Facebook Google+ Twitter

Kobiety, parytety i mój głos w wyborach

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-10-11 12:43

Kobiety stanowią jedynie 30 proc. członków partii politycznych jednak posiadają zarezerwowane 35 proc. miejsc na ich listach wyborczych. A to najmniejsze kuriozum ustawy kwotowej obowiązującej podczas obecnych wyborów parlamentarnych.

Za kilka dni wybory, skomentowania wymaga więc sprawa odnoszącego się do płci systemu kwotowego obowiązującego przy tworzeniu list wyborczych. Ponieważ obecnie przedstawiciele każdej z większych partii politycznych, podobnie jak wszyscy mainstreamowi dziennikarze, opowiadają się za taką czy inna formą zwiększania liczby kobiet w polityce, zatem argumenty strony przeciwnej w sprawie parytetów pozostaje przytoczyć mi – skromnemu dziennikarzowi obywatelskiemu.

Lobbując za parytetami, feministki argumentowały, że kobiety są w polityce dyskryminowane. Miałaby o tym świadczyć po prostu mniejsza niż 50% ich liczba w sejmowych ławach. W poniższym artykule pokarzę, na ile sposobów powyższe zdanie jest niedorzeczne.

Pęd do koryta

Dla tych z nas, którzy są zwolennikami demokracji, ideałem powinna być sytuacja, kiedy reprezentacja narodu jak najwierniej oddaje poglądy i postawy obywateli. Jeżeli jakiś odsetek obywateli wyznaje jakiś pogląd, to taki sam odsetek reprezentantów społeczeństwa powinien tym poglądem się kierować.
Reprezentowanie obywateli nie powinno być natomiast sposobem robienia kariery, zarobkowania czy zdobywania prestiżu. Pensja naszych reprezentantów politycznych powinna być dla nich jedynie rekompensatą za czas poświęcony działalności politycznej.

Z tego powodu wszelkie argumenty na rzecz parytetów odwołujące się do potrzeby wprowadzania równości, jaka powinna zostać zapewniona mężczyznom i kobietom, w dostępie do koryta należy z góry odrzucić, nawet gdyby były trafne – choć, jak się za chwilę przekonamy, nie są. Nie można przemeblowywać ważnych instytucji państwowych, od których zależy los milionów obywateli, jedynie po to, by dwustu paniom zapewnić wymarzone ciepłe posadki, sowite wypłaty i prestiż. Oczywiście również bez parytetów wielu polityków zajmuje się polityką dla osobistych korzyści. Jednak polityk, który otwarcie przyznawałby, że startuje w wyborach nie ze względu na swoich wyborców, lecz ze względu na siebie samego, nigdy nie zostałby wybrany na żadne stanowisko. Tymczasem feministki nie mają problemu z przyznawaniem, że chodzi im głównie o więcej ciepłych posadek dla samych siebie.

Do urn

Argumenty na rzecz parytetów tylko wtedy w ogóle mogą posiadać jakikolwiek sens, gdy odwołują się do praw wyborczyń a nie do praw wybieranych. Ponieważ jednak na początku XX wieku kobietom przyznano wszystkie prawa wyborcze, nie da się insynuować dyskryminowania wyborczyń, odwołując się do ich braku czynnego prawa wyborczego. Kobiety posiadają głos i nawet korzystają z niego odrobinę częściej niż mężczyźni. Zwolenniczki parytetów przekonują więc, że mimo korzystania ze swojego czynnego prawa wyborczego kobiety i tak nie wyłaniają reprezentacji oddającej ich poglądy, postawy czy też tzw. „wrażliwość”.

Taka niemoc miałaby wynikać z łącznego działania dwóch zjawisk: po pierwsze, kobietom miałoby być trudniej dostać się na stanowiska polityczne, po drugie, wyborczynie miałyby być skutecznie reprezentowane jedynie przez inne kobiety. Jednak żadne z tych zjawisk faktycznie nie występuje, co w odniesieniu do każdego z nich można udowodnić na kilka sposobów.
Dyskryminacja partyjna

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.