Facebook Google+ Twitter

"Kobieta w klatce", czyli jak pokonać strach?

Tajemnicze zniknięcie młodej parlamentarzystki, niewyobrażalne cierpienie ofiary zamkniętej w klatce i z pozoru bezsensowne śledztwo po latach - tak można opisach powieść Jussiego Adlera-Olsena.

okładka / Fot. Weronika TrzeciakJak wiadomo, pierwsze 24 godziny od momentu zaginięcia osoby są najważniejsze. Po tym czasie coraz trudniej jest ją odnaleźć. Prawdopodobieństwo maleje z każdym dniem, tygodniem, miesiącem... Czy w takim razie możliwe jest wyjaśnienie czyjegoś tajemniczego zniknięcia po 5 latach, gdy wszelkie ślady zostały już dawno zatarte? Brzmi niewiarygodnie. Jednak właśnie z takim przypadkiem musi zmierzyć się Carl Mørck, detektyw po przejściach, którego szefowie chcą się pozbyć z oczu, nawet za cenę utworzenia specjalnego wydziału, którym będzie dowodził.

Otóż w 2002 roku z pokładu promu płynącego do Berlina zniknęła Merete Lynggaard, piękna, młoda i przebojowa parlamentarzystka. Śledztwo stanęło w martwym punkcie, a do akt wpisano "nieszczęśliwy wypadek". Musiało minąć 5 lat, by ktoś ponownie zajął się tą sprawą. A konkretnie Departament Q, nowo utworzony wydział policji kryminalnej w Kopenhadze z Carlem Mørckiem na czele.

Jak można się domyślić, to właśnie Merete jest tytułową kobietą w klatce. Jussi Adler-Olsen opisuje niewyobrażalne cierpienia ofiary, która początkowo żyje w zupełnej ciemności. Dopiero na urodziny dostaje nietypowy prezent od sprawcy porwania - światło. Długie zamknięcie powoduje depresję, a co za tym idzie - myśli samobójcze, ale także przemożną chęć wydostania się z więzienia. Tylko czy jest to możliwe? I dlaczego znalazła się w takim żałosnym położeniu?

Muszę przyznać, że trudno mi zakwalifikować tę książkę do konkretnego gatunku. Na okładce widnieje "thriller", ale nie jestem przekonana. Gatunek ten kojarzy mi się z napięciem, dreszczykiem emocji, walką z czasem. Jak mawiał Alfred Hitchcock, mistrz suspensu film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. "Kobieta w klatce" spełnia po części tę zasadę. Na początku autor serwuje nam "trzęsienie ziemi" w postaci mocnego opisu. Palce miała całe we krwi od drapania w gładkie ściany, a od walenia pięściami w grube szyby straciły czucie w dłoniach. Co najmniej dziesięć razy pochodziła po omacku do stalowych drzwi, wsuwała paznokcie w szczelinę i szarpała, ale drzwi były niewzruszone, a ich krawędź ostra. Jednak potem emocje trochę opadają, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego bardziej skłaniałabym się za powieścią kryminalną. Jest detektyw, tajemnicza zagadka kryminalna sprzed lat oraz drobiazgowe dochodzenie. Czytelnik może poznać krok po kroku, jak zdobywane są nowe fakty w sprawie.

Motyw rozwiązywania niewyjaśnionych spraw sprzed lat skojarzył mi się z serialem "Dowody zbrodni" o zespole detektywów z filadelfijskiej policji. Ale to jedyne podobieństwo. W Departamencie Q nie ma żadnego zespołu - jedynie Carl Mørck i jego asystent Assad, który jest muzułmaninem. Mørck w moim odczuciu jest trochę irytujący. Zachowuje się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Początkowo nie chce zapoznać się z policyjnym raportem, przez co podczas przesłuchiwania świadków, rzuca się na żywioł. Nawet jego pomocnik z przypadku zna więcej faktów dotyczących porwania Merete Lynggaard. Mørck ma za to żądania, własny samochód i kilku policjantów, najlepiej z prawem jazdy. Ale to jest celowy zamysł autora.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.