Facebook Google+ Twitter

Kobieta też polityk - przed drugą turą wyborów we Francji

Pierwsza tura wyborów prezydenckich w kraju nad Sekwaną za nami. Centroprawicowiec Nicholas Sarkozy wyszedł po niej z kilkuprocentową przewagą nad Segolene Royal z Partii Socjalistycznej. Wszystko wskazuje na to, że wygra ten pierwszy.

Kandydatka socjalistów na prezydenta Francji, Segolene Royal oraz centrysta Francois Bayrou podczas debaty telewizyjnej w Paryżu. / Fot. PAP/EPA/Lucas DolegaNie można jednak wykluczyć, że na fotelu głowy państwa usiądzie pierwsza w historii nowożytnej Francji kobieta. Segolene Royal właśnie. Pani Royal nie wzięła się w pierwszej lidze francuskiej polityki znikąd. Już w 1988 roku debiutowała w Zgromadzeniu Narodowym Francji jako przedstawicielka departamentu Deux-Sevres. Kilka lat później objęła funkcję ministra ds. spraw środowiska. Do roku 2002 pełniła ministerialne obowiązki w resortach szkolnictwa, pracy, solidarności społecznej, rodziny, dzieci i osób niepełnosprawnych. Wygrała już raz wybory prezydenckie, tyle że małe - w 2004 roku, do regionu Poitou Charentes. Dwa lata temu zgłosiła swoją kandydaturę na prezydenta Francji 2007. Jest bliska celu.

Ale czy się uda?

Zwycięstwo może okazać się trudne, zwłaszcza według sondaży, które nie są na korzyść socjalistki. Sarkozy to człowiek z charyzmą, potrafiący pociągnąć za sobą tłumy, obiecujący obywatelom stopniowe wycofywanie wojsk francuskich z Afganistanu, w chwili, gdy większość społeczeństwa każdego europejskiego kraju jest przeciw stacjonowaniu swoich wojsk na Bliskim Wschodzie. Dla Georga Busha wycofanie stamtąd armii USA byłoby gwoździem do trumny, przyznaniem się do porażki, co wiąże się z przegraną Stanów Zjednoczonych nie tylko z terroryzmem, ale i z całym światem. Ale Sarkozy nie ma nic do stracenia. Pamiętne słowa amerykańskiego demokraty Harrego Reida o przegraniu wojny USA z Irakiem mogą być rękojmią jego antywojennej, racjonalnej decyzji. Przy okazji wypełni wolę swego narodu i zyska kolejne głosy przed drugą turą wyborów.

Jednak istnieją równie racjonalne przesłanki, które dla Royal dają większe szanse na zwycięstwo, mimo sondaży. Po pierwsze płeć kandydatki. To, że jest kobietą działa w dzisiejszej Francji na jej korzyść, bo społeczeństwo, przyzwyczajone do męskiej elity politycznej nie ufa mężczyznom u władzy, uważając, że potrafią oni tylko przypiekać kiełbaskę wyborczą na dużym ogniu własnych kłamstw, a po głosowaniu nie starają się spełniać swoich obietnic. Że kobieta może okazać się bardziej sumienna w wykonywaniu powierzonych jej przez państwo zadań. Zresztą nie można tego zweryfikować, bo przecież przed Royal na najwyższym stanowisku w tym kraju nie było nigdy kobiety! Więc trzeba by wreszcie sprawdzić ten wariant, dać jej szansę. Druga sprawa to jej “polityczna przeszłość”, mogąca podobać się niezamożnemu elektoratowi, którego we Francji nie braknie (patrz niedawne zamieszki biednej młodzieży z przedmieść Paryża). Wymienione przeze mnie na początku zaangażowanie pani Royal w sprawy rodziny, niepełnosprawnych, dzieci, mimo że trąci populizmem potwierdza jej prospołeczną postawę. Kolejna sprawa to walka o poprawienie statusu kobiet we Francji.

Kto ma to zrobić, jeśli nie femme?

Zresztą można przypuszczać, że głosy z całkiem świeżych sondaży są rozłożone między Sego a Sarko (tak mówią na nich w skrócie Francuzi) niemal zgodnie z podziałem francuskiego społeczeństwa na mężczyzn i kobiety - 47 do 53 proc. Jednak to byłaby za prosta rachuba. Polityka to nie liczby. Elektorat żeński w najbardziej obok Czech zlaicyzowanym kraju Europy powinien być skłonny do poparcia Royal też z tego powodu, że będąc ministrem szkolnictwa zgodziła się na zwiększenie w szkołach średnich dostępności pigułek wczesnoporonnych. Poza tym, w analogii do sąsiednich Niemiec, gdzie pod rządami żeńskiej kanclerz trzecia co do wielkości gospodarka świata ma się dobrze - fotel prezydencki dla rywalki Sarkozego nie wywołuje tak wielkich obaw, aż tak nie dziwi, a pokazuje, że kobieta potrafi. Zresztą, pozostając przy porównaniach Royal do Merkel, czyż nie są one do siebie podobne jeśli chodzi o skromność, brak potrzeby “błyszczenia”? Łączy je na pewno klasyczny styl ubierania się. Czy połączy podobne stanowisko w państwie? Francja potrzebuje człowieka, który popchnie ją w stronę zmian, przewietrzy duszny od konserwatyzmu chiracowski pałac prezydencki.

Czy jest w stanie tego dokonać Segolene Royal?

Wszak zapowiada ona stworzenie nowej, Szóstej Republiki. O jej nowoczesnym stylu rządzenia mogą też świadczyć wypadki z ostatnich dni, a mianowicie sprzeciw Royal w sprawie zakazu jej debaty z wielkim przegranym tych wyborów, trzecim w pierwszej turze Francoisem Bayrou. Socjalistka wystąpiła przeciw prawu medialnemu, które zakazuje takich potyczek na forum publicum między turami. Do swoich poglądów na ten temat namawia też dziennikarzy, dla których kolejne publiczne face-to-face polityków jest wodą na młyn. Wie o tym sprawczyni tego zamieszania, zyskując ich poparcie i ewentualne głosy. A o nie przecież nie jest łatwo, zwłaszcza dla Royal. Bo skąd w ciągu dwóch tygodni wziąć kilka procent dodatkowego poparcia, nie tracąc przy tym oddanych wyborców? Ale, jak mówi francuskie powiedzenie, “la garde muert et ne se rend pas” - “gwardia umiera, ale sie nie poddaje”. Eksperci we Francji twierdzą, że jedyną alternatywą dla socjalistki jest zjednanie elektoratu Bayrou. Ale bayrou'owski "rząd dusz" można zdobyć tylko przez obiecanie jej przede wszystkim walki z bezrobociem. Jednak debata Royal - Bayrou, do której w końcu doszło, polegała bardziej na wdzięczeniu się tej pierwszej do wielkiego przegranego wyborów, Bayrou. Ale Royal potrafi też zaskoczyć agresywnością, co udowodniły niedawne ataki na Sarkozego i zarzucanie mu autorytaryzmu również nie pasuje do jej wizerunku kobiety łagodnej, “stonowanej politycznie”, niecharyzmatycznej. Może jej agresywne zachowanie jest obroną przed męskim “dzieleniem i rządzeniem” we francuskiej polityce? A może budzi się w niej charyzma?

Francja jest od zawsze liczącym się krajem w Europie. Dziś jednak wyjątkowo. Od tych wyborów zależą przecież co najmniej dwie sprawy dużej wagi - uwolnienie porwanego przez Talibów członka organizacji charytatywnej Terre d'Enfance. Porywacze żądają wycofania francuskich wojsk z Afganistanu, czekając z tą decyzją do 10 maja, wtedy to ruszają na nowo wybory nad Sekwaną. Druga sprawa to konstytucja europejska, nad którą rozmowy są zapowiedziane po wyborach we Francji. Ostatnie godziny wskazują na rosnące powoli poparcie dla Royal. Według sondaży różnica głosów między nią a centroprawicowym przeciwnikiem wynosi 2-3 punkty procentowe.

Zaczyna robić się gorąco...

Kiedy Władimir Putin miał przejąc władzę w Rosji z rąk Borysa Jelcyna, powiedział: "Myślę, że nie jestem jeszcze gotowy". Jak się okazuje obawy Putina były niepotrzebne. Segolene Royal sprawia takie wrażenie, że nie jest jeszcze gotowa do rządów. Bardziej niż kobieta-polityk jawi się opinii publicznej jako dziecko-polityk. Ale może to jest właśnie "kompleks Putina", który minie po zwycięstwie nad Sarkozym?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zachęcam do śledzenia kampanii

na blogu

http://francjawybiera2007.blox.pl/html

komentarz dla wypowiedzi p. Adama Plona - kampania trwa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.