Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17689 miejsce

"Kocha, lubi, szanuje" - recenzja filmu o bratnich duszach

Można iść na ten film dla Ryana Gosslinga. Można dla pięknych kobiet. Można i dla dobrego humoru okraszonego fajnymi nieporozumieniami. Można, ale po co wybierać, skoro na ten film idzie się dla całokształtu. To "Kocha, lubi, szanuje".

Plakat filmu / Fot. Materiały promocyjneTo nie jest zwykła komedia romantyczna dla mało wymagającej publiczności. Chociaż, patrząc na plakat promujący film, nie zapowiada on rewelacji, bo przecież wszystko już było, a w komedii romantycznej zwłaszcza. Nie tutaj. "Kocha, lubi, szanuje" jest inny, dlatego warto o nim opowiedzieć i polecić.

Raz, dwa, trzy: "Chcę rozwodu"
Wszystko właściwie zaczyna się od powyższych słów, gdy przyłapujemy na kolacji Weaverów: Cala (Steve Carell) i Emily (Julianne Moore), małżeństwo z 25-letnim stażem. Jednak coś nie gra. Podczas zamawiania posiłku, Emily na jednym oddechu wyjawia to, co gryzie ją od jakiegoś czasu - chce rozwodu.

Cal się załamuje, gdy jego szkolna i jedyna miłość nie chcę z nim dłużej być. Znajduje sobie nowe mieszkanie, jednak wieczorami przesiaduje w pubie, sącząc przez słomkę żurawinową wódkę. Wtedy na ratunek przychodzi mu przystojny Jacob, elegancko ubrany, młody podrywacz, dla którego poderwanie dziewczyny w barze nie jest problemem. Zauważa naszego bohatera i litując się nad nim, postanawia pokazać mu, jak kobiety traktować, by te oszalały na punkcie faceta.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.