Facebook Google+ Twitter

Kilka słów o Blue Jasmine, nowym filmie Woody Allena

Ostatnie dwa filmy tego 78-letniego już reżysera, nie były przez recenzentów zbyt dobrze przyjęte. Co prawda ten sprzed 2 lat, „O północy w Paryżu” miał lepsze noty niż „Zakochani w Rzymie” i przyznam, że mnie również się bardziej podobał.

Dlaczego? Otóż klimaty paryskie bardziej mi osobiście pasują niż rzymskie. I lubię Owena Wilsona. Ot i całe wyjaśnienie. Jednak pisać o twórczości Woody Allena ja się nie podejmę z prostej przyczyny. Artysta to niezwykle płodny, kilkadziesiąt filmów, do których napisał scenariusze czy także je reżyserował, nie sposób do końca poznać. Przynajmniej ja tego nie zrobiłem, bo nie czuję potrzeby zanurzać się w twórczości jednego człowieka. Takiego, który jak kończy film, natychmiast siada do biurka, żeby napisać kolejny. Dlatego opieram się na znawcach tematu i skoro mówią, że Blue Jasmine jest najlepszym jego filmem od kilku lat, to przyjmuję to w dobrej wierze.

Zazwyczaj nie czytam zbyt uważnie recenzji przed obejrzeniem filmu. Tym razem jednak uczyniłem to świadomie i z pełną premedytacją. Tak samo jak przed pójściem do kina, przyjrzałem się starannie wspomnianym wcześniej dwóm obrazom, bowiem skoro prawie wszyscy piszą, że ta produkcja jest zdecydowanie lepsza od kilku ostatnich, no to musiałem mieć jakieś odniesienie. Jak wspomniałem, mnie obydwa filmy poprzednie podobały się. Co z tego, że krytykowane są jako „widokówki” miast? Dla mnie ważne jest, że jak oglądam film, to muszą zaiskrzyć jakieś emocje. Obojętnie jakie. Obydwa wywołały, inne co prawda, ale się pojawiły, czyli spełniły swoją rolę u widza, znaczy mnie.

Dlatego to, co teraz napiszę, nie będzie typową recenzją filmu, tylko jak najbardziej subiektywnym opisem emocji, które on we mnie wywołał. O ile w ogóle wywołał. A także chciałem się przekonać na własnej skórze lub na własne oczy, czy opinie większości polskich recenzentów pokrywają się z moimi odczuciami. Idę więc do kina i wiem, że muszę napisać te słowa bardzo szybko po projekcji, bo jutro z samego rana mam inne, ważne rzeczy do zrobienia. Nie prześpię się więc z tym filmem, tylko przedstawię moje wrażenia niejako „na żywo”.

Chciałem zobaczyć, czy to, że Allen po kilku filmach robionych w Europie, wrócił do USA, w tym wypadku do Nowego Jorku i San Francisco, wyszło mu na dobre, jak prawie wszyscy zauważyli, czy też dla statystycznego widza (czyli mnie) nie ma to większego znaczenia. Nie tylko przesłanie filmu, ale również dużą wagę ma to, jakie otoczenie pokazuje. Lubię oglądać filmy, które ukazują Berlin, no i wspomniany wcześniej Paryż. Zwykły, ludzki sentyment. Amerykańskich miast osobiście mam po dziurki w nosie. Znaczy z kina, bo nigdy za oceanem nie byłem. Czy otoczenie pokazywane w tym filmie wpłynęło na jego właściwy odbiór? Czy obrazy nie przysłoniły lub nie zaciemniły mi właściwego odczytania przekazu? Akurat w przypadku Blue Jasmine to, gdzie był kręcony film, nie miało najmniejszego dla mnie znaczenia.

Plakat filmu / Fot. Producent filmuFabuła obrazu jest bardzo prosta. Kobieta przyzwyczajona do luksusów nagle traci wszystko z powodu męża, cwaniaczka finansowego i musi opuścić swój raj na ziemi, czyli Nowy York, gdzie prowadziła prawie arystokratyczne życie. Jedzie do siostry, którą wcześniej lekceważyła, gdyż ta jest zwykłą amerykańską kobietą, pakującą zakupy w markecie. Pomimo całkowitego bankructwa kupuje jednak w samolocie bilet 1 klasy. Przyzwyczajona jest do szastania pieniędzmi. W życiu bywa tak, że jak się dostanie po głowie i nie ważne czy z własnego powodu czy nie, to człowiek nabiera pokory do tego życia. Nie dotyczy to jednak wszystkich. I tyle może o fabule i koniec z psychologizowaniem. Jest to w sumie dramat więc musi być smutno. Ale trudno jest znieść prawie dwie godziny monotematycznych dialogów. Cała ta reklama, „najlepszy film Woody Allena od 20 lat” myślę, że obraża artystę, choć na pewno przyciągnie miliony widzów do kin i ze względów marketingowych jest słuszna. Natomiast całkowicie chybiona z artystycznego punktu widzenia. No może nie tak do końca, bo rola tytułowej Jasmine jest zagrana kapitalnie.

Ale i tak z najnowszych produkcji Woody Alena najbardziej przypadł mi do serca film Vicky Cristina Barcelona i to nie ze względu na piękne otoczenie, w którym toczy się jego akcja, gdyż miało to dla mnie drugorzędne znaczenie, ale z uwagi na emocjonalną wiarygodność, której w Blue Jasmine mi zabrakło. Na najbliższy okres Woody Allena mi starczy.

Lubisz filmy Woody'ego Allena? Dowiedz się, kiedy są emitowane w telewizji! Sprawdź program tv!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.