Facebook Google+ Twitter

Kilometrowy słup ognia i 37 ofiar. 40. rocznica pożaru rafinerii

26 czerwca 1971 roku w rafinerii nafty w Czechowicach-Dziedzicach k. Bielska-Białej wybuchł jeden z najpoważniejszych w skutkach pożarów obiektów przemysłowych w Polsce. Od uderzenia pioruna zapalił się, a potem wybuchł zbiornik z ropą. Wskutek pożaru zginęło 37 osób, a 105 zostało rannych. Jak doszło do tej tragedii?

Pożar rafinerii w Czechowicach w 1971 roku. Zdjęcie wykonane na 20 minut przed wybuchem zbiornika. Autor był pierwszym fotoreporterem, który przybył na miejsce katastrofy. / Fot. Wojciech Gorgolewski www.gorpol.plTo był ciepły, sobotni wieczór. Ludzie oglądali w telewizji występy artystów na IX Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Nad Czechowicami-Dziedzicami przeszła niewielka burza. O godzinie 19.52 trzecie, a zarazem ostatnie wyładowanie uderzyło w kominek oddechowy zbiornika ropy nr 1 Rafinerii Nafty im. Ludwika Waryńskiego.

Uderzenie pioruna spowodowało natychmiastowe zapalenie się par zgromadzonych w zbiorniku, gdyż nie był on wyposażony w tzw. pływający dach, który mógłby zapobiec gromadzeniu się mieszaniny wybuchowej nad powierzchnią ropy.

Wystarczyło kilka minut i pożar rozprzestrzenił się na całą powierzchnię zbiornika. Przystąpiono do akcji gaśniczej, którą początkowo prowadziła dysponująca pięcioma wozami zakładowa straż pożarna. Okazało się, że instalacje przeciwpożarowe zbiorników ropy były niesprawne. To spowodowało, że pożar gaszono jedynie sprzętem będącym na wyposażeniu samochodów pożarniczych.

W pobliże rafinerii przybył młody fotoreporter, Wojciech Gorgolewski, który z okna prywatnego mieszkania przypadkowej osoby dokumentował całe zdarzenie. - To był przerażający widok. Jeden zbiornik płonął w kłębach dymu i ognia. Trzy pozostałe zbiorniki były schładzane wodą. Paliła się także ropa wokół zbiornika nr 4, usytuowanego najbliżej mnie - wspomina po latach Gorgolewski.

Wkrótce do rafinerii przybyli kolejni ratownicy. W sumie w akcji ratunkowej uczestniczyły już 42 sekcje zarówno zawodowej, jak i ochotniczej straży pożarnej. Bezpośrednio przy płonącym zbiorniku pracowało ok. 160 strażaków.

Wskutek gaszenia pożaru do zbiornika dostało się kilkadziesiąt tysięcy litrów wody. Woda ta osiągała temperaturę wrzenia, przedzierała się ku górze i podnosiła ropę naftową. To z kolei spowodowało wyrzut ropy na odległość nawet ponad 200 m. W zbiorniku rozległo się potężne bulgotanie, a w chwilę później nastąpił wybuch. Była godzina 1.20.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tragiczny przykład bezmyślności konstruktorów rafinerii oraz nieudolności systemu ratowniczego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.