Facebook Google+ Twitter

Kiełbasa o swoim powrocie na polskie boiska

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-08-31 12:13

Chcę grać w Polsce. Miałem nawet propozycję od Dariusza Wdowczyka występów w Szkocji na solidnych warunkach finansowych. Ale to już mnie nie kręci. Polskie wyzwania są ciekawsze. Poza tym chcę być z rodziną. W Moskwie tęskniłem nie tylko za żoną, ale za synem Maksymilianem, który ma cztery latka i dwuletnią córeczką Amelką.

Dwóch zawodników, Grzegorz Piechna (C) i Litwin Mindaugas Panka (L) zakończyło 29 bm. negocjacje z wiceprezesem ds. sportowych Widzewa Łódź Grzegorzem Bakalarczykiem (P) i podpisało kontrakty z Widzewem Łódź.(jkm) / Fot. PAP / Grzegorz MichałowskiBogusław Kukuć: Skończył się zagraniczny etap pańskiej kariery. Chwilowo czy na zawsze?

Grzegorz Piechna: - Definitywnie. Chcę grać w Polsce. Miałem nawet propozycję od Dariusza Wdowczyka występów w Szkocji na solidnych warunkach finansowych. Ale to już mnie nie kręci. Polskie wyzwania są ciekawsze. Poza tym chcę być z rodziną. W Moskwie tęskniłem nie tylko za żoną, ale za synem Maksymilianem, który ma cztery latka i dwuletnią córeczką Amelką.

A jakie są te wyzwania?

- Wszystko nastąpiło szybko. Rozwiązanie kontraktu z drugoligowym Torpedo nie powinno wywoływać zdziwienia. W klubie w tej lidze mógł występować tylko jeden obcokrajowiec. A nas było ośmiu, a później sześciu. Mógłbym bez wysiłku odcinać kupony z trzyletniego kontraktu, kasować duże pieniądze, których nie roztrwoniłem w ryzykowne inwestycje. Ale ja chciałem grać. Toteż kiedy udało się sfinalizować wcześniejsze rozstanie, z korzystną dla mnie odprawą, nie zastanawiałem się. Były to także gorące dni dla mojego menedżera. Zainteresowanych była prawie połowa klubów ekstraklasy. Na finiszu pozostały Cracovia i Widzew, których upór mi się spodobał. Trener Stefan Majewski pamiętał mnie jeszcze z czasów, gdy strzeliłem sporo goli Widzewowi, który on prowadził. Ale Widzew był najkonkretniejszy. Poza tym wracam w rodzinne strony. Przecież z wyjątkiem kieleckiego okresu mojej kariery zawsze grałem w klubach okręgu łódzkiego. Na mecze Widzewa przyjeżdżałem jako chłopak. Ten klub ma wspaniałych kibiców. Teraz mam pomóc widzewiakom przełamać nie najlepszą passę. To właśnie jest wyzwanie. Trudno liczyć, że poprawię swój rekord 21 goli w pierwszej lidze, ale postaram się gonić Pawła Brożka, choć pięciu kolejek nie grałem. Przecież ostro trenowałem, a nawet ważę mniej niż w poprzednim roku. Mam głód piłki.

Od dziesięciu lat w każdej drużynie zdobywał pan tytuł króla strzelców. Z wyjątkiem Torpeda. Z którego klubu wspomnienia są najmilsze?

- Wspominam miło czas początków kariery z WOY Bukowiec, gdzie zresztą pracowałem, bo lubię pracować fizycznie i wcale się tego nie wstydzę. Dużo wyniosłem ze współpracy z trenerem Piotrem Czaplarskim podczas gry w Paradyżu. W Czermnie rozumieliśmy się świetnie z trenerem Zbyszkiem Karbownikiem. Grałem też w Pelikanie, ale tam wtedy nie było pieniędzy, ale widać, że łowiczanie jakoś sobie poradzili i awansowali nawet do drugiej ligi. Największe sukcesy święciłem grając w Kielcach, bo tam byłem królem strzelców ekstraklasy, byłem odkryciem ligi "Piłki Nożnej" i uhonorowany zostałem Piłkarskim Oscarem 2006. O trenerze Ryszardzie Wieczorku mogę powiedzieć, że cenię go za przygotowanie boiskowej taktyki. Ja należę do ludzi, którzy mówią co myślą. Ten szkoleniowiec nie przepada za takimi, co walą prosto z mostu. Uważa, że na tym cierpi jego autorytet.

Na trening dojechał pan z Opoczna.

- Tam nadal mieszkam. Jeszcze będzie czas na zastanowienie się czy poszukamy mieszkania w Łodzi. Teraz najważniejszy jest mecz z Ruchem, który musimy wygrać. Dla mnie byłaby to ekstrapremiera na widzewskim stadionie i przywitanie z kibicami. Liczę, że trener mnie wystawi. Później jest dłuższa przerwa dla reprezentacji i wtedy przygotujemy się do meczu z Legią, by pokazać się Warszawie. Może wtedy pomyślimy o mieszkaniu w Łodzi.

Czy nie boi się pan wejścia do nowej drużyny?

- Nie przesadzajmy. Znamy się dobrze z Kłosem, Masłowskim, Lisowskim, Mierzejewskim. Nawet z Litwinem Panką byliśmy razem na zgrupowaniu i graliśmy sparing. On z wileńską Vetrą, a ja z Torpedem. Nie znam tylko najmłodszych piłkarzy Widzewa i tych co przyszli z Włoch. Ale się dogadamy. Nic nie wzmacnia przyjaźni tak jak zwycięstwa. Teraz tego nam trzeba najbardziej.

Bogusław Kukuć
-
Dziennik Łódzki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.