Fotoradar przy ul. Kamiennej w Rumi jest chyba pierwszym w historii rejestratorem wykroczeń, który podpalono.
Co ciekawe, mimo iż
urządzenie płonęło żywym ogniem, wyszło z tego praktycznie bez
większych uszkodzeń. 
A najważniejsze, że zachowały się też wcześniej wykonane przez
fotorejestrator zdjęcia. Bo to one, a raczej jedno z nich zdaniem
strażników miejskich, którzy obsługują urządzenie, mogło być powodem
podpalenia. W nocy z soboty na niedzielę rejestrator pstryknął dość
kompromitującą fotkę. Funkcjonariusze zdradzają jedynie, iż w
fotografowanym samochodzie na przednim siedzeniu znajduje się dwóch
mężczyzn i kobieta, która wykonuje "nieprzyzwoite czynności”. Jeden z
panów trzyma do połowy opróżniony kufel, co może wskazywać, że
„towarzystwo” dodatkowo było też pijane.
- W otworach wentylacyjnych fotoradaru znajdowały się resztki jakiegoś łatwopalnego tworzywa sztucznego. Oprócz tego przy urządzeniu znaleźliśmy resztki pochodni owiniętej czymś, co było nasączone substancją ropopochodną - mówi Roman Świrski, komendant rumskiej Straży Miejskiej. - Urządzenie okazało się jednak ognioodporne. Poza tym, że trzeba je będzie trochę wyczyścić, napraw nie wymaga. Wszystkie zdjęcia, które wykonało przez podpaleniem zgraliśmy już na stacjonarny komputer.
Zobacz także:
W Jaworznie eko-bomba nadal tyka. Skutki gorsze niż w Czarnobylu?
(odsłon: +2679)