narodową drużynę dwukrotnie do finałów MŚ zasłużył na pomnik. Moim zdaniem po raz kolejny, odwaga pomyliła się mu z odważnikiem, bowiem zapomniał on o tym, iż w prokuraturach okręgowych w Warszawie i Wrocławiu toczą się śledztwa w sprawie przestępstw popełnionych przez kierownictwo PZPN i bardziej praktycznym życzeniem "zbawcy polskiej piłki" byłyby w tej sytuacji "inne", lepsze i wygodniejsze "cele". Natomiast za niepowodzenie polskich kopaczo-biegaczy na niemieckich boiskach szef związku obarczył polityków i Rząd RP, którzy nie interesuje się piłką i nie budują boisk, by młodzież miała gdzie spędzać wolny czas. Po takim wiekopomnym wyznaniu (czytaj bredzeniu) aż dziw bierze, iż po meczu Ekwador-Kostaryka, który przesądził, że nasi ostatni mecz grupowy zagrają o czapkę śliwek, Kazimierz Marcinkiewicz ze swoimi ministrami nie podał się do dymisji.

Z przykrością muszę zawiadomić futbolowego bossa, że ja jako - póki co - członek PZPN ("Listek" zapomniał wyrzucić mnie z elitarnego Klubu Wybitnego Reprezentanta) nim pojadę przed siedzibę Rady Ministrów, z transparentem "Marcinkiewicz musi odejść" zadam retoryczne pytanie? Skoro młodzież nie ma gdzie kopać piłki, to czym wytłumaczyć nasze międzynarodowe sukcesy w kategoriach juniorskich i gdzie obecnie grają nasi byli mistrzowie Europy.

Niestety, odpowiedź w tej kwestii jest jedna, by nie powiedzieć jedyna: PZPN jest mistrzem świata w marnowaniu utalentowanej młodzieży. Ale czy może być inaczej, skoro na "Miodowych salonach" afera goni aferę, co automatycznie wpływa na atmosferę i wyniki drużyny narodowej, a byli i obecni szefowie polskiego sportu "rżną głupa" i tolerują ewidentne przekręty skopanych bossów, nie rozumiejąc, że, jak mówi przysłowie, ryba zaczyna się psuć od głowy.

Reasumując, publiczne słowne zeznania Michała Listkiewicza nasuwają jedynie słuszny wniosek: Im prędzej zakończą się postawieniem zarzutów wynikających z paragrafów kodeksu karnego Michałowi L., Eugeniuszowi K., Zbigniewowi B. i paru innym osobom prokuratorskie śledztwa, po których Minister Sportu wprowadzi Komisarza (wzorem Polskiego Związku Narciarskiego) do PZPN, tym szybciej nasza piłka powróci na europejskie salony. Wtedy nasi wspaniali kibice nie będą więcej płacili cyklicznego podatku od złudzeń. I to by było na tyle jeśli chodzi o przyczyny niemieckiej żenady i lepszą przyszłość polskiego futbolu.

Natomiast nie sposób przejść do porządku dziennego po niedorzecznościch, jakie serwowali nam kibicom, szkoleniowcy, piłkarze i telewizyjni eksperci po meczach z Ekwadorem i Niemcami. Na marginesie: w cywilizowanym kraju, nie do pomyślenia jest by skompromitowani cztery lata temu, podczas koreańsko-japońskich MŚ 2002 futbolowi nieudacznicy "robili" obecnie za "mundroli" w mundialowych studiach TVP i Polsacie! I tak, pojedynek z Ekwadorem był największym blamażem w historii występów naszej drużyny na MŚ, przy którym nawet porażki 4 do 0 drużyn Piechniczka i Engela z Brazylią i Portugalią nie były tak bolesne, bowiem rywale, w przeciwieństwie do miernych Ekwadorczyków (wszystko na to wskazuje, że zakończą finałową przygodę po czwartym meczu), byli światowej klasy.

Poza tym mam odmienne zdanie jeśli chodzi o najlepszego, zdaniem telewizyjnych kreatorów (czytaj twórców) zawodnika, którym został jednogłośnie okrzyknięty Euzebiusz Smolarek. Przecież "Ebi", który miał grać rolę prawego pomocnika, przez prawie całe spotkanie popisywał się bezproduktywnymi sztuczkami po całym boisku, nie inicjując żadnej akcji po "prawej flance", co było jego taktycznym obowiązkiem. Z kolei mecz z Niemcami, który według dyletanckiego eksperta, Michała L. był bardzo dobry, w rzeczywistości przypominał pojedynek bokserów, z których jeden przez cały czas unika walki i kryje się za podwójną gardą w nadziei, że uniknie nokautującego ciosu. Przypomnę, że dzień przed tym pojedynkiem na konferencji prasowej, zawodnik Smolarek (żenującą polszczyzną) zapewniał nas, że na 100 procent on i jego koledzy zwyciężą w Dortmundzie.

Niestety, prawda, której eksperci unikają jak ognia jest taka, że gdyby w pierwszej połowie Łukasz Podolski i Mirosław Klose "nie grali z Nami", a Artur Boruc nie wybroniłby w fantastycznym stylu kilku strzałów, to jestem pewny, że przegralibyśmy w wyższym stosunku niż Serbowie z Argentyńczykami. Jeśli chodzi o nasze ofensywne akcje, to zaryzykuję stwierdzenie, że gdybym ja wystąpił zamiast Lemana, to Niemcy nie straciliby bramki. Do dziś nie mogę pojąć, jak można, zapowiadając walkę o zwycięstwo, grać od pierwszej minuty na czas. Przecież taka taktyka natychmiast daje przeciwnikowi sygnał o naszej słabości i nie prowadzi do sukcesu. W świetle powyższych faktów mam nadzieję (sądzę, że również milionowa rzesza kibiców), iż polskie władze, nawet po ewentualnym zwycięstwie nad Kostarykańczykami, przetną wreszcie wrzód (czytaj PZPN), jaki w ostatnich kilku latach "wyrósł" na ciele polskiego sportu i w trybie natychmiastowym usuną ropę (czytaj bossów futbolowej mafii), która jest groźniejsza od ptasiej grypy.

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Dajmu spokój juz Janasowi i naszym balerinom... Gramy jak gramy, nawet Piechniczek nie wniósł do narodowej piłki nic nowego i nie zdobył z drużyną tak wysokiej pozycji swoja pracą. To, co w 1982 roku w Barcelonie osiągnęła polska drużyna, było wynikiem pracy wyłącznie trenera Górskiego, a to, że Piechniczek był wtedy selekcjonerem, to czysty przypadek. kidy z zespołu odeszli zawodnicy wytrenowani przez Górskiego, sypnęła się równiez narodowa piłka.
Zastanawiam sie kiedy wreszcie ktoś zrealizuje pomysł, o którym od dawna mówie nie tylko ja, ale i wielu faktycznych ekspertów piłkarskich. Mam na mysli \"wychowanie\" drużyny narodowej od trampkarzy. Przecież jest w Polsce mnóstwo utalentowanych dzieciaków 12-15-latków, którzy, gdtby dac im szansę i potrenować ich, mogliby zbudować trzon, a może i całą naszą reprezentację.
Jako kontrargument słyszę, że reprezentantem może byc piłkarz, który jest w składzie drużyny grającej w ekstraklasie. Moim zdaniem można rozwiązać i ten problem. Po osiągnięciu przez młodzika odpowiedniego wieku, jest on angażowany do I-ligowej druzyny, ale nie bierze udziału w meczach, tylko siedzi na ławce rezerwowych. Innymi słowy jest on słupem na meczu.
W praktyce zaś on i jemu podobni, wyselekcjonowani starannie z najzdolniejszych i najambitniejszych polskich dzieciaków, intensywnie trenują i zgrywają się.
Po czterech (może sześciu) latach, kiedy taka drużyna osiągnie odpowiedni wiek, możnaby ją wystawić jako reprezentację Polski. W międzyczasie, żeby nabrali \'ogłady boiskowej\" i pozbyli sie tremy, mogliby rozgrywać towarzyskie spotkania z innymi, europejskimi drużynami.
To tylko zgrubny projekt, pomysł, który pojawił się we mnie cztery lata temu, po koreańskim blamażu i wokalnej żenadzie made in Edyta Górniak. Może jednak ktoś, kto zna się na piłce spróbowałby zorganizować taki polski \"DreamTeam\", pozbawiony rozkapryszonych gwiazdeczek i niedouczonych selekcjonerów?...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zmiany w naszej reprezentacji są konieczne i to nie tylko piłkarzy. Czemu sławy
Polskiej piłki nie jadą na mundial? Nie można wycofywać czołowych zawodników z składu, w
ostatnich minutach przed mundialem. Piłkarze tacy jak Jerzy Dudek czy Tomasz Frankowski
mający wilelki autorytet w drużynie nie mogą nie być zabierani na mundial. Dzięki tym
piłkarzą awansowaliśmy do mundialu, dlaczego zostali oni odsunięci od kadry. Czy
Ukraina przed mundialem pozbywa się Andriy Shevchenko? Więc dlaczego my tak robimy.
Czy można winić piłkarzy za te porażki na mundialu? Z pewnością po części tak ale 23
zawodników nie pracowało tylko na mundialu. Nie można w zupełności winić piłkarzy za
te porażki, zawinił cały sztab szkoleniowy który nie potrafił przygotować piłkarzy.
Polski Związek Piłki Nożnej powinien wynieść coś z ostatnich dwóch mundiali sądzę,
że gwiazdy piłkarskie są w Polsce ale trzeba je znaleźć, powinny być dofinansowne kluby
wychowujące młodych piłkarzy. Nie można oczywiście zrobić odrazu wszystkiego, trzeba
ustalić jakiś plan działania. Nie można wierzyć komuś na słowo o tym, że np. wyjdziemy z grupy.
Dopuki nie naprawimy PZPN nie zdołamy nic osiągnąć w Mistrzostwach Świata czy Europy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.06.2006 14:20

Obie drużyny już wcześniej straciły szanse na awans do 1/8 finału. Spotkanie z Kostaryką zadecyduje więc o tym, który z tych zespołów zajmie w grupie "A" trzecie miejsce.

W Barsinghausen odbyła się konferencja prasowa przed meczem. Oprócz trenera Janasa, na pytania dziennikarzy odpowiadali także Artur Boruc, Jacek Krzynówek i Mariusz Lewandowski.
-Każdy mecz chcemy zagrać dobrze, nie zawsze nam się to udaje... Ten mecz traktujemy poważnie - powiedział Paweł Janas.

-Będziemy chcieli go wygrać. Czy to się uda, to się okaże - stwierdził tymczasem Jacek Krzynówek. -Wiadomo, że chcemy pokazać się z dobrej strony, chcemy chociaż trochę pokazać, że potrafimy grać - dodał. -To są wciąż mistrzostwa świata. Musimy wygrać, by dać kibicom trochę radości" - uważa zaś Artur Boruc.

Reprezentacja Polski wróci do kraju z mistrzostw świata już jutro. O 16:00 na lotnisku Okęcie wyląduje samolot czarterowy z Hanoweru.

Tymczasem trwają spekulacje na temat odejścia trenera i selekcjonera Pawła Janasa. Może się to stać już po dzisiejszym meczu lub po przylocie drużyny do kraju. Sam trener zaprzecza by podjął taką decyzję. Piłkarze zaś mówią, że spekulacje te "wcale im nie pomagają" przed meczem z Kostaryką.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.06.2006 22:51

Może Janas powinien jednak odejść?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak wszyscy wiemy Polski zespół po porażkach z Ekwadorem i Niemcami stracił szanse na awans do następnej rundy. Ale przed naszą kadrą jeszcze spotkanie z Kostaryką. Z punktu widzenia osiągnięć obu drużyn w mistrzostwach, będzie to właściwie mecz o nic. Ale czy na pewno?

Każde spotkanie Mistrzostw Świata jest transmitowane w kilkudziesięciu krajach z całego globu. Dziesiątki milionów fanów przed telewizorami oraz kilkadziesiąt tysięcy na stadionie. Myślę, że to o to głównie chodzi w takich spotkaniach. Piłkarze mają okazję choć trochę zrehabilitować się w oczach kibiców, odzyskać honor i dumę, które gdzieś zgubili na boisku w poprzednich spotkaniach. To właśnie głównie dla kibiców są takie mecze, po to by mogli jeszcze raz zobaczyć swoich ulubieńców, którzy walczą na 100% o zwycięstwo dla swojego kraju.

Jednak spotkanie to ma jeszcze kilka aspektów. Na pewno na tybunach stadionu w Hannowerze, jak podczas każdego spotkania mistrzostw, zasiądzie wielu przedstawicieli klubów piłarskich z całego świata. Dla zawodników, szczególnie z polskiej ligi, będzie to jedna z niewielu szans pokazania się na arenie międzynarodowej i tylko od nich zależy, czy ją wykorzystają. W takim meczu, jest też okazja, by wprowadzić na boisko paru rezerwowych zawodników, którzy nie mieli okazji zaprezentować się we wcześniejszych spotkaniach.

Jest jeszcze jeden aspekt, mniej ważny, choć też nie bez znaczenia - finansowy. Zarówno chodzi mi tu o piłkarzy jak i o sponsorów reprezentacji. Piłkarze, choć deklarują, że nie grają w kadrze dla pieniędzy, myślę, że gdzieś tam w głowie, błąkają im się myśli, że trochę pieniędzy w meczu z Kostaryką mogą zarobić. Dla sponsorów zaś, nie ma dużego znaczenia, że żadna z drużyn nie ma już szans na awans, ale, że mecz będzie śledziło kilka-kilkanaście milionów osób!

Pozostaje tylko wierzyć, że spełnią się zapewnienia naszych kadrowiczów, którzy obiecali, że w meczu z Kostaryką zrobią wszystko, by odzyskać stracone zaufanie kibiców, a więc - DO BOJU POLSKO !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.