Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23687 miejsce

Klasyczny Hamlet w Teatrze Współczesnym

"Hamlet" Szekspira należy do takich arcydzieł, że reżyser przed podjęciem wyzwania powinien mieć pewność, a nie nadzieję, że wyzwaniu podoła. Englert skupiony na szczegółach fabuły, odarł ją z mistycznej i ponadczasowej wymowy.

Z wielkim entuzjazmem wybrałam się na najnowszą adaptację "Hamleta" na deskach Teatru Współczesnego, znudzona komedyjkami, które wcale nie są do śmiechu, granymi na potęgę ostatnio w warszawskich teatrach. Widownia wypełniona po brzegi świadczyła, że warszawska publiczność jest żądna sztuki, a nie kolejnego rozrywkowego widowiska, o którym zapomina się natychmiast po jego zakończeniu.

W odpowiedzi, reżyser Maciej Englert podarował widzom czterogodzinny, statyczny spektakl, który jest odtworzeniem niemal każdej sceny oryginalnego dzieła Szekspira. I mimo tej przewidywalności wydarzeń przedstawienie ogląda się z dużą przyjemnością, a cztery godziny mijają błyskawicznie. Odczuwa się jednak wrażenie, że brakuje najważniejszego - przesłania.

Nie pomogli aktorzy. A przecież to oni mają za zadanie dopełnić całości przedstawienia, nadając swoim bohaterom wyrazu i autentyczności. Duża część akcji sztuki rozgrywa się w umysłach bohaterów, a walka toczy na poziomie wewnętrznej moralności i rozterek. Nie lada wyzwanie, aby stworzyć kreacje, które grą przekażą widzom wewnętrzne emocje.

Reżyser Maciej Englert zatrudnił dobrze znanych i lubianych przez publiczność serialowych aktorów. Na czele obsady stanął Borys Szyc, ostatnimi czasy czołowy pupilek telewizyjny. Osobiście Szyca uwielbiam, za głos, za wyraz twarzy, za miły uśmieszek. Jednak w roli Hamleta wypadł dość blado. Wprawdzie jego gra aktorska była poprawna, ale od genialnego aktora oczekuje się prawdziwego kunsztu, szczególnie jeśli wciela się w postać samego Hamleta.
Monolog "Być albo nie być" wyrecytowany przez Szyca, gdzieś traci swój sens i znaczenie, jest nijaki, jest niewybaczalny.

Od czasu do czasu było wesoło, kiedy Hamlet rzucił kąśliwą uwagę lub szemrał słowa ironicznym tonem. Zabawny jest Poloniusz, grany przez Sławomira Orzechowskiego, trochę niepasujący do całości, a jednak zapadający w pamięć. Jego kreacja kontrastuje z tragizmem postaci, co sprawia, że bohater wyróżnia się na tle innych. Katarzyna Dąbrowska w roli Gertrudy nie przypadła mi do gustu, ale widocznie nie była to rola dla niej.

Czy reżyser wyzwaniu podołał? Ja mam wciąż nadzieję…
Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.