Czy możecie wskazać konkretne zmiany, które zaszły w dzieciakach od początku istnienia klubu?A.Ch.: Ja widzę, że są one bardziej otwarte. Te dzieci, które były nieśmiałe, zamknięte w sobie, które bały się kontaktu z innymi, ożywiły się. Są chętne do robienia nowych rzeczy. Jedna dziewczynka była bardzo nerwowa, wybuchowa. Potrafiła, w momencie, gdy jej coś nie odpowiadało, przepchnąć się między innymi osobami i wybiec z zajęć. Teraz już tak nie reaguje, wyciszyła się. Zaczęła poznawać swoją wartość i myślę, że w dużej mierze dzięki temu nastąpiła zmiana.
Czy macie jakiś kontakt z rodzicami młodzieży?A.Ch.: Jedna z mam przychodzi raz na jakiś czas, żeby dowiedzieć się, co dzieje się w klubie. Innych raczej nie widuję. Osobiście znam chyba trzech rodziców. Kiedy jesteśmy na wycieczce, to czasem dzwonią i pytają na kiedy planowany jest powrót. Zdarzało się, że rodzice przychodzili na mecze, które organizowaliśmy. Ze względu na małą liczbę osób prowadzących
zajęcia, ciężko nam dodatkowo położyć nacisk na kontakt z rodzicami, ale na pewno w przyszłości chcielibyśmy do tego dążyć.
Jaka jest wizja rozwoju klubu? W co by się on przekształcił gdybyście mieli nieograniczone zasoby pieniędzy i ludzi?Sz.Ch.: Chcielibyśmy znaleźć ludzi, którzy mają pasję do prowadzenia biznesu - to umożliwiłoby prowadzenie konkretnych kursów, byłaby możliwość inwestowania i stosowania zdobytej wiedzy w praktyce. Jeśli chodzi o sport - wynajmujemy salę, mamy trenerów różnych dyscyplin. Sztuka - chodzimy do teatru, do kina, zapraszamy aktorów, którzy dzielą się swoją pasją. W przyszłości chcemy kupić worek bokserski, piłkarzyki. Chcielibyśmy też organizować obozy. Już w tym roku mieliśmy taki pomysł zrealizować, ale z powodów finansowych nie doszedł on do skutku. Można zrobić survival dwutygodniowy, wyjazd na narty.
A.Ch.: Takie wyjazdy bardzo integrują grupę.
Sz.Ch.: Teraz jednak głównie zależy nam na zachęcaniu, rozbudzaniu pasji, zainteresowaniu czymś. Chcemy pokazać tym młodym ludziom, że są cenni, wartościowi. Teraz słyszą, że nic nie mogą, że do niczego nie dojdą. I boją się wychylać. Trudno wtedy, nawet przy najlepszym sprzęcie i ogromnych możliwościach, cokolwiek nowego zrobić, ponieważ dana osoba spodziewa się, że za chwilę zostanie skarcona lub wyśmiana. I zwyczajnie nie chce zaczynać.
Poświęcacie swój czas i pieniądze, organizując spotkania w klubie. Robicie to za darmo. Jak zachęcilibyście innych do tego typu przedsięwzięć?Sz.Ch.: Jest taka boża zasada, która mówi, że jeżeli ty pomożesz rozwinąć skrzydła innym, to Bóg pomoże rozwinąć twoje. Jest to bardzo duża zachęta do angażowania się czasowo i finansowo dla innych. Pamiętam, kiedy byłem młody, zawsze marzyłem, żeby było takie miejsce, gdzie mógłbym rozwinąć umiejętności biznesowe. Nigdy nie miałem takiej możliwości, więc pomyślałem, że jest to naprawdę cenne móc to zaproponować innym. Podobnie zasada ta działa w odniesieniu do pozostałych dziedzin. Poza tym, od dzieciaków uczę się bardzo dużo - kreatywności, świeżości, luzu. I jestem przekonany, że będę widział owoce tego, co tutaj robimy - będą ludźmi z pasją, realizującymi swoje marzenia i pomysły. To dopiero będzie zapłata.
A.Ch.: Bardzo mnie buduje, kiedy widzę uśmiechnięte dzieciaki. Kiedy cieszą się na przykład, że po raz pierwszy były w zoo. Ich uśmiech - to jest nagroda za wszystko, co tutaj robimy. To jest naprawdę niesamowite.
Anna i Szymon Chąciak szukają osób chętnych do podzielenia się z młodzieżą z klubu w Brzeźnie swoimi umiejętnościami i pasją. W tym celu proszę kontaktować się z autorką tekstu.