Facebook Google+ Twitter

Kino bez filmów. O dystrybucji filmowej w Polsce

Mający kilka nominacji do Oscara film „Mała Miss”, którego polska premiera była na początku stycznia, już praktycznie zniknął z ekranów kin. Dlaczego jeden z ważniejszych obrazów roku w Ameryce jest u nas tak słabo dystrybuowany?

Kwestia nie dotyczy tylko tego jednego tytułu. Promowanie i pokazywanie w Polsce wielu zagranicznych obrazów (często dobrych) kończy się albo na znikomej liczbie kopii, jakimi dysponują kina, albo jedynie na premierze DVD lub pokazach w ramach któregoś z festiwali.

Niezależne nie znaczy złe

Bardzo popularne za oceanem kino niezależne prawie w ogóle nie trafia do nas. Nawet filmy nagradzane na przeglądach i konkursach nie znajdują uznania w oczach polskich dystrybutorów. Bardzo dobry i urzekający obraz pt. ”Dróżnik”, ze świetną rolą Patricii Clarkson nie jest prawie w ogóle znany publiczności w naszym kraju, mimo przyzwoitego przyjęcia na festiwalu Sundance przed bodaj trzema laty.

Niezwykły eksperyment z udziałem Keanu Reevesa, Winony Rider, Roberta Downeya Jr. i Woody’ego Harrelsona, którzy zagrali animowane postaci w obrazie „Przez ciemne zwierciadło” Richarda Linklatera w ogóle nie pojawił się w kinach. Na szczęście ostatnio miał premierę DVD, niestety, bez wielkiej reklamy. To dziwne, bo akurat ten film ma ogromne perspektywy komercyjne, a raczej miałby – przy odrobinie zapobiegliwości i dobrej woli.

Podczas niedawno zakończonego festiwalu Sundance prezentowany był wykonany podobną techniką obraz „Chicago 10”. Film opowiada o Ameryce w okresie kontestacji lat 60. ubiegłego wieku. Nawet się nie łudzę, że będzie mi dane pójść na ten film do kina w Polsce.

Szansa dla uznanych twórców

Skoro nie można pokazywać kina niezależnego zrobionego przez młodych lub mało znanych artystów, to chociaż niech będzie możliwość dystrybuowania wybitnych twórców. Mam na myśli Gusa van Santa, którego tzw. „trylogia śmierci” zyskuje pełnię perspektywy nie tylko po obejrzeniu samego „Słonia” (najbardziej komentowanego spośród tych trzech filmów), ale po uzupełnieniu tej lektury „Gerry’m” i „Last days”. Pierwszy z nich niezauważony przemknął przez kina niczym cień, ale szczęśliwie otrzymał szansę na dystrybucję płytową. Drugi natomiast premierę miał praktycznie w tym samym czasie, kiedy emitowano go w jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych. Mocne psychologiczne „Narodziny” z genialnie oddającą emocje Nicole Kidman także przeszły w naszym kraju bez echa, pojawiając się tylko na DVD.

Gdzie filmy oscarowe?

O ile brak kinowej dystrybucji filmów trudniejszych jestem w stanie (choć przychodzi mi to z trudem) zrozumieć, to nie pojmuję, dlaczego tak niekompletnie wprowadza się na polski rynek filmowy obrazy chociażby z nominacjami do Oscarów. Przecież sama ta nagroda ma ogromny potencjał marketingowy i rekomendacja Akademii Filmowej musi znaczyć sporo w świecie kina. Otóż w Polsce nie zawsze znaczy. Ubiegłoroczna statuetka za najlepszą piosenkę i nominacja dla aktora nie wystarczyła dystrybutorom, by pokazać u nas „Hustle & Flow”. Film co prawda prezentowano na Festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, ale do powszechnej dystrybucji nie trafił. Akurat w tym przypadku można to przeboleć, jednak dlaczego polska publiczność nie otrzymała szansy obejrzenia „Dalekiej Północy”? Tego nie potrafię zrozumieć. Przecież ten film warto zobaczyć choćby dla doskonałych ról Charlieze Theron i Frances McDormand, choć oczywiście nie tylko dlatego. Tegoroczny przykład "Małej Miss" też budzi trwogę. Film się pojawił, po czym błyskawicznie zniknął i niewielu pewnie będzie o nim pamiętać. Także wizjonerskie "Źródło" Darrena Aronofsky'ego zostało u nas przemilczane i niedocenione, choć tutaj to chyba bardziej wybór widzów.

Promujmy polskie kino

Nawet rodzime produkcje często nie mają takiej promocji, na jaką zasługują. Pewnie niewielu słyszało o filmie „Motór”, który był co prawda w kinach, ale bez specjalnej reklamy. A to całkiem przyzwoite kino (na tle naszej romantyczno-komediowej miernoty – wręcz świetne). Podobnie rzecz się miała z „Rozdroże Cafe”, a przykładów z pewnością wymienić można więcej (choćby filmy Wojcieszka). Warto po wielokroć wspominać o braku licznych produkcji europejskich. O ile filmy francuskie, brytyjskie czy niemieckie są dość szeroko rozpowszechniane, o tyle z obrazami hiszpańskimi jest już gorzej, a gdzie kino włoskie czy to ze wschodniej Europy, także polskie? A warto wykorzystać doskonałą koniunkturę na nasze filmy (choć niestety często słabe), które po każdej z ostatnich premier chce oglądać po ćwierć miliona widzów w pierwszym tygodniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Niezwykle istotny problem i dobry, przeglądowy tekst. Liczę, Krzysztofie, że zgłębisz bardziej ten temat przy jakiejś okazji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.