Facebook Google+ Twitter

Klekotki, kroszonki i nóg obmywanie

Współautorzy: Barbara Podgórska

Niewiele mamy autentycznych przekazów z obszaru dzisiejszej Rudy Śląskiej o obyczajach i obrzędach ludowych związanych z dorocznym cyklem obrzędowym. Dlatego cenić należy dorobek w tej mierze, nielicznych rudzkich kronikarzy.

Wystawa w Muzeum Miejskim w Rudzie Śląskiej / Fot. Barbara PodgórskaWystawa w Muzeum Miejskim w Rudzie Śląskiej / Fot. Barbara PodgórskaZacznijmy od Aleksandra Widery, który w monografii: "Parafia Rudzka i Biskupicka, ich dawniejsze i dzisiejsze stosunki" [ok. 1966], zawarł sporo opisów dotyczących okresu wielkanocnego.

Najpierw dowiadujemy się o magicznym i obrzędowym wykorzystaniu palemek wielkanocnych. Były skuteczne na choroby gardła, odpędzały burze, leczyły przypadłości bydła. W niedzielę palmową, każdy członek rodziny, zjeść musiał jedną baśkę - łyczko z poświęconej palmy, która się składała z prętów wierzbowych, borowiny i jałowca, a to dlatego, żeby go chroniła od chorób. Po załatwieniu tej ceremonii, umieszczano ją za obraz albo za okno, podczas burzy, kładziono ją obok zapalanej gromnicy, a gdy bydło zachorowało, dawano trzy poświęcone łyczki do pokarmu, a w Wielką Sobotę zanoszono je do kościoła, gdzie palono je na placu kościelnym, zaś popiół zbierano do blaszanych pudełek, którym w środę popielcową posypywano czoła.

Przed świętami skrupulatnie poszczono. Tymczasem w dniach wielkiego postu nie było zwyczaju podawania specjalnych potraw do stołu "słony harynek - śledź, kartofle ze skórom", w kożuszku, kasza jaglańca, maślanka, kiszka czyli siadłe mleko, albo żur podawano na zmianę w kuchniach gospodarstw wiejskich; na jednej wspólnej glinianej misie były kartofle z kawałkiem śledzia, a na drugiej maślanka albo siadłe mleko, a na trzeci misie kasza. "(...) W trosce o zachowanie postu, w przeddzień środy popielcowej, pochowane musiały być wszystkie "boncloki", czyli garnki gliniane z smalcem (...)".

Wyrzekano się nie tylko lepszego jedzenia, ale niektórych codziennych dotąd przyjemności:
"... starzykowie, dziadkowie zawieszali swoje fajki na długiej rurce i mieszki z tabakom na hak, do niedzieli wielkanocnej. Tudzież nasze młode gosposie, dziewczęta oraz starsze gospodynie, ubierały się w najskromniejsze suknie, chusty i fartuchy".

W Wielkim Tygodniu przygotowania do Wielkanocy nabierały rozpędu. Wtedy powszechnym na całym Śląsku był obyczaj symbolicznego oczyszczania ciała i duszy. Na pamiątkę, że Pan Jezus przed swoją męką wrzucony został do rzeki Cedron, panował w naszej starej Rudzie dawniej, zwyczaj kąpania się albo przynajmniej mycia się w otwartych wodach w Wielki Czwartek i Wielki Piątek przed świtem słońca. "Rózgą wyganiał ojciec dzieci ze swych łóżek i zmusił je do kąpania, względnie mycia się, w ubraniu bardzo niezupełnym. Nasze mamulki w Rudzie zbierały się z pociechami przy krzyżu, tj. tam gdzie dziś stoi krzyż pamiątkowy z 1848 i 1852 roku - zarazy tyfusowej, w tym miejscu stykały się wówczas trzy mało ważne strumyki źródlanej wody, a więc jeden od lysków, drugi od strony tzw. dębowiny, a trzeci od wilczych dołów, czyli badurowca, a tuż odpływały mało wartościowym strumykiem do Bytomki. Zaznacza się, że w drodze do strumyka, jak przy powrocie do domu dzieci zachować musiały zupełna ciszą, albowiem w domu czekał ojciec z rózgą (...)".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.