Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3453 miejsce

Kim Pan właściwie jest, obywatelu Rosiewicz?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-10-20 12:06

Akt oskarżenia przeciwko Rosiewiczowi Andrzejowi z powództwa cywilnego powódki PRL. Mowa oskarżyciela głównego, mecenasa de von Vinniczka, bo posiłkowy (żre go sumienie) na rozprawie się nie stawił. W pogoni za absolutem prawdy oraz w trosce o dyscyplinę pytań i odpowiedzi, postanowiliśmy przyjąć jedyną słuszną formę oskarżenia - sprawdzoną i zweryfikowaną przez życie.

Przyjrzymy się Pańskiej aktywności. Skrótowo przypomnimy, co nam zostało z tych akt:

Obwinionemu zarzuca się, że wielokrotnie brał udział w publicznych zgromadzeniach, w których pełnił rolę prowodyra. Żerował na tanim poklasku widowni, manipulując przez mikrofon nastrojami zebranych. Przez wiele lat nie posiadał w programie żadnej piosenki utrwalającej ład i porządek w naszym kraju, mimo że to właśnie Festiwal Piosenki Radzieckiej otworzył mu drogę na estrady świata. A państwo dokładało do niego podwójnie, pozwalając mu kształcić się na SGGW, gdzie uzyskał zaszczytny tytuł inżyniera magistra melioracji wodnych PRL. Państwo nie zawahało się łożyć także na jego kształcenie w średniej Szkole Muzycznej imienia Józefa Elsnera w Warszawie, gdzie ucząc się, obciążał przez pięć lat budżet państwowy, korzystając bezpłatnie z szatni ubikacji szkolnej i innych świadczeń socjalnych. On i jemu podobni, będąc ciężarem, doprowadzili gospodarkę do tego stanu, który jakże trafnie określił jeden z byłych przywódców państwa: „Przed wojną nasza gospodarka stała na skraju przepaści, a potem uczyniliśmy wielki krok naprzód”.

W czasie, kiedy kraj nasz był poligonem walki ideologicznej wschód – zachód, która toczyła się o zachowanie historycznych zdobyczy socjalizmu, kiedy słuszny – bo jedyny – program głosił radosną budowę drugiej Polski – oskarżony cynicznie prezentował pieśni dekadenckie typu: „ Miła, czemu jesteś taka smutna” oraz podburzał społeczeństwo piosenką o znamionach kontrrewolucji – „Rusz się Zenek, śnieg na dworze”; na czym poznał się nawet(!) zwykły funkcjonariusz MO, który zatrzymał oskarżonego już cztery lata temu na drodze publicznej, zorientował się, co jest grane, a następnie stwierdziwszy, że jest on autorem bardzo wielu piosenek – dla przykładu: „Zjadłem sąsiada”, „Zenek blues” oraz „Prawdy, prawdy po trzykroć” -nadmienił, że są to piosenki bez sensu i wlepił oskarżonemu najwyższy mandat 1000 złotych „za niemanie” prawa jazdy. I co w tej sytuacji robi oskarżony? Zamiast wyrazić skruchę i uiścić należność – z perfidnym wyrachowaniem, bierze mandat kredytowy i zwleka z zapłatą przez rok, czekając, aż spadnie wartość pieniądza! W międzyczasie siada do pisania piosenki „Chłopcy radarowcy”, której sąd nie przytacza w procesie, bo każdy zna ją na pamięć. Treść tej piosenki wystawia na szwank dobre imię organów MO i pod płaszczykiem Krakowiaków (patrz: przy boku pałeczka) – traktuje bogu ducha winnych funkcjonariuszy jako kozła ofiarnego, przedstawiając ich w fałszywym świetle – niby to Krakowiaków (patrz fragment: niebieska czapeczka, przy boku pałeczka). A właściwie przedstawia ich jako folklor niewiadomej maści.

Oskarżony nie licząc się z realiami politycznymi hołduje zachodnim wzorom i już w początkach lat siedemdziesiątych śpiewa po angielsku, wykonując na estradzie różne tańce typu: charleston, szi-mi, a nawet lambetłok! Te wzory podchwytuje ówczesna ekipa rządowa, która mimo dalekowzrocznych ostrzeżeń towarzyszy z RWPG – otwiera się na Zachód, zaciąga coraz większe kredyty, prowadząc do nieuchronnego, znanego nam końca, za który pośrednią winę ponosi również oskarżony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (110):

Sortuj komentarze:

Roziewicz, to była sława

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dopiero teraz - cofając się w czasie- odkrywam pierwsze artykuły Marrjr i trochę lepiej rozumiem zamieszanie, które towarzyszyj ego kolejnym publikacjom..
Wywiad jak zawsze świetny - dający rozmówcy szansę i na błyśnięcie dowcipem i na głębszą refleksję - jeśli zas pozwoli chętnie nadrobię zaległości..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Punkt za wytrwałość w prowadzeniu wywiadów z kontrowersyjnymi postaciami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bo to jest satyra jakich mało. Nie czytałem dotychczas artykułu w którym oddano by ustrojową głupotę tak wyraziście w sposób zabawny i niemal wesoły.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.11.2008 18:39

(+) ... Wielki Plus, za markowy artykuł o markowym artyście ... Andrzej Rosiewicz to prawdziwy showman bawi publiczność niezmiennie i zawsze jest gorąco przyjmowany ... to jedyny w swoim rodzaju artysta , który przygotowywał i wykonywał utwory w rozmaitej stylistyce , do tego trzeba mieć i przygotowanie muzyczne i talent ... a jeśli do tego dochodzi taniec , celny dowcip , wyczuwanie nastrojów publiczności ... to jest to już Wielki Talent i Wielki Artysta ... IS

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za satyryczne wykazanie kontrastów w kolejach życia Andrzeja Rosiewicza.
Układy to ten piosenkarz ma przede wszystkim w roztańczonych nogach i swój własny, niepowtarzalny styl w swoich piosenkach, rozbrajających publiczność tekstem i pełnią radości wykonania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

++

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny wywiad z Andrzejem Rosiewiczem - w pełni zgadzam się z tym, co napisała "libema". Pozdr.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.10.2008 14:03

Z BŁAZNA NA KRÓLA


Z ANDRZEJEM ROSIEWICZEM rozmawia Marek Różycki Jr.


- Publicznie ogłosiłeś, że Twoja młodość przeminęła, pocieszając się, że na szczęście uroda pozostała. Czym jest dla Ciebie uroda?

- Czym jest uroda, nie wie nikt, nawet ja – ale jak stanę przed lustrem, to wydaje mi się, że to właśnie to. Chociaż kiedyś te lustra robili mniej krzywe… Uroda najczęściej kojarzona jest z „fizisem”, z tym zewnętrznym opisem pewnych kształtów, regularności, barw, kolorów, krzywizn, wklęsłości i wypukłości. Ale jest przecież także uroda ducha, uroda psychiczna ludzi. Ktoś może być garbaty i piegowaty, ale jest uroczy. Już w tym samym słowie „uroczy” – nie kryje się pojęcie urody zewnętrznej, tylko tych powabów wnętrza. Wiele jest osób, które nie są piękne, lecz tylko tak wyglądają. Nie dajmy się zwieść pozorom. Zapomina się o wnętrzu; o tym, że – jak powiedział klasyk – garderoba duszy też ma swoje żurnale…

- A propos pomyłek i cierpień – w socjalizmie podburzałeś ludzi do zmiany ustroju. No i udało Ci się… Wreszcie masz to, czego chciałeś? Pytam, bo z wypowiedzi wielu artystów bardzo zaangażowanych w zmiany, można dziś odnieść wrażenie, że zbytnio idealizowali kapitalizm.

- Taka już nasza natura, że człowiek zawsze będzie narzekał na wszelkie ograniczenia. Teraz nie ma nakazanej wspólnoty budowania; nie ma frontu jedności, zaś wielu porządnych ludzi spotkał afront. Jak nie są cwani, jak nie potrafią trzymać łokci pod odpowiednim kątem – to nagle okazuje się, że mimo wykształcenia, wiedzy, umiejętności i chęci do pracy – nie mogą godnie żyć ze względu na poziom materialny. Natomiast bardzo wielu cwaniaków, spryciarzy, bezwzględnych hochsztaplerów poczuło wiatr w żagle. Zwyczajni ludzie czują się zagubieni i nawet nie bardzo wiedzą, co począć z tą wolnością. Brak im bezpieczeństwa, stabilizacji, poczucia pewności jutra. Ja pracuję na estradzie, a sztuka jest najmniej demokratyczną jakością w życiu człowieka. Wielkie rzeczy tworzą utalentowane indywidualności, a nie decydują o tym zbiorowości. Pozycja, jaką wypracowałem sobie w minionych latach – rodzaj uznania czy sympatii ludzi do tego co robiłem – pozwala mi nawet dzisiaj, mimo braku sprytu do biznesu i robienia interesów, dalej istnieć. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że ten brak zdolności organizacyjnych – założenie jakiejś firmy…

- …na przykład: „POL-ŻART…

- … posiadanie stałego menagera, odnalezienie się w tej skomplikowanej sytuacji – powoduje, że moje loty nie są tak wysokie, jak by mogły być. Prawdą jest także, że sztuka szalenie się komercjalizuje w poszukiwaniu pieniędzy. A kiedyś były pieniądze na kulturę i to nie tylko tę z najwyższej półki. Dzisiaj jest to obszar walki o dotacje, sponsorów, „dobroczyńców” i publiczność, która zbiedniała i często nie stać ją na bilety.
Na razie kapitalizm chwycił nas za gardło. Mam nadzieję, że odpuści… i nie będą to trudności przejściowe, przechodzące z ojca na syna…

- Twierdziłeś, że w socjalizmie nie uda Ci się stworzyć rewii z prawdziwego zdarzenia. Jak takie przedsięwzięcie widzisz obecnie?

- Podtrzymuję to, co mówiłem, że rewia jest bardzo złożonym widowiskiem – skecze, monologi, piosenki, tańce – które musi być tworzone w myśl nowoczesnych zasad. Wszystkie elementy na wysokim poziomie. Najbardziej jednak brak jest markowych scenariuszy. Można sprowadzić kilku ludzi – twórców tego gatunku, którzy poprowadziliby seminaria, wykłady i warsztaty; pokazaliby od kuchni, jak to się robi. Sprawa druga – to ekonomia.

-Tragiczne połączenie: ekonomia i Sztuka!...

- Niestety, ale w kapitalizmie zysk porządkuje wiele kwestii. Z tego, że zespół profesjonalistów zrobi wspaniałe widowisko – u nas jeszcze niewiele wynika, oprócz satysfakcji artystycznej. Profesjonalistów należy godnie wynagrodzić, a potencjalnej publiczności nie stać na stosunkowo drogie bilety. Na Zachodzie…

-…bez zmian?...

- …opłaca się zebrać grupę fachowców wysokiej klasy – osobno speców od scenariusza, autorów tekstów piosenek, twórców gagów scenicznych i wykonawców o słynnych nazwiskach. Ale trzeba w to przedsięwzięcie wiele zainwestować. U nas zazwyczaj robi to jeden facet, który zbiera przypadkowy zespół wykonawców i autorów. Bywa, że gdy kompozytor jest markowy – to piosenkarz kiepski, jak choreograf wyśmienity – to balet denny albo skecze na żenującym poziomie. Słowem huśtawka jakości i umiejętności zespołu, co prowadzi do takiego, a nie innego finału. I wtedy spokojnie można powiedzieć – wszystko dobre, co się kończy…

- To tak jak u nas były premier… Ale martwi mnie, że nie widuję Cię na rautach i bankietach nowych elit i „śmietanek towarzyskich”. Nie zabiegasz o to by być „trendy” i w splendorach?...

- A ty bywasz?

- Nie.

- To skąd wiesz, za kogo jestem przebrany?...

- Fakt, Abraham Lincoln zauważył, że naprawdę dorosły facet jest już odpowiedzialny za wygląd swojej twarzy…

- Oczywiście rozumiem twoją troskę, ale los jakoś się ze mną cacka i ciągle jestem przy żłobie… Ja się wcale nie chwalę, ale posiadam pewną dozę inteligencji, dobry apetyt, a także uzdolnienia, które pozwalają mi przekazywać m y ś l i , to co mam do powiedzenia ludziom – w niekonwencjonalny, ciekawy sposób zbliżony do prawdy. Mam poczucie humoru, potrafię być liryczny, jestem muzykalny, tańczę, śpiewam, stepuję, gwiżdżę, gram na instrumentach dusz ludzkich, bywam prorokiem – o co we własnym kraju nie jest łatwo – i mam pewną swoją wizję potrzebną do wykreowania występu postaci estradowej. Ale moją cechą podstawową jest poczucie humoru, co rodacy szczególnie cenią. Jestem wprowadzaczem w dobry nastrój. Kiedyś, gdy moja mama była w szpitalu, przyszedł do niej lekarz z pytaniem: - Czy pani jest matką Rosiewicza? Ona przytaknęła, na co lekarz: - Proszę Pani, jak on mnie leczy…

- Masz młodą i piękną żonę. Zdradź nam, jakie stosujesz zabiegi i maseczki, by nie tracić powabów twarzy?

- Śmiech – oprócz tego, że jest przebłyskiem duszy i daje zmarszczki, to jednak bardzo odmładza. Ponurość i zgryźliwość to cecha starzenia się. Młody duchem ma większą szansę być też młody ciałem. A poza tym stosuję nieregularny tryb życia i mleczko liposomowe z impetem w głąb.

- Wtajemniczeni twierdzą, że jako właściciel sieci kantorów wymiany myśli i poglądów – straciłeś na tej wymianie i ogłosiłeś – modną obecnie – upadłość.

- To prawda, ale ja się jeszcze z tego podźwignę. Wciąż mam dewizy. Życiowe. A propos upadłości – przypomina mi się opinia czeskiego pisarza i filozofa, Karla Polacka: „Dłużnik to budowla podpierana ze wszystkich stron. Taka budowla nie może runąć. Wierzyciele nie pozwolą mu paść. Straciliby nadzieję, że odzyskają swoje wkłady”. To bardzo optymistyczny pogląd, prawda?...

- Wręcz budujący! Ja znam zakończenie tej wypowiedzi. Widać podobne mamy lektury…

- ???

- „Dłużnik przypomina ciężko chorego. Ma wadę serca, astmę, cierpi na chorobę nerek i nawala mu wątroba. Potem już wszystko jedno, czy do tych cierpień dołączy jeszcze zepsuty żołądek”. No i co Ty na to?

- Gałczyński ujął to prościej: „Polska jest jak poeta / i za to ją świat wini. / Poeta ma natchnienie / Forsę inni”.

- Masz pomysł na inny biznes? Ja nie mam pieniędzy, Ty nie masz pieniędzy, więc może wykupimy Rafinerię Płocką?...

- Każda rura ma dwa końce… Może i tak się zdarzyć, że później posiedzimy pod kluczykiem…

- Więc może weźmiemy kilkadziesiąt milionów kredytu?

- To chyba z „Ziemi obiecanej”?

- Fakt, z Izraela.

- Ja się temu nie dziwię. Legendarny Bagsik był muzykiem i od razu wiedział, co jest grane…

- Ponoć zamierzasz objąć stanowisko doradcy burmistrza Bielan do spraw kultury i sztuki?

- Zauważyłem, rozglądając się, że moi koledzy – ci co ze mną chodzili do przedszkola czy studiowali – zajmują obecnie coraz wyższe stanowiska: dyrektorzy, szefowie rad nadzorczych, parlamentarzyści, niektórzy w ministrów idą. A ja nic. Ale myślę, że w mojej sytuacji – to z błazna tylko na króla.

- A mnie męczy jeszcze pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi. Dlaczego obecnie świetnie sytuowani moi „przyjaciele” z czasów studiowania i pracy w „Hybrydach” w ogóle mnie nie poznają?...

- Pewnie dlatego, że zachowałeś „starą”… twarz… Jesteś niereformowalnym dziwakiem w „rezerwacie postaw anachronicznych”… Teraz trzeba być „trendy” , „cool” a może „metro”….


(Rozmowa ponownie autoryzowana przed miesiącem) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.