Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36374 miejsce

Kiedyś w zimie było rzeczywiście zimno

Sypnęło czystym śniegiem. Temperatura zatrzymała się ciut poniżej zera. Ogłosiliśmy powrót zimy. -Panie, przed laty to były mrozy i śnieg po kolana -zżymają się najstarsi mieszkańcy wsi kiedy słyszą, że ludzie się teraz przeziębiają.

 / Fot. Jerzy Kirzyński„ Zimy były bardziej śnieżne i mroźne - wspomina Tadeusz Piotr Baka w swojej książce „Lata dwudzieste… lata  / Fot. Jerzy Kirzyńskitrzydzieste… czyli wieś we władzy cepa, kosy i łojowej świeczki”. Wieś Mizary oraz gmina i miasto Stoczek Łukowski w latach 1920-1939. Wyd.2015 r.

- Mróz zachodził głęboko na metr w ziemię. Śnieg leżał na polach, na pół metra grubo, a zaspy we wsiach, lasach i przy wszelkiego rodzaju wzniesieniach i przeszkodach terenowych nawet na parę metrów.

 / Fot. Jerzy KirzyńskiKartofle przechowywane były w kopcach. Na ziemiach piaszczystych trochę wkopywanych w ziemię, a na ziemiach zupełnie nieprzepuszczalnych całkiem na wierzchu.

Trzeba było usypać i wyrównać pryzmę kartofli, okryć je 15 centymetrową warstwą słomy, a potem ziemią. / Fot. Jerzy Kirzyński

Na zimę okrywało się drugą warstwą słomy i ziemi. Ale to już w czasie gdy mróz ściął ziemię, było zimno i kartofle się schłodziły. Inaczej mogły się zagrzać i zgnić, zwłaszcza jeśli trafiła się lekka, ale śnieżna zima i śnieg zawalił wszystko na głucho.

Mniejsze gospodarstwa oszczędzały słomę i drugie okrycie było z liści lub kolek nagrabionych u siebie w podwórzu i w lesie.

Liście i kolki używane były do ocieplania chałup i obór przez obstawianie ścian, a także wykładanie stropów grubą warstwą.

 / Fot. Jerzy KirzyńskiJedną ze stałych prac mężczyzn zarówno jesienią jak i zimą było młócenie zboża. Zależnie od tego czy był jeden  / Fot. Jerzy Kirzyńskimłocarz, czy dwóch oraz od wielkości klepiska, rozkładało się 6 lub więcej snopków i waliło cepami w całe, związane snopki, głównie w kłosy.

Potem przekręcało się snopki podkładając dzierżak tj. dłuższy kij i przerzucało na druga stronę. I znowu łup, łup, łup po kłosach. Taka porcja snopków nazywała się podcepie, a ta wstępna obróbka kłosowanie.

Kobiety zajmowały się przędzeniem. Nici ze szpulki przewijały na motowidło. Grube pasma po 36 lub 42 nici stanowiły talki, które następnie prało się we fluorku, aby zmyć kurz i szary kolor wełny. Płukało w sadzawce, w przerębli.

Gospodynie potrzebowały wełny na spódnice, swetry, kilimy. Mężczyźni chodzili w portkach bawełnianych z gęstej, zbitej  / Fot. Jerzy Kirzyńskitkaniny. Do tego bluza, waciak i ciepła bielizna z bai. Większość miała kożuchy.

Wieś nie traktowała święta jako okazji do zwiększonych zakupów. Nawet choinka była rzadkością.

 / Fot. Jerzy KirzyńskiPrezenty? - Rzecz nieosiągalna" - twierdzi autor książki Tadeusz Piotr Baka.



Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

/-Panie, przed laty to były mrozy i śnieg po kolana -zżymają się najstarsi mieszkańcy wsi kiedy słyszą, że ludzie się teraz przeziębiają./

Dlatego, że kożuch był na dwór, a nie do chałupy.
Dzisiaj wejdą do kościołów, czyli centrów handlowych, ale się nie rozbiorą. ( ponad 90%)
Pół dnia tam spędzą, opatuleni w nieprzepuszczalne syntetyki, po czym wyjdą na dwór.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stare czasy... przeczytałam z przyjemnością...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.