Pozycja materiału w rankingach:
O Wysłanniku Allaha! Kto pośród ludzi najbardziej zasługuje na moje towarzystwo?” Prorok powiedział: “Twoja matka.”
Tunezyjska kobieta w długiej sukni powoli zanurza się w morzu. Wilgoć nasącza ciemną tkaninę. Jej ubiór i zakryte czadorem włosy przyciągają uwagę spacerujących po plaży turystów bardziej niż półnagie kobiety z Europy. Wie o tym jej mąż czekający nieopodal z ręcznikiem i nie spuszczający z niej wzroku.
Wieczorem dym nargili rozprasza się, a kawiarnie, restauracje, ulice i domy uciech pustoszeją. Synowie marnotrawni powracają do swych matek i żon. Poniekąd są szczęściarzami, gdyż nie zdarza się często, by dom był pusty, a kobieta biegła na dworzec do odjeżdżającego za chwilę pociągu. I potem dzwoniła do oszołomionego mężczyzny, że jest w jakimś zabitym dechami osiedlu na pustyni, z kochankiem, który tymczasem wiele dla niej znaczy, i że nie wie, czy wróci, ale prosi, by na nią nie czekał. Albo, zresztą, niech poczeka. Albo lepiej nie... On zatem czeka, wypija przeszmuglowane skądś piwo i maluje kolejne akwarele, wierząc, że pewnego dnia będą się razem śmiać z jej zapomnienia. Teraz jednak sam postanawia szukać zapomnienia w wyludnionym burdelu trafiając w objęcia prostytutki z Mitteleuropy
Nieopodal, na chodniku, dostrzegam grupkę tunezyjskich nastolatków. Ubrani są w sportowe bluzy; na jednej z nich dostrzegam czerwona gwiazdę - symbol islamu. Dyskutują zawzięcie a jeden z nich wybucha śmiechem. Gdy powoli zbliżam się do nich, milkną. Boję się, cholera, ale idę... Moje obcasy stukają ogłuszająco, a krew rozsadza mi skronie… Nagle chłopcy milkną i po chwili ustępują mi miejsca na chodniku, schodząc na jezdnię...
Ty mi za darmo dasz! – wykrzyczane ze śmiechem i z niezachwianą pewnością siebie przez młodego tunezyjskiego poliglotę brutalnie ściąga mnie na ziemię. Wzdrygam się... ale to nie ja byłam adresatką tych słów, tylko dwie moje rodaczki. Mimo chłodnego popołudnia, ubrane w mikroszorty i bardzo oszczędne topy, epatujące rozpuszczonymi blond włosami, cieszą się wibracjami pożądania, które niosą się od trzech smagłych brunetów. Udając, że nie rozumiem po polsku, spokojnie odpływam przed siebie. Po drugiej stronie ulicy widzę rozradowanego Milkshake’a. Nazywam go tak, odkąd uraczył mnie tym specyfikiem, a nazwał tak mleko z grudkami, nie do końca rozpuszczonego cukru. Ohyda... Tymczasem on przebiega ulicę i mówi, że jeżeli chcę przejść na islam, to on mi chętnie pomoże. Już pomógł swojej żonie, Angielce...
W hotelu żegnam się z Tunezyjką, z którą przeszłam na „tamtą” stronę... Otwieram jej drzwi, zaś Ona idzie do windy, w drzwiach jeszcze odwraca się, uśmiecha i macha mi ręką na pożegnanie...
Wiem, że skręci w jedną z wąskich uliczek nie opodal meczetu, przejdzie przez niewielkie niebieskie drzwi, a na jej spotkanie wybiegnie dwoje małych dzieci. Pozostała trójka jeszcze dzielnie kopie na sąsiedniej ulicy piłkę. Potem kobieta poda mężowi kuskus. Mężczyzna po posiłku zamknie za sobą drzwi, zostawiając nieco zapachu potu i piżma.Zobacz także:
Artykuły
(35)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(3.77)
Miejscowość: Słupsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz 28.08.2010 09:20
Beznadziejny tekst, niewielka wiedza i duzo lania wody. Jestem przeciwny tego typu gadce, a uwierzcie wiem i widzialem o wiele, wiele wiecej niz jest tu napisane.
Jakub Lepiorz 01.03.2008 18:51
Dla mnie magicznie napisane :) Ciekawe spojrzenie na sprawę nagości i godności z tym związanej.
Autor usunął profil 23.02.2008 09:36
Świetny tekst! wywołuje uczucie zadowolenia i błogości...
+
Sabina Rudnicka 12.02.2008 17:43
+ niebanalny tekst, ilustracje, konkret
Lidia Raś 11.02.2008 17:21
"+" , choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nieco wyidealizowany ten obraz, to jednak magia opowieści wzięła górę :-) Mam znajomą, która wyszła za mąż za Marokańczyka i... no, różnie bywało! Chyba jednak rozumiem intencje tego tekstu; zresztą sama napisałaś w komentarzu, że o negatywnych stronach islamu sporo już napisano, więc może warto pokazać ten inny świat. I choć chwilami pióro ponosiło :-) , to tekst czyta sie świetnie.
Autor usunął profil 11.02.2008 00:48
Skawel:
Offtopy są solą każdego Tekstu :)
Co do Dalekiego Wschodu - no tak. Teraz rozumiem. I z tym, a właściwie z Tobą zgadzam się (bo operujemy podobnym Słownikiem :)
Myślę, że tam jest ogromny potencjał, ale osobiście bardziej sympatyzuję z Indiami, bo nie mają takich autorytarnych tradycji jak Chiny. Ten nowy smak i brak westernizacji, o której piszesz, może być nota bene atutem każdego kraju, który prężnie się rozwija. I szkoda, że tak nie jest właśnie na Bliskim Wschodzie. Tunezja to kraj bez etosu pracy. I nie widziałem tam specjalnie zaczynu ani motywacji do takiego myślenia, jaki spotyka się w Chinach czy ostatnio w Indiach. Trudno mi powiedzieć czy to ma związek z tradycją i religią. Z drugiej strony myśl suficka też ma swoje atuty i potencjał. Ale chyba niewielu sięga do tej tradycji.
Co do buddyzmu – nie przejmowałbym się czy Zachód rozumie tę (?) religię. Mam wątpliwości, bo de facto nie jest to religia, ale raczej rodzaj ścieżki. W tym sensie – zwłaszcza uwzględniając tradycje mniej szamańskie jak chińskie chan czy japoński zen – to droga bardzo uniwersalna, którą może podążać każdy, w każdym czasoprzestrzennym kontekście. Sądzę, że Dalajlama miał raczej na myśli tradycyjny, historyczny buddyzm, a to mnie (nas?) mniej interesuje. Bez wątpienia ważniejsza tu jest (?)myśl, pewna mentalna konstrukcja czy szablon, które mogą być narzędziami do poznawania, doświadczania świata. Wtedy okazuje się, że to, co mówi cała dzisiejsza postmoderna i poststrukturalizm (włącznie z jej patronem-założycielem Nietzsche), a nawet co poświadcza współczesna fizyka kwantowa, w jednym stoi domu z ontologią sutr. Takie koincydencje cieszą moje oko.
Pozdro.
Paweł Skawiński 10.02.2008 22:12
Karenin: '”A żeby przetrwać w tym wieku, trzeba zrozumieć Nową Azję (Nowe Chiny, Nowe Indie).”
Tu mam wątpliwości. Acz nie jestem pewien do końca co masz na myśli.
Tu już się robi zupełny offtop ale co tam: Chiny i Indie wyrosną kiedyś na potęznych konkurentów Zachodu. Przyczyny? Jedni wskazują na demografię i mozliwości szybkiego awansu społecznego, a drudzy na siłę kultury i wychodzenie z kompleksów postkolonialnych. Zachód powinien starać się zrozumieć tamtejsze przemiany, bo te kraje wcale się nie westernizują. Wykluwa się coś zupełnie nowego.
'Klasyczna myśl tamtego regionu dzisiaj w Azji jest na najlepszej drodze do dekadencji. Na szczęście tamte ścieżki duchowe mają się całkiem dobrze na Zachodzie, choć trudno tu jeszcze mówić o jakimś renesansie tradycji sutr i in.' '
Rzeczywiście to nie buddyzm napędza tamte kraje.
Nie jestem pewien czy Zachód rozumie tę religię. Dalajlama raz powiedział, ze żeby zrozumieć buddyzm trzeba urodzić się w Azji...
Autor usunął profil 10.02.2008 15:06
Skawel:
Sądzę, że niczego nie trzeba relatywizować z tej prostej przyczyny, że wszystko, co jest w języku, siłą rzeczy, jest relatywne. I nie ma z tej drogi żadnej ucieczki. A to czy będziemy powoływać się na Nietzschego, czy na drogę sutr nie ma tu większego znaczenia. Natomiast oczywiście masz rację, że rozmowa powinna służyć czemuś więcej niż wymianie poglądów i stąd zawsze można jakieś rzeczy wynegocjować w obrębie jakiegoś słownika czy jakkolwiek by tego konsensu nie nazwać. Mimo to - jestem jakoś uczulony na wszelkie językowe uzurpacje, co jest nagminną praktyką – zresztą nie tylko na tym portalu...
„Pisarze i myśliciele innych kultur cały czas udowadniają nam jak bardzo uznajemy naszą kulturę za najlepszą”
Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ale na szczęście nie wszyscy. I w tej mierze nie trzeba sięgać tylko do takich klasyków jak Herman Hesse, choć myślę, że we współczesności znajdzie się całkiem sporo takich otwartych umysłów.
”A żeby przetrwać w tym wieku, trzeba zrozumieć Nową Azję (Nowe Chiny, Nowe Indie).”
Tu mam wątpliwości. Acz nie jestem pewien do końca co masz na myśli. Klasyczna myśl tamtego regionu dzisiaj w Azji jest na najlepszej drodze do dekadencji. Na szczęście tamte ścieżki duchowe mają się całkiem dobrze na Zachodzie, choć trudno tu jeszcze mówić o jakimś renesansie tradycji sutr i in.
Paweł Skawiński 10.02.2008 13:03
Karenin: oczywiście wszystko można relatywizować - tylko po co?
Coraz częściej obserwuję praktykę ucinania dyskusji mówieniem o prawie do 'własnego zdania' (a to nie przypadkiem oczywista oczywistość?). Tak jakby w wymianie poglądów chodziło tylko o wygłoszenie własnego stanowiska, a nie przekonanie drugiej strony lub choćby zmuszenie rozmówcy do przemyślenia jakiegoś tematu.
'„Popatrzeć na siebie ich oczami.” 'A czy można patrzeć na siebie inaczej niż poprzez lustra i odbicia?'
Pisarze i myśliciele innych kultur cały czas udowadniają nam jak bardzo uznajemy naszą kulturę za najlepszą i jedynie słuszną - jak bardzo jestesmy zakochani w sobie.
'Kultura zachodnia raczej nie daje takich możliwości, bo każda refleksja jest zapośredniczona w czymś, co jest zewnętrzne wobec nas :)'
To jest myślenie życzeniowe. Nie jesteśmy tak otwarci jak chcielibyśmy o sobie mysleć. A żeby przetrwać w tym wieku, trzeba zrozumieć Nową Azję (Nowe Chiny, Nowe Indie).
Autor usunął profil 10.02.2008 12:11
Skawel:
„wrażenie jednostronności, idealizowania.”
Wrażenia są bardzo ważne, ale - jako takie - Twoje są tak samo subiektywne, jak tekst Agnieszki. Czy w ogóle można pisać obiektywnie? Co to jest obiektywizm?
Podobnie rzecz się ma z idealizowaniem. Sugerujesz, że Agnieszka napisała ten materiał pod presją jakiejś idei czy koncepcji, i tak pewnie jest, ale przecież podobnie ma się rzecz z Twoim osądem. Skoro stosujesz jakieś (czyjeś) wartościowanie, to bez wątpienia czerpie się ono z jakiegoś rezerwuaru czy kanonu poglądów uznawanych (?) za racjonalne (?) :)
„Popatrzeć na siebie ich oczami.”
A czy można patrzeć na siebie inaczej niż poprzez lustra i odbicia? Kultura zachodnia raczej nie daje takich możliwości, bo każda refleksja jest zapośredniczona w czymś, co jest zewnętrzne wobec nas :)
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +4288)