Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

153189 miejsce

Kilka refleksji na temat czołowych drużyn ekstraklasy

Sezon piłkarski w Polsce wchodzi w decydującą fazę, przynajmniej trzy zespoły pretendują do mistrzostwa, a kolejne dwa podkreślają, że zrobią wszystko, żeby pokrzyżować im plany i postarać się sprawić gigantyczną niespodziankę.

Brożek nie zagra w kolejnym meczu z Lechem. / Fot. Jacek Kozioł Gazeta KrakowskaOd reszty stawki wyraźnie odskoczyło sześć klubów (kolejno Lech, Legia, Wisła, Polonia, Śląsk i Bełchatów). Pod kilkoma względami są to kluby bardzo do siebie podobne. Przeczą one zasadzie, że pieniądze to nie wszystko. W każdy z wymienionych klubów duże środki finansowe są (albo były: Wisła, Bełchatów) inwestowane bez zbytnich oszczędności. Moim zdaniem świadczy to o końcu pewnej epoki w polskiej piłce kopanej, kiedy to drużyny bez żadnej bazy finansowej i organizacyjnej dostawały się (abstrahując od tego w jaki sposób) do europejskich pucharów.

Recepta na bycie w czubie


Kolejną pozytywną tendencją jest fakt, że mimo wszystkich zawirowań wokół ekstraklasy ludzie posiadający duże pieniądze nie boją się w nią inwestować, a ich inwestowanie przynosi wymierne efekty (obecność w górnej połówce tabeli, walka o mistrzostwo). Największym plusem i zasługą obecności biznesmenów (Solorz- Żak, Cupiał, Wojciechowski, Walter, Wejchert itd.) w klubach ekstraklasy są coraz bardziej przejrzyste reguły funkcjonowania klubowych kas. Na uwagę zasługuje fakt, że już od bardzo dawna w najwyższej klasie rozgrywkowej nie było tylu w pełni wypłacalnych dobrze zorganizowanych klubów, co jak widać w Polsce obecnie jest receptą, by chociażby pretendować do tytułu. Cieszy również (mam nadzieje, że wszystkich kibiców) fakt, że nasza liga już od wielu lat nie miała na tym etapie rozgrywek tylu znaków zapytania.. Nareszcie skończyła się absolutna dominacja Legii i Wisły, której od czasu do czasu zagraża jakaś rewelacja jednego sezonu.

Będzie lepiej?


Mnie jako kibica najbardziej cieszy fakt, że wreszcie nie jest z góry wiadome, że mistrzostwo rozstrzygnie się około 26. czy 27. kolejki na korzyść Legii lub Wisły. Wreszcie dla tych drużyn pojawiła się realna konkurencja, co będzie musiało prędzej czy później wpłynąć na poziom ekstraklasy, a także na szanse na udaną rywalizację naszych drużyn w pucharach z bogatszymi i bardziej „ogranymi” w prestiżowych meczach zachodnimi, a nawet wschodnimi (!) zespołami. Działa to według bardzo prostej zasady: bardziej wyrównana liga, to więcej meczów „o stawkę”, więcej takich meczów, to więcej emocji, więcej emocji, to więcej kibiców na stadionie i przed telewizorami, co znowu ma swoje odzwierciedlenie w klubowych budżetach, a kluby, jeśli są prowadzone przez kompetentnych ludzi, podwyższają wtedy swój poziom sportowy i organizacyjny (transfery i baza szkoleniowa), co w efekcie powoduje wyższy prestiż, a także poziom sportowy ligi. Należy jeszcze podkreślić, że każdy mecz „o stawkę” jest naturalnym przetarciem przed spotkaniami w europejskich pucharach, które też mogą być prostą drogą do zarobienia dość dużych pieniędzy i właściwego ich spożytkowania.

Kto mistrzem?


Mistrzostwo Polski jeszcze nigdy od czasów nowej formuły Ligi Mistrzów (mistrz Polski stratuje do niej w eliminacjach, w których zazwyczaj jest skazany na pożarcie…) nie było tak ważne. Wynika to z nowych przepisów losowania w eliminacjach do Champions League. Otóż od przyszłego sezonu mistrz Polski nie wylosuje w eliminacjach drużyny z tzw. pierwszego koszyka (Barcelona, Real, Liverpool), ale będzie rywalizował z zespołami o w miarę podobnym budżecie i sytuacji kadrowej (co jak pokazał przykład Zagłębia Lubin nie zawsze musi być takie proste). Nie napiszę chyba nic zaskakującego twierdząc, że walka o mistrzostwo rozstrzygnie się pomiędzy obecnym tercetem prowadzącym. Wynika to, według mnie, z negatywnej sytuacji u pozostałych kandydatów, a mianowicie: Polonia Warszawa - ogólna zawierucha i osoba prezesa wtrącającego się w sprawy szkoleniowe nie wróży najlepiej, a poza tym w poprzedniej rundzie Polonia miała mnóstwo szczęścia, co niekoniecznie musi się powtórzyć; Śląsk - brak doświadczenia i nieumiejętność postawienia „kropki nad i” w meczach z niżej notowanymi rywalam; Bełchatów - najsłabszy ze wszystkich sześciu wcześniej wymienionych, w sposób niesamowicie wręcz skuteczny działaczom udało się zepsuć zespół, który z trudem zbudowały dwie wybitne postacie polskiego footballu, Orest Lenczyk i Paweł Janas, nie bez znaczenia również są zerwane więzadła Garguły, który niewątpliwie był mózgiem i siłą napędową tego zespołu.

Jeśli chodzi o prowadzący tercet to uważam, że największe szanse na mistrzostwo obecnie ma Lech, co moim zdaniem wynika z faktu, że przyjmie na własnym stadionie głównego (znowu według mnie) konkurenta do tytułu – osłabioną brakiem braci Brożków i Marcelo krakowską Wisłę. Będzie to ciekawy mecz ze względu na fakt, że młoda drużyna na dorobku, która nie osiągnęła jeszcze zbyt wiele (Lech) spotka się z piłkarzami, z których niemal każdy może pochwalić się kilkoma mistrzostwami Polski (Wisła). Najmniejsze szanse na mistrzostwo ma moim zdaniem warszawska Legia, która w tym sezonie w większości meczów charakteryzuje się kompletnym brakiem stylu (podobny zarzut można by postawić Wiśle, jednak druga połowa meczu derbowego pozwala wierzyć, że prawdopodobnie coś w tej drużynie „zaskoczyło”), a przede wszystkim cierpi na brak liderów, którzy albo są bez formy (Roger, Iwański), albo nie są w stanie wziąć gry warszawian na siebie (Giza, Chinyama). Poza tym Legia różni się kadrowo od dwóch pozostałych drużyn, ponieważ jako jedyna ma bramkarza (Mucha jest w przeciwieństwie do Pawełka i Turiny pewnym punktem zespołu), ale za to tylko jednego, do tego chimerycznego, napastnika (Grzelak jest jak zwykle kontuzjowany, a drugi napastnik, Adrian Paluchowski czasem zamiast na mecz musi iść do… szkoły, albo zdarza mu się nie trafiać z dwóch metrów w światło bramki jak w meczu z Jagiellonią).

Podsumowując, cieszy różnorodność zespołów i stylów gry w czołówce, która gwarantuje emocje do samego końca (chyba, że Lech zdoła odskoczyć Wiśle i Legii, ale wtedy czeka nas pasjonująca walka o europejskie puchary). Cieszy również, że o najwyższe cele grają drużyny, za którymi stoją rzesze fanów, bo piłka nożna jest przede wszystkim dla nich. Głęboko wierze i życzę tego wszystkim śledzącym mecze polskiej ekstraklasy, żeby tytuł mistrzowski rozstrzygnął się w ostatniej kolejce, a najlepiej w jej ostatnich minutach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

to na pewno(bedzie łatwiej);)

Komentarz został ukrytyrozwiń

no tak... ale to jest najczarniejszy scenariusz... drużyn z "pierwszokoszykowym" budżetem będzie 2 czy 3, a do tej pory 2 czy 3 drużyny to były w zasięgu polskich klubów. A poza tym piłkarze inaczej mentalnie podchodzą do spotkania z Szachtarem, Spartakiem czy Zenitem (nie przegrywają w szatni) dlatego widzę w tym systemie dość duże ułatwienie. No i podkreślam, że te parę refleksji to tylko moje zdanie więc mogę się mylić. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmmm....możemy rywalizować np. z Szachtarem, czy innymi drużynami z Rosji czy Ukrainy...a one nie mają do nas zbliżonych budzetów.....kilkadziesiąt milionów euro......to przy naszych kilku...dość sporo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.