Facebook Google+ Twitter

Kobiety Jacka Skowrońskiego

Studiował w Nowosybirsku, potrafi skakać ze spadochronem, prowadzić lokomotywy i strzelać z karabinu maszynowego. Niedawno zaś wcielił się w postać zawodowego mordercy…

Jacek Skowroński / Fot. z arch. Jacka SkowrońskiegoWcześniej próbował opisać, jak to jest być złodziejem, niedawno zaś w pierwszej osobie opisał przeżycia bohatera powieści „Zabić, zniknąć, zapomnieć”. Choć tematyka jego książek nie ma nic wspólnego z lekkimi historiami o miłości, po prozę Jacka Skowrońskiego bardzo chętnie sięgają kobiety. Dlaczego tak się dzieje? Postanowiłem zapytać o to samego autora.

W jaki sposób tłumaczy Pan sobie popularność, jaką cieszą się obecnie kryminały w Polsce? Czy wszyscy skrycie marzymy o tym, by zostać mordercami?

Człowiek nie rodzi się altruistą szukającym wyłącznie okazji do oddania ostatniej koszuli bliźniemu, przeciwnie, większość naszych poczynań ma czysto egoistyczne podłoże, a sztukę przypisywania temu wyższych racji opanowaliśmy do perfekcji. Systemy prawne czy religijne narzucają ograniczenia, możliwe do obejścia, ale do tego potrzeba sprytu, odwagi i… po prostu okazji wartej podjęcia ryzyka. A po literaturę kryminalną sięga się z wielu pobudek, nie tylko tych uświadomionych. Tym bardziej, iż jest najpojemniejszym gatunkiem literackim, w którym jest miejsce na zbrodnię, miłość, emocje, przygodę i zagadkę. A także na opowiedzenie się po jednej ze stron, nie zawsze tej oczywistej.

Wśród Pana wiernych czytelników jest bardzo wiele kobiet. Czy to Pana nie dziwi?

Ależ nie, wcale. Czytelniczki nie szukają w literaturze jedynie przesłodzonych historyjek z happy endem – to stereotyp biorący się stąd, że płci pięknej przypisuje się określoną rolę w społeczeństwie, związaną z macierzyństwem i pielęgnacją więzów rodzinnych. A panie od zarania dziejów wyłamują się ze schematu, śmiejąc się w duchu z męskiej naiwności. Śmiem nawet twierdzić, że kobiety nie przejęły sterów we wszystkich dziedzinach życia wyłącznie dlatego, iż znacznie lepiej niż mężczyźni potrafią odróżniać rzeczy ważne od tych ulotnych i miałkich. Kobiety są ciekawe świata we wszystkich jego aspektach, więc i ciemniejsza strona ludzkiej natury fascynuje je, a nawet pociąga.

Czy Pan też miewa takie „mordercze” fantazje i stąd właśnie wziął się pomysł, aby napisać „Zabić, zniknąć, zapomnieć”?

Nie nazywałbym tego fantazjami, raczej próbą zmierzenia się z atawistyczną tęsknotą za braniem losu w swoje ręce. Zgodnie z własnym sumieniem i osobistym poczuciem sprawiedliwości, stojącym często w opozycji do wyroków Temidy. Płatni mordercy nie wyróżniają się w tłumie zwyrodniałym obliczem, najczęściej nie zabijają dla samej przyjemności zadawania cierpienia. Przynajmniej ci najlepsi w branży. Niejeden z nas zadaje sobie pytanie, do czego byłby zdolny w sytuacji skrajnej, zdany wyłącznie na siebie, własną przedsiębiorczość i pomysłowość. Pisanie powieści sensacyjnych jest po trosze próbą znalezienia odpowiedzi.

W jakim stopniu ta powieść opiera się na Pana osobistych doświadczeniach?

To trudne pytanie. Nie da się stworzyć wiarygodnej historii w całkowitym oderwaniu od własnych przeżyć, osobistego odbierania rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć, wreszcie od bagażu genetycznego, którego zawartość jest czystą ruletką. Piszę zwykle w pierwszej osobie, co determinuje podejście do postaci głównego bohatera. Ktoś twierdzący z pełnym przekonaniem, że dokładnie wie, jak by postąpił postawiony przed najtrudniejszymi wyborami moralnymi, zwyczajnie kłamie lub nie potrafi przyjąć do wiadomości, że natura ludzka opiera się na najniższych instynktach, tłumionych w procesie wychowania i krępowanych normami społecznymi. A z osobistych doświadczeń najbardziej przydała mi się znajomość kilku ponurych raczej typów, którzy na szczęście nie czytają książek…

Czy zdarzyło się w którymkolwiek momencie, że bohater wymknął się Panu spod kontroli i zachował się w inny sposób niż pierwotnie Pan planował?

Woody Allen powiedział: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”. To lapidarna kwintesencja pojmowania przeznaczenia i roli przypadku w życiu. Mogę się z tym pogodzić, albo tworzyć papierowe postacie, poruszające się w ściśle wyznaczonych ramach. Jednak szanuję inteligencję czytelników – oni natychmiast wyczuwają fałsz i próby przypodobania się za wszelką cenę. Wiec bardziej obserwuję bohatera, niż każę mu postępować w określony sposób. A zaskoczył mnie gdzieś w połowie powieści, jednym pociągnięciem spustu rozbijając w perzynę moje mniej lub bardziej uświadomione zamysły.

A jak Pan radzi sobie z kobiecymi postaciami. Czy np. wcielanie się w rolę Danki, przekazanie jej myśli, uczuć, sprawiło Panu trudność?

Było mi o tyle łatwiej, że unikam wywlekania na powierzchnię czyichś myśli, wolę opowiadać obrazami, operować gestem i mimiką. Poza tym Danka to postać ze wszech miar prawdziwa, którą poznałem w okolicznościach dalekich od kryminalnych. Oczywiście w rzeczywistości jest kimś zupełnie innym niż bohaterka powieści, wiedzie odmienne życie i myślę, że nawet nie rozpoznałaby w Dance siebie. Danka jest pełna sprzeczności, trudna do jednoznacznego uchwycenia, a tym bardziej do pokierowania. Jak wszystkie moje bohaterki posiadała pełną autonomię w podejmowaniu decyzji, traktowałem ją jak partnerkę a nie tylko przydatną fabularnie postać. A partnerce wiele się wybacza, szanuje jej zdanie i liczy na zrozumienie, gdy samemu popełnia się błędy.

Czy w Pana kolejnej powieści także znajdzie się miejsce dla jakiejś intrygującej, żeńskiej bohaterki?

Intrygujących kobiet jest o wiele więcej niż mężczyzn. Większość rzeczy potrafią zrobić lepiej od nas, choć nie zawsze pragną, byśmy o tym wiedzieli… Nawet gdybym w jakimś szowinistycznym amoku zapragnął stworzyć historię pozbawioną ról kobiecych, należałoby prędko zmienić zdanie, bo łatwiej założyć akwarium w drucianej klatce niż wyobrazić sobie świat pozbawiony urody, wdzięku oraz kobiecej intuicji.

W takim razie, może napisze Pan kiedyś książkę, w której to kobieta będzie chciała zabić, zniknąć, zapomnieć?

Napisaliśmy w duecie z Kasią Szewczyk zbiór opowiadań kryminalnych „Toast za Temidę”, gdzie zdarzało mi się wcielać w bohaterkę łamiącą wszelkie stereotypy na temat kruchości natury kobiecej, za nic mającą jakieś tam obyczajowe tabu i poprawność polityczną. Szalona detektywka tak spodobała się czytelnikom, że kontynuacja w pełnowymiarowej powieści jest bardzo prawdopodobna. Tym bardziej, że wcale nie uważam kobiet za płeć słabszą. Ani mniej występną, bo jak równość, to równość!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.