Facebook Google+ Twitter

Kino Watch Docs oswobodzone

W zeszłym tygodniu w Warszawie zakończyła się trzynasta edycja festiwalu filmów o prawach człowieka - Watch Docs. W tym roku jednym z głównych tematów na tym festiwalu była kwestia zniewolenia kobiet.

plakat z bloga 4free autorstwa J.T. / Fot. J.T.Nagrodę Główną zdobył dokument „Za kratami nie nosimy burek” Nimy Sarvestaniego traktujący o Afganistanie. "Za kratami nie nosimy burek" to jeden z najciekawszych filmów tego roku w ogóle. Porównam go z innym filmem Watch Docs - „Salmą” Kima Longinotto opowiadającą o islamskim odłamie mniejszości tamilskiej w Indiach. W obu dokumentach poznajemy więc de facto realia kobiet w kulturze islamskiej.

Afganistan nie musi być rządzony przez talibów, żeby sytuacja kobiet w mniejszych miastach była fatalna. Nie trzeba też być Afganką, żeby życie za kratami niczym się specjalnie nie różniło od życia na wolności: Indie nie prezentują się na tym tle wiele lepiej. Co za różnica dla kobiety kto zabrania jej wychodzić z domu, skoro świat przez kraty wygląda tak samo. Wszystkie nieszczęśliwe rodziny są takie same (pisał bodaj Jerofiejew parafrazując Tołstoja). W dokumencie o Salmie, tamilskiej poetce islamskiego obrządku, widzimy jak człowiek przetrzymywany jest w zamknięciu przez kilkanaście lat, tylko ze względu na swoją płeć. Mężczyzna ma kobiecie do wyjaśnienia tylko tyle, że jej zamknięcie służy obojgu, bo ona nie jest narażana na zgubę ze strony mężczyzn, a on na cierpienia „podniecania się na ulicy”. Rzeczywiście, w porównaniu z życiem na uwięzi zaiste musi być to niegodną człowieka torturą. Pytanie, jeżeli taki mężczyzna zamyka kobietę dożywotnio - w trosce o nią, co mógłby z nią zrobić - z nienawiści?

Podobieństw między filmami jest sporo, ale różnica jest zasadnicza – Salma krok zwany wyzwoleniem ma już za sobą, Afganki dopiero na wolność czekają. W filmie o Afganistanie – - zdecydowanie bardziej emocjonującym - widzimy kobiety skazane z paragrafu obyczajowego, czyli za ucieczkę z domu. Przy dobrym wietrze otrzymują one wyroki pięcioletnie, przeważnie jednak dwa, albo trzy razy większe. Więźniarki nie mają takich aspiracji jak Salma, bo nie tylko nie tworzą poezji jak ona, ale nawet nie dążą do emancypacji. Spierają się nie z męskim światem za pomocą poezji – jak Selma - ale same ze sobą i ze strażniczkami oskarżanymi o kradzież, wszystko przy użyciu krzyków i awantur. Dyrektor więzienia oznajmia w pewnym momencie, że więźniarki bywają bardziej kłopotliwe niż kilka razy liczniejsi więźniowie w drugim sektorze.

Kamera tę wewnętrzną granicę więzienia zresztą przekracza kilka razy, a to wędrując za listem między ukochanymi, a to przechodząc do sektorów, w których przyjmowani są goście – lub też wychodzi na zewnątrz. Reżyser, szwedzko-irańskiego pochodzenia, ustanawia tym samym kamerę wszechwiedzącym narratorem i obserwatorem.

Sema, skazana na pięć lat za ucieczkę z domu wypatruje osadzonego za murem kochanka z którym uciekła. Żyje nadzieją, że po wyjściu będzie z nim mogła żyć. W międzyczasie zajmuje ją codzienność – w jednej bystrze podpatrzonej scenie rozwiesza na przykład pranie na... drucie kolczastym.

Czy „Salma” w ukazywaniu Tamilów jest jednostronna? Jest. Ale tak samo jednostronna jest „Strefa bezpieczeństwa: pola śmierci Sri Lanki” Calluma MacRae’go– która z kolei pokazuje Tamilów jako ofiary silnych rządów lankijskiego prezydenta Mahindy Rajapaksy. Silnych to mało powiedziane – narrator ukazując kluczowy moment trzydziestoletniej wojny pokazuje ludobójstwo na oczach świata – zdjęcia są na tyle brutalne i intensywne, że trudno po filmie oswoić się z rzeczywistością. Tonacja film,u początkowo spokojna, staje się coraz bardziej chaotyczna, kadry filmu zalewa fala przemocy (sugeruje to już początkowa muzyka MIA zapożyczona ze "Slumdoga. Milionera z ulicy", urwana wraz z pierwszymi strzałami z widocznej wojny). Nagrywane przez Tamilów za pomocą amatorskich kamerek pierwsze ofiary wojny na początku filmu są tylko zapowiedzią apokalipsy – gdy już nie ma żywych świadków strony partyzanckiej – widzimy obraz z filmów żołnierzy. Ci gwałcą podejrzane o służbę w Tamilskich Tygrysach dziewczyny, a później bezczelnie je zabijają i nagrywają ich nagie zwłoki. tak brutalne sceny rodzą oczywiście pytanie o ich zasadność w kinie - nie za takie rzeczy przyznawano w Polsce Hieny Roku - jednak są one dokumentem zdziczenia ludzi na wojnie - to nie dziennikarze w voyeurystyczny sposób ukazywali ofiary wojny, ale sami sprawcy.

Obraz piekła Dantego wygląda naiwnie przy rzeczywistości XXI wieku - a tutaj nie mamy do czynienia z odzwierciedlaniem, ale ze szczerym nagraniem.

W innych filmach „Watch docs” również widzimy zniewolenie kobiet, także tamilskich i islamskich – w Indonezji w dokumencie „Człowiek, który zrywa łańcuchy” Erminii Colucci o walce z pasung, czyli zakuwaniem w łańcuchy osób chorych psychicznie. Tutaj do smutnego losu kobiet w silnie zmaskulinizowanym świecie dochodzi obraz chorej dziewczyny osadzonej w domu (jak kobiety w poprzednich filmach), ale w dodatku przykutej łańcuchem. Na szczęście dzięki misji byłego pacjenta traktowanego pasung, wyzwalającego Indonezję z tej praktyki, akurat tej kobiecie udaje mu się przybyć z pomocą.

Należy niewątpliwie zadać sobie pytanie: kogo dziś interesuje zaangażowanie społecznie. Gdy publicyści zarówno na lewicy, jak i prawicy tęsknią za oddolnymi ruchami, to gdy nadarza się idealna okazja do dowiedzenia się o nich czegoś w praktyce i zorientowania się w materii tego, jak wyglądają zmiany w świecie – okazuje się, że jakoś nikt o Watch Docs nie pisze, a i zapłakanych z tęsknoty krytycznych oczu na salach kinowych widać. Watch Docs trzynasta edycja została zamknięta - trzynastka jednak nie była pechowa - edycja ukazała wrażliwość selekcjonerów, różnorodność twórców i zademonstrowała, że są na całym świecie ludzie, którym o coś jeszcze chodzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.