Jerzy Hadyk ps. Artefun, znany śląski malarz opowiada o swojej twórczości, poszukiwaniach i ideałach, zdradza sekret bycia dobrym artystą.
Jerzy Hadyk, znakomity śląski malarz zamieszkały w Tarnowskich Górach. Znany pod przyjętym na użytek aukcji Ebay pseudonimem Artefun {z ang. art-sztuka, fun-śmieszny}. Absolwent Wydziału Grafiki Artystycznej na ASP w Krakowie.
Jak rozpoczęła się Pana przygoda z malarstwem?
Z malarstwem jestem związany od zawsze. Mój ojciec był malarzem i to chyba po nim odziedziczyłem, wspólnie malowaliśmy. Mój dziadek także tworzył własne dzieła.
Czy chciałby Pan, żeby również dzieci kontynuowały tę rodzinną tradycję?
Mój 18 letni syn już maluje. Może nie z taką pasją jak ja, ale staram się go wspierać. Ma już za sobą pierwsze komercyjne sukcesy. Nauczył się, że można sprzedawać obrazy, co bardzo psuje artystę na starcie.
Jakie różnice dostrzega Pan między obrazami swoimi, a dziadka, ojca i syna?
Idziemy z duchem czasu. Moje malarstwo jest bardziej nowoczesne, niż mojego ojca, a tym bardziej dziadka, który był amatorem bardzo zręcznym, ale i tradycyjnym. Syn jeszcze nie ma wyrobionego stylu, maluje dosyć nieśmiało.
Pana prace można spotkać w prywatnych kolekcjach znajdujących się w różnych krajach europejskich, takich jak Niemcy, Francja, Belgia, a nawet USA. Jak ludzie pochodzący z tak różnych krajów odbierają Pana twórczość artystyczną?
Maluję dla wszystkich, a w Europie wszyscy mają wspólne korzenie estetyczne. Podoba nam się to co wywodzi się z naszej kultury. Mało zrozumiała jest dla nas sztuka chińska, czy azjatycka.
Jest taka teza, że artysta tworząc swoje dzieła opiera się na swoich doświadczeniach życiowych, tworzy pod wpływem swoich uczuć. Zgadza Pan się z tym? Jakie to ma odzwierciedlenie w Pana twórczości?
Oczywiście, zgadzam się. Maluję pod wpływem własnych uczuć i doświadczeń - tych, które już nabyłem, i tych które dopiero chciałbym nabyć. W ten sposób stwarzam swoją własną kobietę, jak w micie o Pigmalionie.
Malując kobiece akty czerpie Pan inspiracje ze zdjęć. Co fascynuje w malowaniu tego rodzaju obrazów?
Kobieta to świat, dla mężczyzny to sens życia w przenośni i dosłownie. Akt kobiecy to dla mnie symbol życia, jest w tym coś intensywnego i pierwotnego. Kobieta jest najwspanialszą weną, posiada najważniejsze kształty we wszechświecie.
Jaka według Pana jest kobieta idealna? Czy taki ideał istnieje?
Istnieje w mojej wyobraźni. Jest ona męskim marzeniem o silnej, uczuciowej, pełnej miłości do świata, kobiecie świadomej swojego piękna. W każdej istocie płci żeńskiej jest gdzieś ukryta część tego ideału.
Czy Pańska żona była kiedykolwiek inspiracją obrazów?
Tak, oczywiście, to moja wielka miłość. Choć prawie nigdy nie chciała mi pozować.
Największa artystyczna ambicja związana z malarstwem?
Doskonały obraz, pod każdym względem. Mistrzostwo, którego nigdy nie osiągamy, lecz bezgranicznie do niego dążymy.
Jakie cechy powinien posiadać dobry artysta, malarz?
Powinien być szczery w tym co robi i świadomy swoich ograniczeń. Stać mocno na ziemi, a głowę mieć w chmurach. Ale najważniejsze jest to, by kochał otaczający go świat i ludzi.
Jakie rady udzieliłby Pan młodym ludziom, którzy dopiero zaczynają przygodę artystyczną?
Żeby uczyli się od starych mistrzów, po to, aby później móc się przeciwko nim buntować. Najpierw trzeba coś umieć, aby odrzucić to lub zmieniać. Muszą nauczyć się grać, a potem improwizować - nie odwrotnie.
Podejrzewam, że Pana mistrzem był ojciec…
Tak, to prawda, najpierw był nim mój ojciec. Potem inni malarze - Picasso, Rembrandt czy Van Dyck oraz wielu współczesnych artystów.
Mówi się, że artysta jak bardzo kocha to co robi, tak bardzo tego nienawidzi Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?
Jak mówią, miłość i nienawiść dzieli dość cienka granica, więc może coś w tym jest, że to co kochamy staje się naszym piekłem...
Czy to prawda, że artyści są bardziej wrażliwi na otaczający nas świat i często czują się niezrozumiani?
Myślę, że tak... Widzę to po moich znajomych, nie widzą wokół tego co ja, bardzo mnie to smuci. Sądzę, że trzeba nauczyć się patrzeć na otaczający nas świat, a do tego potrzebna jest specyficzna wiedza i czas.
W takim razie, co chciałby Pan zmienić w otaczającym nas świecie?
Zmienić? Zmienić mogę siebie i to z trudem… Ale chciałbym żeby moje obrazy uczyniły choć kilka osób wrażliwszymi i żeby ktoś coś dobrego zrobił pod ich wpływem.
Ukończył Pan ASP w Krakowie, jak wspomina Pan okres studiów?
Bardzo przyjemnie, dużo imprez. To były całkiem inne czasy, mieliśmy w sobie więcej „ognia”, buntowaliśmy się. Był inny system polityczny, rządziło kłamstwo, a tego artyści nie lubią najbardziej, buntują się przeciw temu. System był chory, nienormalny, oparty na kłamstwie, o którym wszyscy wiedzieli, a mimo to udawali, że wszystko jest w porządku. Potem zniszczyła to Solidarność. W całym swoim życiu nie spotkałem ludzi lepszych niż ci, których poznałem na studiach. Oprócz żony oczywiście…
Plany artystyczne na najbliższy czas?
Mam wiele zamówień na obrazy - cykl 9 obrazów o kobiecie i miłości. Latem planuję zrobić wystawę w Austrii, dlatego też czeka mnie wiele pracy.
Rozmawiała: Malwina Turek
DP