Facebook Google+ Twitter

Kilka nieznanych kart z historii Samoobrony!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-11-12 08:37

Kiedy oglądam telewizję i widzę Andrzeja Leppera na salonach władzy zawsze śmieję się, bo pamiętam trudne początki dzisiejszego poważnego koalicjanta PiS-u. Nie pamiętacie? Z radością Wam przypomnę!

Jest 1993 rok. Grupa zdesperowanych rolników z nieznanego związku zawodowego Samoobrona na początku lat 90-tych zaciągnęła kredyty w bankach, których następnie nie byli w stanie spłacić. Bo kredyt ma to do siebie, że najpierw się dostaje pieniądze, a potem trzeba je bankowi oddać, a nawet trochę więcej niż się wzięło! To nie wszystkim się podoba, a zawsze się znajdzie kilku takich, którzy nie mają zamiaru płacić „frajerskich odsetek” jakimś grubym bankierom... Dzisiaj mało osób już to pamięta, ale Samoobrona powstała właśnie na fali protestu rolników przeciwko bankom, które – nie wiedzieć czemu - chciały zwrotu zaciągniętych kredytów... Byłem wtedy reporterem w Radiu Zet i przewrotny los chciał, że akurat to mnie przypadła rola nadawania relacji z blokad dróg organizowanych przez Samoobronę. Tam właśnie poznałem Andrzej Lepper 1993 rok /archiwum autora tekstu/człowieka, który zrobił chyba najbardziej oszałamiającą karierę w politycznej historii Polski. Na nogach miał gumofilce, na głowie fryzurę w stylu kierowcy traktora. Miał długi i nie chciał ich spłacać. Byłem jednym z pierwszych dziennikarzy w Polsce, który rozmawiał z nikomu wtedy nieznanym rolnikiem z Zielonowa, który powiedział, że nazywa się Andrzej Lepper. Pamiętam, że błędnie zanotowałem sobie jego nazwisko z jedną literką „p” w środku; wydawał mi się mało ważnym lokalnym watażką, który po kilku rozróbach zostanie zapomniany... Myliłem się. Widziałem prawdziwe narodziny gwiazdy!

Panie... eksplozja zmiecie pół hektara ziemi!

Leppera zapamiętałem zwłaszcza podczas blokady drogi na trasie Warszawa-Lublin. Już wtedy wyróżniał się spośród innych charyzmą i silną osobowością. Był idealny jako bohater relacji reporterskich, bo mówił ostro i „po chłopsku”. Nie przebierał w słowach, mówił o „złodziejskich odsetkach” i bandzie „ściskającej za gardło polskiego rolnika”. To właśnie wtedy usłyszałem po raz pierwszy nazwę „Samoobrona” i trzeba przyznać, że z punktu widzenia marketingu politycznego był to strzał w dziesiątkę. Akurat tamta blokada na zawsze pozostanie w mojej pamięci ze względu na jej dramatyczny i niezwykle widowiskowy finał. Jednym z pojazdów ustawionych na blokadzie była cysterna ciągnięta przez traktor, w której prawdopodobnie było przewożone mleko. Tymczasem wśród dziennikarzy przebywających „na blokadzie” rolnicy zaczęli rozsiewać plotkę, że w środku jest benzyna. Detonacja miała nastąpić w momencie, kiedy tylko policja zdecydowała by się usunąć blokadę z drogi. Oczywiście nikt z dziennikarzy w to nie wierzył, ale kilku rolników „niby to dla żartu” pokazywało białą szmatę wetkniętą w zawór cysterny, która miała spełnić rolę lontu... Pamiętam kierowcę traktora, który zapalając papierosa pokazał mi zapalniczkę,
dzięki której wkrótce „okolica trochę zmieni krajobraz”... Już wtedy zwolennicy Samoobrony wykazywali się dużym poczuciem humoru. Byłem wtedy jednym z nielicznych dziennikarzy, który na żywo na antenie „przez komórkę” relacjonował akcję policjantów, którzy w dość zdecydowany sposób postanowili z powrotem przywrócić ruch na trasie Warszawa-Lublin. Do dzisiaj jak relikwię przechowuję nagrany fragment mojej relacji, który przeszedł do historii polskiej „reporterki radiowej” jako jeden z bardziej oryginalnych dialogów.
- ... znajduję się teraz przy cysternie, gdzie grupa policjantów przy pomocy pałek rozbija blokadę, trwa zacięta walka! Ale co to... leży jeden rolnik na ziemi... rusza się... co się Panu stało? /zwracam się do leżącego rolnika/
- Ślepy jesteś baranie?! Nie widzisz, że te s.......ny naskoczyły mi na krzyż i nie mogę się ruszać?
- Jak Państwo słyszycie... rolnika... boli krzyż! – odpowiedziałem łamiącym się głosem na żywo na antenie mojego radia, a ta błyskotliwa wymiana zdań stała się z czasem legendarna.
No cóż... można powiedzieć „to se ne vrati”. Warto jednak wspomnieć o jeszcze jednym, mało znanym incydencie, w którym także łaskawy los pozwolił mi wziąć czynny udział.

"Resorcik" poleci w powietrze!

Wśród różnych akcji Samoobrony, które miałem okazję relacjonować jako reporter, zapamiętałem szczególnie blokadę ministerstwa rolnictwa. W połowie lat 90-tych członkowie Samoobrony postanowili okupować gmach resortu, aby w ten oryginalny sposób wymusić na władzach oddłużenie rolników, którzy nonszalancko pozaciągali kredyty... Jednym z bardziej widowiskowych punktów okupacji była głodówka, którą prowadziła grupa najbardziej zdesperowanych przedstawicieli polskiej wsi. Pamiętam, że to, co zwróciło moją uwagę najbardziej, to była... imponująca tusza jednego z głodujących! Jeden z portierów resortu w zaufaniu powiedział mi, że ten najgrubszy uczestnik głodówki w nocy sam zjadł kilka pędów kiełbasy i myślał, że nikt go nie widzi... Ale w tamtych wesołych czasach „głodówki protestacyjne z przerwą na obiad” były standardem.
Okupacja w resorcie rolnictwa trwała już kilka dni i wiadomo było, że wcześniej czy później policja zdecyduje się rozgonić to całe towarzystwo. Tego dnia wszyscy wyczuwali narastające napięcie. Miałem szczęście, bo akurat przebywałem w gmachu resortu, kiedy uczestnicy protestu wyczuwając zbliżającą się interwencję zablokowali się w jednym z gabinetów. Policja otoczyła cały budynek kordonem, a wszyscy pracownicy resortu zostali poproszeni o jego opuszczenie. W gmachu było tylko dwóch dziennikarzy, ja i kolega z „Trójki”. W napięciu czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Znowu pojawiła się plotka, że tajemnicze paczki znajdujące się w okupowanym pokoju to prezent od „braci górniczej ze Śląska”, kilka lasek dynamitu, które zawsze można odpalić... Policja na wszelki wypadek zablokowała ruch wokół ministerstwa i otoczyła gmach barierkami. Szef oddziału prewencji stołecznej policji przez uchylone drzwi rozmawiał z rolnikami „gotowymi na wszystko”. Był bardzo miły i jasno przedstawił trzy warianty wydarzeń.
- Panowie! Macie trzy możliwości... Pierwsza, zdecydowanie najlepsza. Wychodzicie bez stawiania oporu, my nie wchodzimy – wszyscy są zadowoleni. Możliwość druga, znacznie gorsza. My wchodzimy, wy nie stawiacie oporu i Was wyprowadzamy – ktoś przez przypadek może oberwać od jednego z moich chłopców... Wiecie, jak to jest... Możliwość trzecia, najgorsza: my wchodzimy, wy stawiacie opór... no... wtedy może być różnie! Który wariant wybieracie?!
- „Jeszcze Polska nie zginęła...” – zgodnym chórem zaśpiewali rolnicy, co miało być odpowiedzią na propozycję szefa policjantów. Wybrali trzeci wariant. Acha, i jeszcze jedno – w tych paczkach, które miały „wysadzić resorcik”, były stare papiery...

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

ogromny plus za artykul:):)pozdrawiam cieplutko z Niemiec:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Kiedy oglądam telewizję i widzę Andrzeja Leppera (..)" --- ja na tym kończę oglądanie danego programu. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moja żona: czy na zdjęciu jest brakujące ogniwo ewolucji? ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

"+" x 10! Mam taką księgę, suplement pewuenowskiej encyklopedii pt. "Spór o Polskę" i tam jest wzmianka, że Samoobrona w '92 czy '93 rozważała stworzenie jednostek paramilitarnych; ten artykuł rzucił nowe światło na tę kwestię:) dobrze, że pozostali w sferze działań para- (militarnych) czy quasi- (terrorystycznych); gdyby wszyscy kredytobiorcy w długach w Polsce zbuntowali się tak jak brygady Leppera, to mielibyśmy rewolucję! Ech, a teraz kwity i władza. Gratuluję tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.