Facebook Google+ Twitter

Kilka powodów, dla których warto pokochać science-fiction Dicka

Jedna z najpopularniejszych książek Philipa K. Dicka, "Człowiek z wysokiego zamku", po prawie pięciu dekadach wraca na rynek polski w nowym wydaniu. Nawet wrogowie science-fiction mogą szczerze pokochać to dzieło. Oto powody.

 / Fot. okładkaPo pierwsze, podobnie jak w przypadku Kurta Vonneguta chociażby, jest to książka balansująca na granicy gatunków. To powieść wpisująca się rzecz jasna w kryteria fantastyki naukowej, w której pojawia się rzeczywistość razem z galopującą niemiecką technologią. A jednocześnie jest to rzeczywistość paralelna do czasu pisania książki, to muszą być lata 60., najpóźniej 70., XX wieku, bo wciąż żyją i mają się dobrze czarne charaktery drugiej wojny światowej. Dick posiłkował się tutaj teorią Hugha Everetta, który mówił o równoległości różnych światów - a więc perspektywa wygranej przez Niemcy i Japonię II wojny światowej jest wg niej możliwa. Mamy więc alternatywną wersję historii, alternatywną rzeczywistość, która wywodzi się, widać to w każdym zdaniu, z wnikliwej analizy wydarzeń, a więc z fantazji mocno trzymającej się faktów. Pięknie poprowadzona fabuła, znakomita obserwacja socjologiczna, dla politologa - przyjemnie napisane historyczne wyzwanie, pole do popisu dla wyobraźni, dla historyka - ciekawostka. Mało powodów, by już dać się złapać?

No dobrze, więc znajdziemy następne. Jednym z kluczowych dla mnie argumentów i zalet tej powieści jest fenomenalne wprost odmalowanie i skonfrontowanie dwóch rzeczywistości kulturowych, filozoficznych, społecznych, politycznych, etc. Oddzielone Górami Skalistymi strefy okupacji, dwa imperia, Wspólnota Pacyficzna rządzona przez Japonię, oraz Niemieckie superpaństwo rozciągnięte na większą część globu, to dwa skrajnie różne światy. Książka w wielu perspektywach, niczym w kalejdoskopie, pokazuje te dwa obozy: fanatycznych, niezrozumiałych dla "Wschodu" nazistów, opisywanych raczej jak dzikie i nieprzewidywalne zwierzęta o chorej filozofii życia, oraz wycofanych, także cywilizacyjnie wolno się rozwijających, mimetycznych, do szaleństwa wręcz skonwencjonalizowanych Japończyków. Dick wykazał się z jednej strony znajomością egzotycznej kultury Wschodu, w której liczą się filozofia, głęboka mądrość, sztywne konwenanse, pokazane w silnej hiperboli, w literackim przerysowaniu, które uderzają czytelnika. Wynika stąd sporo nieporozumień czy wręcz gagów, przezabawnych gier słownych i sytuacji, w których dwie kultury ścierają się ze sobą - podlegli Amerykanie, próbujący przeniknąć umysły przesiąknięte filozofią zen i tao, są tak spięci i ograniczeni, są skorumpowani narzuconą im kulturą, próbują wschodnich metafor, posiłkują się wschodnią wyrocznia, a jednocześnie w głębi duszy czują do Japończyków niechęć i obawiają się ich. Ale i Japończycy, zafiksowani na punkcie umierającej amerykańskiej kultury, są kuriozalni - wręczanie prestiżowym wizytatorom zegarków z Myszą Miki, jako reliktu zanikającego rękodzieła, to symbol ich podejścia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

brawo! 5 :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+5 dobra i emocjonalna recenzja. A ja lubię powieści Dicka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.