Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14119 miejsce

Kobieta niczym szczyt Mont Everestu

Kobieta niczym szczyt Mont Everestu czyli słów kilka o „Kobiecie, której nie ma” w Teatrze Kotłownia. Autorski monodram Bartosza Bandury zaskoczył publiczność...

 / Fot. Maciej Kurłowicz / Fot. Maciej KurłowiczDziesiąta premiera w teatrze Kotłownia w Drezdenku, niemal na finiszu drugiego sezonu i kolejny monodram w wykonaniu Bartosza Bandury. Kiedy aktor sam poszukuje interesującego go materiału literackiego, kiedy dokonuje tłumaczenia i opracowania tekstu, kiedy gra i reżyseruje jednocześnie, to może z tego wyjść coś genialnego, albo totalnie nieudanego... Jak było? Zachęcam oczywiście do przeczytania niniejszej recenzji, bardzo subiektywnej, bo sztukę tylko i wyłącznie możemy odbierać subiektywnie, ale jeszcze serdeczniej zachęcam do obejrzenia przedstawienia, a okazja będzie niebawem, już 10 czerwca zostanie wystawiona „Kobieta, której nie ma” na zakończenie i podsumowanie sezonu.

Kameralna salka wypełniona po brzegi widzami, pomiędzy którymi przeciska się alpinista, gogle zwisają niedbale przymocowane do kasku, w dłoniach kijki, wielki plecak na grzbiecie i nie wiedzie czemu wydziera się przywołując jakąś tajemnicza Anię. Stoi pod oknem i krzyczy... Po chwili już wiemy, ze to była dziewczyna bohatera tej sytuacji, który straszy wszystkich, że jak kobieta nie wyjrzy przez okno, będzie śpiewał... Przypomina się niemal natychmiast początek jednego ze szlagierów zespołu Ich Troje, tu jedynie Jolka została zastąpiona Anią. Mężczyzna próbuje wytłumaczyć swoje nagłe znikniecie pokrętną historią, która w widzach co kilka zdań wzbudza fale radości, wywołując niczym nieskrępowany śmiech. Zabawnie i mądrze skrojony tekst wciąga publikę coraz bardziej. „Czytałem o mężczyźnie, który wyszedł o północy ze swojego namiotu, żeby się wysikać i wpadł na puszczyka krótkowidza – taki ptak – no … i to był ostatni raz, gdy sikał”, nie sposób się nie uśmiechnąć, tym bardzie, że od razu wielu ma skojarzenia z „ptakiem” zupełnie innym. Osobiście odpadłem w chwili, gdy himalaista mówi do swej ukochanej „Pocztówkę ci przywiozłem”! Zdarzyło się i mnie, że ktoś z przyjaciół wracając z zagranicznej podróży, także wśród suwenirów wręczał pocztówkę z pięknym widokiem, tłumacząc, że sami przywieźli szybciej, niżby „szło pocztą”. Taka szkocka czy w naszym wykonaniu, poznańska oszczędność... Co wypowiedziane zdanie, to kolejna gafa, jakby mężczyzna sam chciał się pogrążyć w oczach kobiety, „nie ma na świecie nic bardziej przerażającego niż kobieta” - wyznaje. By po chwili wydukać „Cała ta wyprawa, to wszystko po to, by się odważyć się… by zdobyć się na odwagę, żeby… żeby spytać się, czy… Aniu, czy wyjdziesz za mnie”?

Brzuchy bolą ze śmiechu, zapowiada się radosny wieczór. Przyciemnione światło, ten sam bohater, we wnętrzu pokoju, walczy ze stertą ubrań, jakby dopiero wyjął je wszystkie z ogromnej walizki czy plecaka. Rzeczy leżą dosłownie wszędzie, a on gmera przy kamerze na statywie. Ten sam mężczyzna dalej snuje swoją opowieść, „Cześć. To ja. Nagrywam wiadomość dla Ciebie, bo mam coś do powiedzenia”. Wszyscy jeszcze rozbawieni poprzednią sceną, podejrzewają, że taki klimat spektaklu będzie do końca... Facet już nie jest werbalnie tak pogubiony jak podczas rozmowy z ukochaną Anią, dalej kręci się trochę jak pies wokół własnego ogona, nakłada na siebie kolejne części garderoby, to już nie jest druga koszula na koszulę, bo przyszedł i sweter, marynarka, krawat, kurtka. Zaczyna jednak mówić w sposób bardzo emocjonalnie zborny i składny, dokładnie wie co powiedzieć i po co. „Pewnie zadajesz sobie pytanie, po co to robię, po co nagrywam ten film już dziś. Otóż: robię to, ponieważ cię kocham. Bardzo. Mimo, że mnie nie znasz – kocham cię”. Czyżby nowa kochanka, ale czy można kochać kogoś kogo się nie zna?... No przecież, że można, jakieś fatalne zauroczenie, zadurzenie w nieznajomej... To jednak nie ten trop, po chwili dowiadujemy się, że jeszcze nigdy się nie spotkani, nie patrzył jej w oczy... Już się nikt nie śmieje, każdy próbuje rozkminić na swój sposób, tę sytuację. Może to jakiś stalker, prześladuje biedną kobietę, wszak wyznaje „Jestem twoim największym wielbicielem i zawsze będę. Zrobię wszystko, by tak było. Największy wielbiciel! To nawet nieźle brzmi”! Sytuacja się zagęszcza jak w mocnym thrilerze. Jakieś wspomnienia z dzieciństwa mężczyzny, opowiedziane relacje z rodzicami, przemyślenia dotyczące systemu edukacji, przywołane z imienia obiekty podbojów sercowych. Wszystko po to, by wreszcie trafić niemal prosto w serce słuchacza kolejnym, bardzo osobistym, ale i wyjątkowo prawdziwym wyznaniem. „Powiem ci, czym dla mnie jest miłość. Miłość to chaos. To miliard poplątanych i zagmatwanych myśli, które rządzą tobą. To cudowne uczucie. Miłość wyniszcza. Potrafi całkowicie obnażyć, dać wszystko i w tej samej chwili zabrać, zostawiając ciebie bez tchu, w rozpaczy i przerażeniu”. Któż z nas nie doświadczył podobnego stanu, któż nie miotał się między nocą, a dniem, nie wiedząc co ze sobą począć, jak dalej żyć...

Wreszcie się okazuje kim jest adresatka nagrania video, pojawiła się sześć tygodni temu, ale jej mama – Ania, nie chce mieć nic wspólnego z ojcem dziecka... Ponoć złamał jej serce... On nie pije od sześciu tygodni, marzy by córka poznała go właśnie takiego, trzeźwego, odpowiedzialnego, wszak jest jej największym wielbicielem, jest jej tatą... Zaczyna robić się wzruszająco i wszystkie puzle tej pogmatwanej opowieści zaczynają się układać w całość. Już wiemy, że on chciałby, aby dziewczynka miała na imię Zofia, po babci, sam pozostaje nadal bezimienny. Rejestrację kończy słowami; „Ciekaw jestem, kiedy zobaczysz to nagranie. Może mając osiemnaście czy dwadzieścia lat. Zdasz sobie sprawę z tego, że w dzień, w którym dowiedziałem się o twoim istnieniu, zmieniło się wszystko. Chciałbym, abyś odtwarzała to nagranie zawsze wtedy, kiedy będzie ci źle i smutno. Jeszcze będziesz ze mnie dumna”. Gdyby każdego ojca stać było na takie wyznanie, gdyby stać było na takie postanowienie, o ileż szczęśliwiej żyłoby się nie tylko ich dzieciom, rodzinom, ale wszystkim dookoła. Tak mało we współczesnych ludziach uwagi na drugiego człowieka, tak mało empatii...

Znowu przygaszone światło, a w pośpiechu zdjętą kurtkę puchową nasz znajomy bezimienny, upycha znakomita większość rzeczy. Gdzieś w głębi sceny leży ni to manekin, ni to człowiek, przy którym mężczyzna przysiada na krzesełku, by poczytać jak zawsze podczas wizyt. Przeprasza, że Ania nie przyjechała z nim, nie mogła, będzie następnym razem. Zaczyna czytać głośno i powoli, przepiękny tekst o miłości. Na koniec zostawia kobietę, a tym samym wszystkich widzów ze słowami, które długo będą jeszcze dźwięczały w uszach, „Zosia narysowała laurki dla ciebie. Powiedziałem jej, że niedługo będziesz mogła się z nią spotkać. Czekamy na ciebie”. Gaśnie światło, tym razem do końca, do całkowitej ciemności i nikt nie ma zamiaru zacząć klaskać. Po zapaleniu reflektorów, gdy z mroku pojawiła się postać aktora, który ukłonił się, zrywają się owacyjne oklaski, ktoś wstaje z krzesła natychmiast, by poderwać pozostałych. Brawa, kwiaty, ukłony i ciągłe brawa. Czy może się zdarzyć aktorowi większa przyjemność za włożoną pracę w wykreowanie nowej, odmiennej rzeczywistości?... Teatr to dziwne miejsce, w którym poddajemy się snutej przez aktora opowieści, spijamy słowa, chłoniemy emocje od radości, poprzez wyciszenie, do wzruszenia. To bardzo dobra premiera, bardzo mądrze stworzona i zagrana rola. Bandura rozwija swój talent aktorski i zdobywa sympatię kolejnych widzów. Podobnie jak Kotłownia zdobywa nowych wielbicieli tego miejsca, tym razem były to całkowicie obce kobiety z Międzychodu, ale już zapowiedziały, ze będą wracały. Do takich miejsc warto wracać i na takie spektakle warto chodzić, ubogacają nasze człowieczeństwo, uwrażliwiają, dotykają tego co ważne i co stanowi istotę naszego bycia tutaj.

Kobieta, której nie ma – monodram autorski Bartosza Bandury
premiera – Teatr Kotłownia w Drezdenku – 14 maja 2017r.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.