Facebook Google+ Twitter

"Kochane Lato z Radiem" czyli rozmowa z Romanem Czejarkiem

Współautorzy: Magdalena Wróbel

"Taka książka musiała zainteresować jak najszersze grono odbiorców. Im więcej tym lepiej. A nie tylko słuchających „Lata z Radiem” dziś. Rozmowa z Romanem Czejarkiem autorem książki "Kochane Lato z Radiem".

 / Fot. M. WróbelSkąd pomysł na książkę „Kochane Lato z Radiem”?
Pomysł na taką właśnie publikację chodził mi po głowie od dawna. Chodziło o książkę pełną anegdot, kulis z życia gwiazd oraz taką, która również opisze fenomen historii „Lata z Radiem”. I wielkie gwiazdy mikrofonu takie jak Tadeusz Sznuk, Sławomir Szof, Krystyna Czubówna, Krzysztof Kolberger, Zygmunt Chajzer itp. Potrzebowałem tylko czasu by się za to zabrać. A z tym nie było łatwo bo zajęć mam aż za dużo. Ale udało się!

Jaki był klucz wyboru „gwiazd” opisanych w pana książce? Przecież przez tyle lat współpracy z Polskim Radiem było ich bardzo wiele.
Pisałem o tych gwiazdach, które jak sądziłem najbardziej zainteresują słuchaczy. Ale już w czasie wstępnej pracy nad książką zorientowałem się, że historii jest tak dużo, iż… trzeba będzie pomyśleć o części drugiej a może i o trzeciej. Teraz wszystko zależy od Wydawcy czy po podsumowaniu wyników zdecyduje się na ciąg dalszy. Ja jestem gotowy do pracy. Co więcej cześć materiału też już jest gotowa bo tak się „rozpędziłem” z pisaniem, że napisałem trochę za dużo.

Książka to zbiór anegdot, opowieści o gwiazdach, o radiowych konkursach, o radiowych głosach związanych z tą audycjach, o przeróżnych plebiscytach organizowanych przez Radio, o miss… Jednym słowem historia „Lata z Radiem”. A gdzie w tym wszystkim spotkania z słuchaczami te oficjalne i mniej, zawsze pan podkreśla, że właśnie ten kontakt z słuchaczem jest najważniejszy. Dlaczego tak mało o nich pisze pan w książce?
Odpowiedź jest prosta. Taka książka musiała zainteresować jak najszersze grono odbiorców. Im więcej tym lepiej. A nie tylko słuchających „Lata z Radiem” dziś. Miała w założeniu trafić również do słuchaczy sprzed lat, do ich dzieci (które teraz być może mają radio ustawione na zupełnie innej stacji) oraz do tych, którzy o „Lecie z Radiem” niewiele wiedzą i być może dopiero dzięki książce mogą się do tej audycji przekonać. Tymczasem spotkania ze słuchaczami są ciekawe ale… tylko głównie dla tych słuchaczy. Dla reszty Rodowicz, Doda, Chajzer, Kombii, Wyszkoni, Perfect, kulisy wyborów Miss itp. są dużo bardziej interesujący.

Czytając pańską opowieść ma się wrażenie, że opisuje pan to, co wydarzyło się kilka dni temu. Opowieść jest bardzo realna, niejednokrotnie przytacza pan rozmowy i dokładne daty. Prowadzi pan jakiś dziennik z koncertów?
Nie prowadzę żadnego dziennika. Żartując można powiedzieć, że może mam taką dobrą pamięć. Ale tak na serio to mam w swoim archiwum dziesiątki tysięcy zdjęć, wycinków, dokumentów itp. To bardzo ułatwiło mi pracę.

Gdy rozpoczynał pan swoją przygodę z „Latem…” miał pan 25 lat. Wraca pan do tego okresu? Co utkwiło w pana wspomnieniach?
To były zupełnie inne czasy, inne radio i inna audycja. Zmieniło się bardzo wiele tak samo jak zmieniła się Polska i odbiorcy „Lata z Radiem”. Pisząc taką książkę widać to doskonale. Czy wracam do tamtych chwil? Bardzo rzadko bo jest tyle nowych rzeczy, że na takie wspomnienia zwyczajnie brak mi czasu. Pewien słynny Dyrektor pewnej słynnej stacji radiowej z Torunia ma takie znane powiedzenie „Alleluja i do przodu!”. I w tym przypadku całkowicie się z Nim zgadzam.

Audycja przez te lata wielokrotnie się zmieniała. Lata dziewięćdziesiąte to początek wielkich tras koncertowych i zmiany w radio. Jak to się zaczęło?
Przełomem był rok 1991. Pojawiły się prywatne stacje radiowe, których wcześniej zwyczajnie nie było. Polskie Radio zostało wystawione na ostrzał konkurencji. Przyznaję chwilami bardzo mocny i nie zawsze do końca uczciwy. Ale to było niezwykle mobilizujące i zmuszało do działania. Koncerty i imprezy w Polsce były jednym z moich pomysłów by nadać audycji „Lata z Radiem” nową formę i nowa treść. Pojawiły się konkursy, reporterzy ruszyli w kraj, „Latu z Radiem” zaczęły towarzyszyć różnego rodzaju własne „produkty” – płyty i kasety z naszymi największymi przebojami, maskotki a nawet przez pewien czas lody. Dziś wiele z tych rzeczy wydaje się oczywiste ale wtedy wcale nie było to takie łatwe.

 / Fot. M. WróbelCo takiego ma ta audycja, że wciąż ją chcą słuchać przeciętni Polacy? Mamy przecież tyle komercyjnych stacji z podobną ofertą…
Jesteśmy inni bo „Lato z Radiem” stara się być przyjaciele słuchacza. Stacje komercyjne zwykle jednak ograniczają się tylko do muzyki, ciekawostek i konkursów. W „Lecie z Radiem” jest zdecydowanie więcej „treści”.

Sam pan o sobie mówi, że „jest z innego pokolenia” niż młodsi pana koledzy z radia. Jakie widzi pan różnice w podejściu do pracy w radiu, do podejścia do życia?
Jestem z pokolenia, które po przyjściu pracy nie pytało na początku „za ile?” i dla którego samo prawo zaistnienia w zespole „Lata z Radiem” i Polskiego Radia było olbrzymim wyróżnieniem. Oczywiście dziś też zdarzają się tacy młodzi dziennikarze lecz niestety już bardzo rzadko. Dla większości radio stało się taką samą firmą jak supermarket czy jakieś biuro w wielkiej korporacji. Pracują „od” „do” i za konkretną sumę. A jak coś się nie podoba to bez sentymentu zmieniają pracę na inną. Dla mnie kiedyś taka postawa była nie do pomyślenia. Teraz muszę się do tego przyzwyczajać. Chociaż czasami myślę sobie - a może to właśnie ci „nowi” młodzi ludzie mają rację a ja się mylę?

Jak długo trwała praca nad książką?
Pisanie dwa miesiące, redakcja kolejne dwa. Szybko.

W książce „Kochane Lato z Radiem” ujawnia pan dużo informacji o gwiazdach o ich scenicznym życiu i trikach scenicznych…. Nie bał się pan trochę, że ich menagerowie mogą mieć pretensje…?
Nie bo wszystkie delikatne informacje wcześniej z nimi ustaliłem. Za długo się znamy bym mógł zaryzykować i ujawnić coś o czym ja wiem, a czego oni sobie nie życzą. To miała być (i jest) książka o kulisach ale bez chwytów poniżej pasa. Z drugiej strony muszę przyznać, że ze strony artystów spotkałem się z bardzo dużą życzliwością. Nie miałem jakichś specjalnych kłopotów. Czasami potrzebne były tylko drobne korekty. Książka tylko na tym zyskała.

Ciekawym rozdziałem jest ten o Miss Lata z Radiem. Pokazuje on, z jakim rozmachem były realizowane kiedyś koncerty radiowej jedynki. Myśli pan, że kiedyś wrócicie do tych wielkich tras koncertowych?
Myślę, że do takich jakie były w 1999 i w 2000 roku już nie. Wtedy graliśmy dzień po dniu. Imprez było kilkadziesiąt w czasie wakacji. Nie mam pojęcia kto by dziś był gotów za coś takiego zapłacić? Proszę pamiętać, że w przypadku „Lata z Radiem” musimy zawsze znaleźć na nasze akcje zewnętrzne finasowanie. Abonament jest w Polskim Radiu na coś innego. I słusznie. Ale chyba też nie ma też takiej potrzeby by wracać do tych olbrzymich tras. No i konkurencja zupełnie nie naciska.

W wywiadach, w rozmowach zdarza się panu delikatnie krytykować działania władz radia. W książce też pisze pan dużo gorzkich słów o swoich byłych szefach. Nie boi się pan, że oni jeszcze wrócą a wtedy na pewno nie będzie łatwo.
Jak szef był dobry (a takich było wielu, i są nadal) to piszę o nim dobrze. Jak szef był zły to nie widzę powodu bym miał udawać, że było inaczej. Chyba najbardziej drastyczna historia, mało znana słuchaczom, to wątek związany z Tadeuszem Sznukiem i jego odejściem z Polskiego Radia w 2006 roku. Dla mnie opisanie tego jak wyglądały kulisy było swego rodzaju obowiązkiem dla mojego mistrza. Wobec Tadeusza zachowano się wtedy bardzo źle i bardzo nieładnie. Myślę, że słuchacze mają prawo znać prawdę.

Na każdym koncercie do plenerowego studia, w którym pan jest ustawia się długa kolejka słuchaczy, którzy chcą porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie czy też zdobyć autograf na książce. Nie nudzi i męczy to pana?
Wręcz odwrotnie! Po pierwsze to bardzo miłe, po drugie takie spotkania dodają bardzo siły i chęci do pracy. Dużo bardziej byłbym zmartwiony gdyby nagle tej kolejki zabrakło. Może właśnie wtedy trzeba by zacząć myśleć nad zmianą pracy? Na szczęście w tym roku było dużo ludzi, niekiedy nawet tłumy jakich nie spodziewałem się w najśmielszych marzeniach. Bardzo Wam za to dziękuję!!!

Pan, jako nieliczny dziennikarz bardzo często znajduje czas na korespondencję z słuchaczami, spotkania- te oficjalne i mniej, często odwiedza ich też „po drodze”. I jakoś znajduje pan czas. Kim dla pana są Ci ludzie?
Aż tak dobrze nie jest bo mam na przykład spore zaległości w odpisywaniu. Listów jest zwyczajnie zbyt dużo jak na moje możliwości i wiele czeka „w kolejce”. Ale to prawda – staram się odpisywać nawet wtedy jak list nie jest miły i trzeba się mocno tłumaczyć. A to oczywiście też się zdarza choć na szczęście rzadko. Z mojego punktu widzenia taka korespondencja, spotkania itp. to jest właśnie sens pracy takiej osoby jak ja. Można powiedzieć, że to też taki dziennikarski obowiązek. Gdybym z tego nagle zrezygnował stałbym się opisywanym wyżej przedstawicielem nowego pokolenia żurnalistów dla których radio (lub gazeta, telewizja) są taką samą fabryką jak każda inna.

Jak sprzedaje się książka?
Jeszcze nie wiem. Dowiem się późną jesienią. Szczerze mówiąc to dla mnie ważne, nawet bardzo z prozaicznego powodu. Moja umowa z wydawca jest skonstruowana tak, że honorarium autorskie zależy właśnie od liczby sprzedanych egzemplarzy. Jak wynik będzie dobry to będę miał ładny prezent pod choinką…

Często zastanawiająca jest cena książek, a właściwie różnica w cenach w różnych miejscach. Proszę wyjaśnić naszym czytelnikom skąd ona się bierze.
Cenę w bardzo dużym stopniu narzucają sprzedawcy, głównie wielkie sieci takie jak na przykład EMPiK. Wydawcy są w Polsce niestety trochę postawieni pod ścianą bo jak chcą swoją książkę sprzedać to na taką narzuconą cenę muszą się zgodzić. Innego wyjścia nie ma. Co więcej takie duże sieci narzucają też wydawcy obowiązek wydrukowania takiej sugerowanej ceny na samej książce. Tak jest też w przypadku „Kochanego Lata z Radiem”. W praktyce książka kosztuje u wydawcy zwykle mniej więcej połowę tego za ile później sprzedaję się ja w dużych sieciach. Czyli sprzedawca z hurtownikiem zarabiają połowę ceny, którą płaci się kupując książkę. Ja już piszę od dawna więc jestem do tego przyzwyczajony ale pamiętam, że na początku mojej przygody z pisaniem było to dla mnie szokiem. Bo wydaje się, że czasami są to skandalicznie duże kwoty. Oczywiście sprzedawcy tłumaczą się podatkami, koniecznością wynajęcia lokalu, zatrudnienia licznej obsługi, zapłacenia za prąd itp. Z pewnością różne wydawnictwa można najtaniej kupić w sieci. W przypadku książki „Kochane Lato z Radiem” też polecam by bardzo dokładnie wcześniej sprawdzić ceny. W EMPiKu to 39.90 pln ale w niektórych księgarniach internetowych ta sama książka jest już za 27-28 pln. To duża różnica!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.