Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34903 miejsce

Kobieta i mężczyzna – najtrudniejsze spotkanie świata

„Kobiety są dziwne” – mawiają mężczyźni. „Mężczyzn nie da się zrozumieć” – powtarzają kobiety. Każde z nich ma trochę racji, bo relacja kobiety i mężczyzny to chyba najtrudniejsze spotkanie świata!

Krótka refleksja o fascynującym spotkaniu, które za każdym razem zaskakuje. Różne sposoby patrzenia na świat, na życie, relacje międzyosobowe. Nie będą nawet porywać się na wymienianie listy różnic między światem kobiet i mężczyzn, bo każdy z nas dobrze je zna i ciągle pewnie odkrywa. Cchcę zwrócić uwagę na pewien aspekt relacji damsko-męskich. Otóż każda taka relacja może w pewnym momencie z „my” przerodzić się w „ja”. Wtedy taka relacja prędzej czy później rozpada się.

Relacja to nie samowystarczalność


W dniach 7-9 lutego odbywał się w Rzymie międzynarodowy kongres: „Kobieta i mężczyzna, człowieczeństwo w swojej pełni”. Kongres został zorganizowany przez Papieską Radę ds. Świeckich z okazji przypadającego 15 sierpnia tego roku 20-lecia listu apostolskiego „Mulieris dignitatem” (o godności i powołaniu kobiety).

Podczas kongresu Benedykt XVI wskazał na niezwykle istotny aspekt relacji między mężczyzną a kobietą. Wskazał – jak zwykle lakonicznie – na opłakane skutki działań, które są wpisane w nasza naturę, jednak łatwo wymykają się spod kontroli: „Kiedy mężczyzna czy kobieta roszczą sobie autonomię i całkowitą samowystarczalność, zagraża im zamknięcie w sobie prowadzące do nieznośnej samotności”.

Każdy z nas ceni niezależność i chce być samowystarczalny. Jednak, gdy naczelną zasadą naszego życia stają się słowa: nikt mi nie jest potrzebny, życie może przerodzić się w taką swoistą pustynię. Ulicami miast będą przechadzać się ambitni, dzielni i walczący z samymi sobą rycerze oraz równie ambitne, samowystarczalne i niedostępne księżniczki. Taka bajka XXI wieku. Jak każda bajka, tak i ta, ma w sobie ziarno prawdy. W tym przypadku dość smutnej prawdy.

Bliskość po koleżeńsku


Pęd życia, który czasem tworzymy sobie na własne życzenie uczy ostrożności w relacjach. Bywa, że to ostrożność, ale chyba też zwyczajnie – brak czasu. Spotykamy się w kawiarni, w przerwie między zajęciami. Wymieniamy błyskotliwe (albo i nie) komentarze podczas wykładów na uczelni, ucinamy sobie miłą pogawędkę ekspedientką w sklepie… Oczywiście są spotkania w gronie znajomych, wspólne wyjścia na prywatki, dyskoteki lub inne „posiedzenia wieczorne”.

Jednak ile w naszej codzienności prawdziwych spotkań? Takich, kiedy możesz w ciszy usiąść obok drugiego człowieka i porozmawiać. Nie pogadać, patrząc co chwilę na zegarek, ale prawdziwie porozmawiać. Najbardziej chyba nam odpowiada tzw. bliskość po koleżeńsku. W końcu nikt nie jest automatem, potrzebujemy siebie nawzajem. Z jednej strony pragniemy bliskości (w różnych znaczeniach tego słowa), z drugiej zaś trzymamy drugiego człowieka na dystans. Dlaczego? Bo ta druga osoba może nagle zacząć zagrażać, może stanowić przeszkodę dla naszego ekspansywnego indywidualizmu. Człowieka nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo strzeże własnej autonomii.

Relacja między osobami jest jak dom


Jesteśmy czasami nadgorliwie ostrożni w relacjach koleżeńskich, przyjacielskich. Bywa tak, że nawet bliskość między małżonkami przemienia się w biznes świadczenia sobie usług – od wsparcia w trudnych chwilach, poprzez bliskość cielesną, korzyści ekonomiczne, na obecności „kogoś, z kim można pogadać”. Wtedy nie ma prawdziwej relacji, ponieważ nie ma otwartości na drugiego człowieka, który będąc mężczyzną lub kobietą jest diametralnie inny. Właśnie poprzez tę inność możliwa jest pełnia wzajemnego uzupełniania się (np. w postrzeganiu świata i samego siebie).

Filozof Mieczysław Gogacz podkreśla w swoich tekstach, że relacje osobowe to najbardziej podstawowy sposób odnoszenia się do siebie. Używa nawet sformułowania, że relacje są dla osób domem. Dopiero wtedy, gdy czujemy się bezpieczni, gdy znamy wartość swoją i innych, może dojść do spotkania osób (tu rozważamy spotkanie mężczyzny i kobiety). Wtedy jest szansa, by spotkanie przerodziło się w obecność. Zatem już nie coś chwilowego, co „tylko” fascynuje, ale w coś trwałego – obecność osób siebie i przy sobie. Dopiero na płaszczyźnie obecności, uświadomienia sobie całkowitej inności drugiego, może rozwijać się relacja. Relacja, jako uświadomione przyjęcie inności i obecności drugiego człowieka obok mnie.

Na początku napisałam, że spotkanie świata kobiety i świata mężczyzny to jedno z najtrudniejszych spotkań, jakie nam się w życiu przydarzają. Jednocześnie są to spotkania nieuniknione. Dopiero dzięki nim kobieta i mężczyzna mogą odkryć kim są (kim mogą być) dla siebie nawzajem. Najpiękniejsza konieczność życia…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.02.2008 11:42

To "prawidłowe ukierunkowanie",Alicjo,w chrześcijanstwie jest wspólnym,małzeńskim--o ile osoby mają wolę i serce do bycia parą na dobre i złe i trudy zycia---zmierzaniem do prawdy objawionej przez Chrystusa:ze jestesmy dziecmi bozymi.A to tak wiele znaczy i wcale nie jest łatwo dostrzec nam niewinne dzieci w sobie,dzieci zdane na łaske bozą,ktora mieszka w nas.Nie jestem chrześcijanką,ale rozumiem--pewno jak wiekszość ludzi--zawartość symbolu "dziecka bozego"i często tesknie do tego,zwłaszcza jak droczymy sie jak dzieci,bijemy jak dzieci,gniewamy i przechwalamy sie jak one i etc.Wlasnie dlatego rozumiem intencje koscioła,gdy stara sie nam przekazac,jak odpowiedzialne jest uczestnictwo w małzenstwie,czy tez w zwiazku mężczyzny z kobieta,gdzie dodatkowo emocje zwiazane z cielesnoscia wchodzą nie zawsze w czyste gry.Dlatego rozumiem tez troskę koscioła o relacje mesko-kobiece w dobie,kiedy cielesnosc opanowuje i zawłaszcza kazdy zakątek naszej uroczej globalnej wioski.Tylko,ze czasem kosciół traktuje nas juz zupełnie jak dzieci,nie chcąc pozwolic na samodzielnosc w decydowaniu o najgłebszych naszych sprawach (np.zakaz prawny aborcji),tak jakby zakładając odgornie naszą złą wole.I tu rodzi sie pytanie: czy dzieci boze są z natury zle,skłonne do popełniania zła(aborcji?).To pytanie,chyba,szersze--o nasz udział w boskości.Moze to jest dziecinne pytanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

> ginko

Dziękuję za głos. Uświadomienie sobie "w czym się uczestniczy" rzeczywiście jest podstawą dla prawidłowego ukierunkowania danej relacji. Może być początkiem jej pogłębienia albo i odejścia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.02.2008 10:15

Cenna obserwacja Mieczysława Gogacza,ze relacje miedzyosobowe są,albo moga być "domem" dla ludzi,którzy uczestniczą w nich w majestacie swojej "obecności"---jak to pięknie wyrazono. W pełni świadomi tego,ze własnie tu i teraz są z druga osobą,ze zaistniała mozliwość otwarcia sie na nią.Moze jednorazowa,moze niepowtarzalna,a moze jedna z wielu,bo wielokrotnie wchodzi się do domu...I do domu chce sie wchodzić.
Chrześcijaństwo,o ile wiem,zawsze podkreslało cenność pełnego otwarcia sie na drugą istotę i spotkania z nia w Chrystusie,czyli-jak rozumiem-w prawdzie zbawczej.Choć to moze patetycznie brzmieć,ze mężczyzna i kobieta mogą chciec sie nawzajem zbawic,kiedy sie kochaja,to myslę,ze wiekszosć par zaakceptowałaby taką perspektywę,nawet nie wiedzac precyzyjnie,co oznacza to całe zbawienie.
PLUS (+) dla tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ładnie napisane +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzisz? Wiedziałam...
;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak nie na ryby to gdzie? Na grzyby? A może na lwyby? ;-)
Ja bym stawiała jednak na ryby, bo "podobno ryb łowienie nerwy leczy" jak śpiewał, Wiesław Michnikowski ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A powinna razem z nim tam iść, rozpalić olbrzymy ogień i zlowione przez niego ryby rozgryzać zębami w ekstatycznym tańcu.
Wszystko inne to takie pitu pitu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, ryby. Prastary symbol chrześcijaństwa, Adamie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ryby...
Akurat!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, to zdrówka życzę w takim razie.

Pięć razy zaczynam koment i za każdym razem bez sensu mi się to wydaje. Powtórzę zatem za Kareninem. Jak wg kościoła mają spotkać się Kobieta i Mężczyzna, skoro tak opresyjnie instytucja ta podchodzi do seksu?
W warzywniaku mają się spotkać, gdzie On kupi cebulę, a Ona doradzi, że ziemniaczki nieco przemarzłe?

Wyrazem takiego prymitywnego podchodzenia do kobiecości był nie tak dawno opublikowany art Jakuba, gdzie to gloryfikował kobiety, że są takie miłe i ładne.
A Kobieta to także Wiedźma.
i wcale, Panowie, nie chodzi tu o teściową.

Podsumuję i powiem, ze kosciół kierowany przez facetów za kobiecość uważa serwilizm parafianek.
I rzeczywiście, wyedukowanym w ten sposób mężczyznom wydaje się, że największą tajemnicą jaką muszą zgłębić to ta, dlaczego żona łazi po sklepach skoro nie ma kasy. A kobiety piszą do Tiny rozpaczliwe listy, ze mąż jej nie rozumie bo chodzi na ryby.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.