Facebook Google+ Twitter

KISS powraca z nową płytą "Sonic Boom"

Amerykańska grupa KISS przerwała milczenie premierowym albumem „Sonic Boom”. Jedenaście utworów przesiąkniętych rock and rollem ma za zadanie utwierdzić nas w przekonaniu, że KISS nie umarło. Przekonajmy się, czy to naprawdę duże bum.

Materiały dystrybutora / Fot. Okładka płytyFani, którzy są wierni kapeli przez wiele lat na pewno płytę kupią. Nie ma co do tego wątpliwości. Przetrwawszy dwie pożegnalne trasy, wiszący na włosku rozpad grupy i długą, bo trwającą blisko dziewięć lat artystyczną niemoc, niektórzy z nich przestali wierzyć, że coś w ogóle może się wydarzyć. Jednak w 2008 roku, Paul Stanley (wokalista, gitarzysta) ogłosił, że pracują nad nowym materiałem. Po roku od tej wypowiedzi, możemy się przekonać, czego jest wart.

Rzut oka na okładkę. Kolorowa, krzykliwa, w stylu KISS. Panowie, obowiązkowo umalowani, łypią do nas z każdego rogu tekturki. Należy wspomnieć, że skład grupy obecnie tworzą, oprócz założycieli Paula Stanleya (wokal i gitara) i Gene Simmonsa (bas i wokal), Tommy Thayer (gitara, wokal) i Eric Singer (perkusja, wokal). Co ciekawe, na razie nie zdecydowali się wymyślić dla Toma i Erica nowych makijaży (jak to miało miejsce w latach 80. kiedy to na stanowisku bębniarza Petera Crissa zastąpił Eric Carr, a gitarę od Ace Frehleya przejął najpierw Vinnie Vincent, potem Mark St. John), co można tłumaczyć, jakoby chcieli wrócić do pierwotnego wyglądu grupy. Zatem powrócili „Gwiezdny przybysz” i „Człowiek kot”.

No dobrze, co zatem z zawartością krążka? Szczerze mówiąc, nic specjalnego, to tak po prostu musiało wyglądać. „Sonic Boom” raczy nas tym, z czego grupa jest znana i do dziś kojarzona – ostry rock and roll oblany gęstym sosem lepkim od seksu, dobrej zabawy i indywidualnych przemyśleń członków grupy. Już pierwszy utwór, singlowy Modern Day Delilah uderza w nas niczym pocisk. Większość numerów mogłaby spokojnie grzać miejsce na którejś z płyt z lat siedemdziesiątych, niczym nie ustępują dokonaniom spod znaku „Destroyera”, „Dynasty” czy późniejszego „Creatures Of The Night”. Po pierwszym przesłuchaniu w pamięci zostają jeszcze Russian Roulette z bardzo chwytliwymi motywami basowymi, Stand posiadający świetny, nośny refren i, tworzący swego rodzaju historię grupy All For The Glory, który jest pierwszym premierowym kawałkiem na którym śpiewa Eric Singer. Dołączył do Petera Crissa i Erica Carra, którzy przecież mają na swoim koncie wiele świetnych wykonań. Singer w niczym nie ustępuje – ten numer jest jednym z najciekawszych na płycie. Nobel się należy za melodyjność.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobra recenzja. Kiss cenię za kilka utworów, całościowo jednak ich płyt nigdy nie mogłem słuchać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.