Facebook Google+ Twitter

Kluby piłkarskie żyją na kredyt. Długi Valencii wykupił region, co z innymi?

To się zdarza nawet w najbardziej cywylizowanych piłkarsko krajach - region Walencji wykupił zobowiązania klubu wobec jednego z banków. Obserwujemy początek nowego trendu czy odosobnioną sytuację czasu kryzysu?

Zadłużenie było redukowane z roku na roku, ale jego skala, sięgająca według różnych źródeł ponad 300 mln euro, okazała się za duża jak na możliwości trzeciej siły La Liga ostatnich lat. Regularny udział w Lidze Mistrzów (10-15 mln euro za sezon), około 40 mln euro z tytułu praw telewizyjnych, średnia frekwencja w granicach 35 tys., pozbywanie się największych gwiazd za konkretne kwoty (40 mln euro za Davida Villę) - kropla w morzu potrzeb. Żeby w nim nie utonąć, potrzebne był publiczne pieniądze.

Życie na kredyt to nie tylko problem Valencii, ale powszechny sposób na życie klubów. W najpotężniejszej finansowo Premier League nie ma takiego, który utrzymuje się wyłącznie ze swoich środków. I to mimo 38 mln funtów z urzędu trafiających na konta właścicieli od stacji telewizyjnych z całego świata. Stąd w gmachu Football Association wziął się pomysł salary cup - kominów płacowych na wzór tych z NBA, NFL i NHL, które mogą rosnąć najwyżej o kilka procent rok do roku i muszą być sztywno powiązane z sytuacją ekonomiczną klubu.

UEFA ze swojej strony lansuje koncepcję finansowego fair-play (oksymoron), które nadal jest bardziej pobożnym życzeniem, a nie stosowaną ze zrozumieniem praktyką. W dodatku zostawia pole do kombinacji, bo jak rzetelnie ocenić sytuację finansową klubu, który jest częścią majątku prywatnego inwestora i przepływy gotówki z jednego podmiotu do drugiego są niejako naturalne.

Państwo może dać, państwo może odebrać

Rynek futbolu świetnie definiuje wolny rynek. Swoboda przepływu kapitału i osób, horrendalne płace, ulgi podatkowe, agresywny marketing, nieograniczona możliwość znalezienia pracodawcy na całym globie.

Ów rynek nienawidzi ingerowania świata polityki w swoją autonomię. Pomysł 75 procentowego podatku dochodowego proponowanego przez prezydenta Francoisa Hollande'a i Partię Socjalistyczną był we Francji mocno kontestowany nie tylko przez Gerarda Depardieu, ale i środowisko piłkarskie. Dla niego taka progresja oznaczałaby gwałtowny wzrost kosztów utrzymania i nieunikniony spadek konkurencyjności płacowej w porównaniu z zagranicą. Krótko mówiąc - sportową degradację.

Pomoc samorządu regionu Walencji, koncepcje oszczędnościowe nieśmiało wprowadzane przez związki - to wystarczająco wyraźny znak świadczący o tym, że kluby zbliżają się do granicy, za którą pojawi się widmo bankructwa?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.