Facebook Google+ Twitter

"Kobiety dyktatorów". Książka ciekawa, choć nieco infantylna

"Jesteś zadowolony, że zostałam z Tobą do końca?". Te słowa miała powiedzieć Clara Petacci do Mussoliniego tuż przed rozstrzelaniem. Tylko ona pozostała z nim do końca, tylko Ona go nie opuściła.

Od niepamiętnych czasów ludzkość była zafascynowana dyktatorami. Fascynacja ta wynikała z chorej ciekawości. Oto szukamy podobieństw między nami samymi a dyktatorami. Jesteśmy ludźmi, mamy swoje zalety, wady, przeżywamy namiętności. Szukamy więc w dyktatorach tego właśnie pierwiastka człowieczeństwa, tego, co nas z nimi łączy - wad, zalet i namiętności.

Jeszcze bardziej jednak fascynować powinny osoby, które trwały u boku dyktatorów. Ich żony i kochanki. Jakie były, co je przy nich trzymało, jak znosiły codzienność u boku zwykłych zbrodniarzy? Oto pytania, na które odpowiada francuska dziennikarka Diane Ducret w swej książce „Kobiety dyktatorów”.

Diane Ducret zebrała i opisała losy towarzyszek życia Mussoliniego, Lenina, Stalina, Ceausescu, Hitlera, Bokassy, Mao Tse Tunga czy Salazara. Ich losy, tak samo jak życie przed poznaniem dyktatora, były różne, jednak prawie wszystkie zakończyły się tragicznie. W czasie lektury czytelnik sam stwierdzi, że dyktatorzy z reguły poszukiwali kobiet niezbyt inteligentnych, dyktatorzy bowiem boją się inteligentnych i silnych kobiet. Dyktatorzy wolą kobiety głupie, dające odpoczynek i rozkosz, przepadają również za kobietami ambitnymi, muszą jednak pamiętać, by je kontrolować. Ale ambicje polityczne to rzecz rzadka wśród kobiet dyktatorów, a ich kariera polityczna trwa nie dłużej niż rządy samego dyktatora. Dyktator nie może też ujawnić publicznie, iż kobieta żyjąca u jego boku ma nad nim władzę, dlatego od czasu do czasu będzie publicznie pokazywać swej wybrance „miejsce w szeregu”. Jak widać, temat, którym zajęła się Diane Ducret, da nam z pewnością szerokie pole do analiz. Zajmijmy się jednak samą książką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Miła Pani. Dziękuję za komentarz. śpieszę jednak powiedzieć,że wg mnie clou recenzji to jej tytuł.
Nie umiem się odnieść do książek Wiśniewskiego czy Coehlo, żadnej z nich nie czytałem, cenię literaturę faktu, więc nie zniosę jeśli braki danych Autorzy książek starają się przykryć własnymi interpretacjami czy wyobrażeniami ich odczuć. A to właśnie robi Diane Ducret. Sądzę ponadto, że znacznie gorzej byłoby gdybym palnął wprost, że to książka pisana przez kobietę dla kobiet, a mężczyzna przy niej będzie się po propstu męczył. Tak więc Pani infantylizm nie będzie przeszkadzał, bo właśnie w naturze kobiety leży to, by coś upiększać, wczuwać się w pewne sytuacje. I dlatego Ducret wlaśnie Pani nie będzie się wydawać infantylna.
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
Beata (Rodowe)
  • Beata (Rodowe)
  • 21.03.2012 22:22

"Czasem styl Diane Ducret jest infantylny i potrafi zirytować każdego czytelnika." - to chyba kwintesencja tej recenzji. Osobiście oceniam ten styl jako całkiem przyjemny, czyli albo nie jestem czytelnikiem albo używanie uogólnień w recenzjach po prostu się nie sprawdza.
W życiu zresztą "każdy", "nikt", "zawsze", "nigdy" nienajlepiej świadczą o osobach tych słów nadużywających. Persony te mogą zostać uznane paradoksalnie za infantylne właśnie.
Irytujący styl, przynajmniej dla mnie mają Coelho z Wiśniewskim i tam żadnej rekompensaty doszukać się nie potrafię. A dla stylu naprawdę porywajacego to czytam sobie wszystkie książki Ryszarda Kapuścińskiego albo literaturę iberoamerykańską - Marquez, Amado, mnie niektórymi swoimi powieściami potrafią porwać. Pani Ducret mnie zainteresowała, a to całkiem sporo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.