Facebook Google+ Twitter

Kilka słów nad trupem

Afganistan: wybory. Afganistan: kolejny Polak nie żyje. Chwila zadumy nad spustoszonym wojną krajem. Może czas uświadomić sobie , że my, Polacy, tak chętnie odwołujący się do własnej martyrologii, w odległym kraju odgrywamy rolę okupanta?

11 sierpnia bieżącego roku w radiowej Trójce usłyszałem wywiad z dwoma oficerami, w tym z byłym dowódcą GROM – generałem Sławomirem Petelickim. Przyczynkiem do rozmowy była śmierć polskiego oficera w Afganistanie. Petelicki wyraził zdanie, jakoby okupacja Afganistanu przez siły ISAF to ni mnie, ni więcej tylko wojna cywilizacji zachodniochrześcijańskiej z cywilizacją Islamu, który jest agresywny.

Prowadziłem samochód. Warunki na krajowej "jedynce" z Katowic do Warszawy były fatalne. Po drodze widziałem jeden poważny wypadek – przypadkowi świadkowie szarpali zgniecione drzwi, żeby dostać się do ofiar i wyciągnąć je z dymiącego wraku. Usłyszawszy słowa Petelickiego mało brakowało, a zjechałbym na pobocze i puknął w jakieś drzewo.

Wydaje mi się, że dopóki wojskowi myślą w ten sposób, interwencja sił sprzymierzonych pod egidą USA w Afganistanie w niczym nie będzie się różnić od okupacji radzieckiej. Dopóki oficerowie amerykańscy słysząc o wydarzeniach z Nangar Khel, odpowiadają, że u nich takie wypadki (jak ostrzał ludności cywilnej z moździerzy i broni maszynowej) zdarzają się kilka razy w miesiącu i że w sumie nie ma sprawy, bo "Krieg ist Krieg und Schnaps ist Schnaps."

Wracając do wypowiedzi Petelickiego (który, nawiasem mówiąc, w 2000 r. został wybrany „Dżentelmenem roku” przez czytelników miesięcznika "Gentleman" - choć sądząc po zacytowanej powyżej wypowiedzi, Sławek jest mało „gentle”): wiem, że można podróżować całe życie w hełmie. Nawet jeśli nie ma się go na sobie, bo być może to stan takiej wewnętrznej czapy, że człowiek przez cały czas czuje się jakby miał hełm na głowie, a w hełmie wiadomo – za dużo nie pomyślisz. Ale zdarzyło mi się odwiedzić kilka krain zamieszkanych przez ludność muzułmańską. Były to również miejsca, w których toczą się lub toczyły konflikty zbrojne. Mimo to uważam, że radykalni wyznawcy to zaledwie promil społeczeństwa, które koniec końców jest najliczniejszą grupą religijną na świecie! A przeważającą większość określiłbym słowami: zwyczajni ludzie, którzy chcą żyć w miarę normalnie, pracować, mieć rodzinę, telewizor LCD... Zwyczajne troski konsumenta.

Natomiast tak długo, jak o kwestii afgańskiej w polskiej polityce zagranicznej będą decydować ludzie pokroju Petelickiego, ludzie o błyskotliwości, tolerancji i wyczuciu międzykulturowym na poziomie hełmu kevlarowego, tak długo ta wojna będzie przegrana. Nie przekonamy Afgańczyków do siebie, do naszych idei, demokracji etc. strzelając do nich. Nawet jeśli oprócz tego budujemy dla nich studnie albo dostarczamy elektryczność do odległych wiosek.
Jakiś czas temu miałem przyjemność rozmawiać z byłymi żołnierzami GROM. Jeden z nich ujął rzecz następująco: „Afganistan to lipa. W Iraku było fajnie – wyjeżdżaliśmy z bazy, robiliśmy rozpierduchę i wracaliśmy. Czterdzieści minut, krótka piłka. A w Afganistanie? Jakieś kocyki, pierdoły...”

Drogi podatniku, kiedy ucichły już salwy oddane nad trupem, którego nazwiska za kilka tygodni i tak już nikt nie będzie pamiętał, choć jeszcze parę dni temu było na ustach wszystkich polityków, zastanów się nad tym, że współfinansujesz wycieczkę kilku zabijaków - co prawda w mundurze, z orłem w koronie (sic!) - że tak powiem: legalnych morderców do obcego kraju.

Jedno wiem na pewno: nie chciałbym żyć w kraju zarządzanym przez kilku takich gości jak wspomniany Petelicki, który od swoich amerykańskich kolegów różni się może tylko tym, że przez pewien czas służył po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Nie zamierzam uronić ani jednej łzy nad polskimi żołnierzami poległymi na tzw. misjach stabilizacyjnych w Afganistanie czy w Iraku.
Bo czemu miałbym płakać nad grobami najeźdźców?



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Równie merytoryczne, jak Pana tekst:

"Drogi podatniku, kiedy ucichły już salwy oddane nad trupem, którego nazwiska za kilka tygodni i tak już nikt nie będzie pamiętał, choć jeszcze parę dni temu było na ustach wszystkich polityków, zastanów się nad tym, że współfinansujesz wycieczkę kilku zabijaków - co prawda w mundurze, z orłem w koronie (sic!) - że tak powiem: legalnych morderców do obcego kraju."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ad wypowiedź Rafała Gdaka: nie kwestionuję reżimu talibów.
Wypowiedź generała została zacytowana w całości.
Pan sobie może być przekonany albo wierzyć w co Panu się żywnie podoba. Ja, jak wyżej napisałem, zacytowałem wypowiedź oficera i, pożal się Boże, dżentelmena i ją zinterpretowałem. Tyle mi chyba wolno? Natomiast bardzo rozbawił mnie despotyczny ton pańskiej wypowiedzi! :D lewacka buta, tralala, nie ma to jak merytoryczne argumenty w dyskusji...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tomaszu, przyznam szczerze, że w 2001r. miałem jeszcze złudzenie, że wojna w Afganistanie może być "dobrą" wojną.
Ale niestety dzisiaj mam wrażenie, że Amerykanie tę szansę najzwyczajniej w świecie spieprzyli.
Niepokoi mnie to, że metody postępowania Amerykanów za bardzo przypominają sowieckie (czyli "przypadkowy" ostrzał ludności cywilnej).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bzdury piszesz kolego. Pojedź najpierw do Kabulu i porozmawiaj z ciemiężonymi przez taliban Afgankami, szczególnie zaś tą: http://www.muzeum.stalowawola.pl/national_geografic_2005/d_foto/afganka.jpg
Wyjąłeś z kontekstu wypowiedź generała i z lewacką butą zarzucasz mu to, iż nie jest dźentelmenem. Jestem przekonany, że generał miał na myśli ekstemizm islamski, a nie islam jako religię. Upraszczasz, nic ponadto

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.08.2009 19:56

>> Panie Adamie: a chciałbym Pan, żeby Polskę okupowały siły amerykańskie?

Pytanie nie było skierowane do mnie, ale odpowiem. Afganistan od '94 roku był pod rządami nie Afgańczyków, lecz Talibów. Sytuację tam można porównać do tego co było w Polsce przed '89. Porównanie może trochę przerysowane (Talibów i Rosji nie ma co nawet porównywać, poza tym atak w tamtym czasie USA na Rosję z takiego powodu to raczej sci-fi), ale myślę że jak najbardziej słuszne i obrazowe. Zapytam przewrotnie: Czy i wtedy też pogardziłby Pan okupacją Amerykanów (a dokładniej NATO), mająca na celu wyrzuceniu komunistów z kraju?

Adamie,
Akurat na UE to psy można wieszać, bo ich dyplomacja "leży i kwiczy". Gruzja, Kosowo, właściwie całe Bałkany, Bliski Wschód, Irak, Afganistan, Rosja - UE nie potrafi zrobić NIC, rzadko mamy choćby wspólne stanowisko krajów wspólnoty. Unia żyje w jakimś dziwnym przeświadczeniu, że nadeszły czasy ostateczne i teraz nic już poważnego zdarzyć się nie może. A jak już się dzieje to lepiej siedzieć cicho - wszystko samo się rozwiąże. Co ciekawe na początku XX w. też tak myślano...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Natomiast tak długo, jak o kwestii afgańskiej w polskiej polityce zagranicznej będą decydować ludzie pokroju Petelickiego, ludzie o błyskotliwości, tolerancji i wyczuciu międzykulturowym na poziomie hełmu kevlarowego, tak długo ta wojna będzie przegrana". - zdajesz sobie sprawę z tego, jak daleko się zagalopowałeś?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tomaszu: raczej chodzi mi o to, że Afganistan jest, a Irak był sprawą polską. Ponieważ rząd polski wysłał tam polskich żołnierzy. I w tym kontekście między tymi dwom konfliktami istnieje jednak relacja, można powiedzieć, krwi.
Jeśli chodzi o stronę formalną, oczywiście ma Pan rację.
Cytowane przez Pana zdanie to jednak nie była osobista wycieczka.
A Pana pytanie czy wychodzimy z NATO, zrozumiałem może trochę niewłaściwie, cieszę się, że w kolejnych komentarzach szerzej zarysował Pan problem.
Pozostaję z szacunkiem i pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Adamie: a chciałbym Pan, żeby Polskę okupowały siły amerykańskie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To nie jest dla mnie okupacja.

Po drugie nie chciałbym żyć w żadnym kraju muzułmańskim NIGDY! Wolę zdecydowanie naszą chrześcijańsko-ateistyczną Europę czy takie samo USA. Totalnie nie rozumiem ludzi wieszających psy na UE i na tym wielkim kraju.

"Nie zamierzam uronić ani jednej łzy nad polskimi żołnierzami poległymi na tzw. misjach stabilizacyjnych w Afganistanie czy w Iraku.
Bo czemu miałbym płakać nad grobami najeźdźców?"

Bo to są twoi rodacy?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.08.2009 16:40

Wycieczka osobista była. I to chyba dość wyraźna: "Panie Tomaszu, oczywiście możemy banalizować sprawę, jest to prawdę mówiąc Pana wybór. Ja jednak wolę być czujny, mieć oczy szeroko otwarte i nie dawać się ogłupić populistycznym sloganom.". Bardzo ciekawa reakcja, szczególnie ze była ona odpowiedzią na dokładnie jedno krótkie pytanie. Chyba trochę się Pan zagalopował, ale może i ja to źle odczytuje.

Chyba Pan także nie rozróżnia sytuacji Iraku od Afganistanu. To są dwie zupełnie różne sprawy. Irak jest sprawą Ameryki i ich sojuszników. W Afganistanie są wojska na misji stabilizacyjnej z ramienia NATO. Jako znawca tematu powinien Pan to wiedzieć i nie mieszać uczestnictwa polskich wojsk w jednym i drugim konflikcie. Jeśli NATO podjęło jakąś decyzje (braliśmy w tym udział!) to my, jako sojusznicy, jesteśmy zobligowani do jej wypełnienia. Inaczej możemy sobie dać spokój z całą tą organizacją. Bo i po co ona? Skoro każdy i tak zrobi co chce. Nie na tym polega sojusz. Właśnie m. in. przez takie "wybieranie" pozycja Sojuszu słabnie.

Co do Hiszpanii. Oczywistym jest, że nie należy tego rozpatrywać w kontekście europejskim, tylko w kontekście stosunków z USA. A te uległy zdecydowanemu pogorszeniu (można wręcz mówić o kryzysie). Kontakty dyplomatyczne między tymi państwami na wysokim szczeblu właściwie przestały istnieć. Nadzieją na poprawę jest niedawna zmiana w Białym Domu, ale to dopiero się okaże. Republikanie na pewno długo Hiszpanom nie zapomną (i nie chodzi tylko o Irak, ale też o zachowanie wobec Kuby i kilka innych "ekscesów"). Hiszpanie tracą także poważanie w NATO. A to za sprawą m. in. Kosowa. Wystarczy trochę poszukać by sprawdzić jakie były i są reakcje na zachowanie Hiszpanów. I jakie mają w dyplomacji dzięki temu poważanie.

Na koniec:
>> Jednak uważam, że wyjście z Afganistanu nie jest synonimem wyjścia Polski z NATO.

Jasne, że nie jest. Oczywiście, że możemy dalej być w NATO. Tylko po co taki sojusz w którym się sojuszu nie przestrzega?

>> Wyszliśmy z Iraku i jakoś się dało pozostać w NATO, nieprawdaż?

Już odpowiedziałem wcześniej. Irak to NIE JEST sprawa NATO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.