Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28147 miejsce

Kino młodych wygrywa 8. Festiwal Filmów Rosyjskich Sputnik

"Jak mam na imię" Niginy Sajfułłajewej i "Gwiazda" Anny Mielikan, filmy o współczesnych problemach młodych rosyjskich dziewczyn, wygrały tegoroczną edycję Sputnika w Warszawie zdobywając I i III miejsce. Między nimi "Dureń" Juriego Bykowa.

Sputnik / Fot. Jak mam na imię

Miłość na Krymie



Zwycięski film 8. Sputnika, Festiwalu Filmów Rosyjskich, "Jak mam na imię" to dramat o dwóch nastolatkach, które jadą na Krym do dawno nie widzianego ojca jednej z nich (gra go Konstantin Ławronienko, aktor dwóch filmów Zwiagincewa, a także tytułowy "Mistrz" Trzaskalskiego). W trakcie wycieczki postanawiają zamienić się rolami - za Olę podaje się jej koleżanka, Sasza (Sonia Barticz). Ojciec nie spostrzega różnicy - przyjmuje je, a dziewczyny zaczynają swoje wakacje, z dala od Moskwy.

Taki beztroski pomysł wyjściowy mógłby być podstawą dla jakiejś komedii młodzieżowej lub na odwrót - rozkręcającego się skomplikowanego dramatu, nie bez kazirodczych wątków. Film Sajfułajewej nie popada w takie gatunkowe skrajności, stąd też ma coś do powiedzenia, ale nie moralizuje; jest dosyć lekki, ale nie do przesady. Reżyserka wyciska potencjał z młodych aktorek, które z dość dużym zaangażowaniem prezentują trend życia pokolenia zwanego YOLO, romansują na potęgę z lokalnymi chłopakami, nadużywają alkoholu i mówią co myślą. Początkowo pierwsze skrzypce, przed cudzym ojcem, ale i przed kamerą gra Barticz - to ona zdaje się bardziej wyzwolona, rozkręcona i pewna siebie; z czasem jednak i mała Ola stanie się dojrzałą Olgą - zacznie stawiać żądania i przejmie inicjatywę.

Żeby z "Jak mam na imię" móc wyciągnąć poważniejsze wnioski, warto spojrzeć na nie jak na film o stawaniu się osobą dorosłą; o dojrzewaniu, poznawaniu swojej seksualności ("scen" jest dużo), zachowaniach prowadzących do poważnych konsekwencji i o nieodpowiedzialnych sytuacjach, z których czasem się nie wyrasta.

To co osobiście denerwowało mnie jednak w odbiorze filmu to nie dość konsekwentna wizja przedstawianego pokolenia. Sajfułajewa przedstawia dziewczyny w ich konkretnych zachowaniach, pokazuje możliwe przyczyny, ale ich los pozostawia otwartym, nie daje im zmądrzeć, ponieść konsekwencji swoich czynów, czy przejść zmiany. Reżyserka podpatruje pokolenie, ale nie zapisuje obserwacji. Przemyca ciekawy fabularnie wątek (dowie się, czy się nie dowie?) dzięki któremu śledzi się zachowania bohaterek bacznie - ale jego rozwiązanie wychodzi dość niezręcznie, w momencie filmu raczej nieważnym, przypadkowym.

Odwrotnym przykładem jest tu twórczość Katarzyny Rosłaniec - "Galerianki" i "Bejbi blues" - oba filmy z tezą; winiące rodziców, ale i samych młodych za ich zachowanie - mimo zarzutów co do ich artystycznej siły wyrazu były to obrazy konkretne. "Jak mam na imię" ma bardzo mocną podstawę (obie dziewczyny nie miały w dzieciństwie ojców) do tego, by powiedzieć coś wznioślejszego, czy mocniejszego, ale nie korzysta z tej okazji; nie chłoszcze bohaterek, ani nie popada w skrajność w obrazowaniu ich zachowań.

Jury - w składzie Maciej Pieprzyca (Przewodniczący), Maria Sadowska i Kaja Klimek – przyznało filmowi Grand Prix 8. Sputnika za "lekkość i bezpretensjonalność formy oraz psychologiczną wiarygodność postaci poszukujących własnych korzeni”. Nic dodać nic ująć, w efekcie pozostaje jednak tylko satysfakcja z ładnych i zdolnych aktorek (bo aktor, Ławronienko raczej stroni od okazywania emocji w swoich scenach), pięknych zdjęć, czy inaczej już teraz ocenianego Krymu. Tylko czy daje nam to szansę na wielkie, pamiętne kino (na miarę "Wyspy", "Podróży ze zwierzętami domowymi", "Fausta" lub "Córki" z poprzednich Sputników)? Jak dla mnie raczej niekoniecznie.

"Sputnik" nad "Gwiazdą"


Nagrodę Publiczności zdobył film "Dureń", który oceniałem na otwarciu - pozostaje mi żałować, że to nie on dzierży laur główny, jakkolwiek doceniono go też drugim miejscem "za drapieżność i bezkompromisowość w ukazywaniu rosyjskiej rzeczywistości oraz sprawność warsztatu reżyserskiego”.

Cieszy mnie jednak podium (III miejsce) dla "Gwiazdy". To kolejny film o młodzieży w Rosji. Tytułowa bohaterka to samotna dziewczyna, która pracując w klubie jako tancerka konsekwentnie zbiera pieniądze na siedem operacji i zabiegów upiększających (od nosa, przez biust po nogi). Banalność tych marzeń - ponoć najgorsze marzenia są takie, które da się spełnić - kontrastuje jednak z żelazną determinacją, z jaką dziewczyna do nich dąży. Tylko tymi środkami może - swoim zdaniem - zostać gwiazdą; filmową, a może i muzyczną, chociaż w tym drugim przypadku talentu ewidentnie nie ma. W filmie nie brakuje na szczęście równoległych wątków, które całkiem zgrabnie się z nią zazębiają, dają odetchnąć lub odpocząć od wątku głównego, spojrzeć na niego z dystansem.

Partnerem dziewczyny zostaje nieznacznie młodszy chłopak, który podaje się za złodzieja i obiecuje dawać jej pieniądze. W rzeczywistości jest zbuntowany przeciw bogatemu ojcu i pracuje wieczorami w klubie, żeby nie siedzieć w domu z macochą, której nie znosi. To kolejna postać, dobiegająca wieku emerytalnego w branży modelingu trzydziestolatka, która dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Wytrąca ją to z tkwienia u boku bogatego mężczyzny i skłania ku zbliżeniu się do prawdziwego życia (a za sprawą kilku incydentów - również ku byłemu pasierbowi i jego sympatii).

"Gwiazdę" przede wszystkim dobrze się ogląda, jest świeża, dosyć ironiczna; nie rozpieszcza bohaterów, ale się nad nimi nie znęca, reżyserka trzyma się wobec nich na "ciepły dystans" i to się sprawdza.

Generalnie pod względem sztuki opowiadania "Gwiazda" jest chyba najsolidniej zrealizowanym filmem 8.Sputnika - po jej obejrzeniu zastanawiałem się, czy obejrzałem naprawdę bardzo dobry film, czy na odwrót - dałem się nabrać na łatwą, wzruszająca historię; wyciskacz łez zaprogramowany co do minuty na pierwsze wzruszenie, drugi płacz środku filmu i końcowy szloch. Po paru dniach, oceniając wstecz, na pewno doceniam właśnie talent reżyserski do mierzenia emocji, stopniowania napięcia, stosowania powtórzeń (tutaj ze scen odgrywanych w filmie w filmie), czy konsekwentnych, acz nieoczywistych następstw przedstawianych wcześniej pozornie przypadkowych faktów.

III Nagrodę „Gwieździe” przyznano „za trafną diagnozę roli mediów i kultury w kształtowaniu współczesnej tożsamości oraz precyzyjnie skonstruowany scenariusz”.

Jury przyznało także cztery wyróżnienia specjalne. „Za mistrzowskie połączenie realizmu z metafizyką i poetyckością z komentarzem społecznym” doceniono „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” w reżyserii Andrieja Konczałowskiego.
"Białe noce..." to kameralna historia bez znanych aktorów, niezaangażowana ani politycznie, ani społecznie (komentarz społeczny nazwałbym raczej notatkami na marginesie gazetowego reportażu), z dużą sympatią za to obrazująca życie zwykłego listonosza w miasteczku Mirnym koło Archangielska na Syberii - o tych rozległych terenach nad północnymi jeziorami rzadko kiedy myśli się w kontekście codziennej pracy doręczyciela poczty. Konczałowski ("Uciekajacy pociąg", "Dom wariatów") ukazuje ten świat z dużym urokiem, nie epatując swojskością, acz pełnometrażowy film dla dwóch, trzech zabawnych scen może być rozwiązaniem zbyt łaskawym.

„Próbę” Aleksandra Kotta wyróżniono „za intrygującą formę i wyjątkową spójność estetyczną”. To niewątpliwie odkrycie Sputnika - możliwe, że najbardziej niedoceniony film - podobnie jak inny tegoroczny obraz, "Plemię" z Ukrainy (wyświetlane na WFF)- w całości rozgrywa się bez słów. To opowieść w stylu wczesnego Kim Ki-duka (zwłaszcza jego "Łuku" i "Pustego domu") o młodej dziewczynie w chacie na stepie, o jej adoratorach i starszym mężczyźnie, (ojciec? mąż) który ją pilnuje. Chata jako Zamek, adoratorzy jako rycerze, dziewczyna jako królewna? Love story, czy baśń, magia kina tu działa.

„Biały mech” Władimira Tumajewa natomiast wyróżniono „za wizualną podróż do przemijającego świata na krańcach cywilizacji”. - Kolejny po "Urdze", "Rzece" czy "Tulpanie" film o życiu w jurcie na środku stepu, tym razem zimą, pośród reniferów. Jak nakazuje reguła tego specyficznego easternu, w którym nic się nie dzieje, to przede wszystkim historia o odnajdywaniu swoich korzeni w miejscu, w którym nie ma roślin korzennych, o stawaniu się mężczyzną w miejscu, gdzie nie ma prawie mężczyzn i zachowaniu ludzkich cech w miejscu, gdzie nie ma ludzi.

„Jeszcze jeden rok” Oksany Byczkowej urzekł członków Jury „emocjonalną wiarygodnością w ukazaniu obrazów z życia małżeńskiego”.
To kolejna historia o problemach młodych ludzi. Wykształcony magister nie znajduje pracy i żeby wyżyć musi być kierowcą taksówki. Jego żona radzi sobie lepiej, pracując w biurze jako graficzka. Nieprzystosowanie chłopaka prowadzi do napięć z kolegami z jej pracy - a błaha sytuacja pod tytułem z kim spędzimy Sylwestra - prowadzi do eskalacji konfliktu. Reżyserka na przykładzie małżeństwa z krótkim stażem umiejętnie opowiada o krótkim stażu zaślubin postkomunistycznego bloku z zachodnim kapitalizmem.

Tegoroczna edycja Sputnika przyniosła wiele niespodzianek i mało filmów ewidentnie złych. Z obrazów pominiętych przez jury dodałbym pod pewnymi względami podobną do wspomnianego, ukraińskiego "Plemienia", "Klasę specjalną" Iwana Twierdowskiego. Niepełnosprawna fizycznie dziewczyna musi odnaleźć się w klasie specjalnej, pośród wykluczonej młodzieży, która rządzi się własnymi prawami niebaczna na dość zasadniczą i nieprzyjemną dyrekcję. Reżyser jest dość okrutny w ukazywaniu ludzkiej bezduszności; film ma budzący przerażenia moment - a jest to niekontrolowany wybuch agresji, którego obiektem staje się bohaterka. Rosja to jednak nie jest świat, w którym nie ma miejsca na cud. W odróżnieniu od pesymistycznego "Durnia" twórcy pozostawiają odrobinę nadziei na zmiany.



http://www.wiadomosci24.pl/artykul/8_festiwal_filmow_rosyjskich_sputnik_duren_i_symbolika_zburzonego_domu_318144.html

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.