Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15914 miejsce

Kochłowice: Pierwszy tydzień oswobodzenia. Historia osobista

Współautorzy: Barbara Podgórska

Nie wnikając w zawiłe rozważania, są generalnie dwa sposoby pojmowania i opisywania historii.

Przez pryzmat doświadczeń państw, narodów, wiekopomnych wydarzeń dziejowych i światowej polityki. I drugi, przez pokazywanie osobistych doznań ludzi, którzy najczęściej nie z własnej woli są w wielkie procesy historyczne wplatani. Bo historia nikogo nie pyta o przyzwolenie. Ona dzieje się każdego dnia.

 / Fot. Adam K. PodgórskiEugeniusz Leopold Ćwięczek, rodowity kochłowiczanin (obecnie Kochłowice są dzielnicą Rudy Śląskiej) wydał bardzo osobistą książkę: „Pierwszy tydzień oswobodzenia. Kochłowice”. Zawarł w niej wspomnienia, które jako ośmioletni wówczas chłopiec, zachował i teraz spisał. – Pomimo upływu wielu lat nie sposób wymazać tych jakże autentycznych epizodów wyrytych w pamięci … - przyznaje we wstępie.

Książka składa się właśnie z mnóstwa epizodów. Epizodów znaczących. Pierwszy z nich: ogromna detonacja o czwartej nad ranem, 26 stycznia 1945, uszkadzająca dom i sklep Ćwięczków. Eksploduje postawiony na bocznicy niemiecki pociąg pełen ciężkiej amunicji. Nieznane są przyczyny eksplozji, domniemywa się akcję sabotażową niemieckich dywersantów. Zniszczenia są ogromne, ginie wielu ludzi. Wybuch sprawia, że kolumna żołnierzy Armii Czerwonej, która od dwóch dni powoli, lecz stale, przesuwa się przez Kochłowice, nagle staje. Jakby ktoś wsadził drąg w koło jadącego wozu.

Obraz drugi: oddział rosyjskich czołgów ostrzeliwuje ludzi rabujących wagony oraz sanie z niemieckimi uciekinierami. Obraz trzeci: ucieczka rodziny do piwnicy. Łomot w pokrywę i rozkaz: - Adkrywaj! Ojciec wychodzący z podniesionymi rękoma i popychany lufą karabinu pod ścianę. – Giermancy zdjes?.. Potem grabież towarów ze sklepu, i ulga, gdy czołgi odjeżdżają. Ulga nie na długo.

Kolejne stronice przynoszą relacje z kwaterowania wojska. Drobna cytata: „W domu wszystkie pokoje zajęło wojsko. Panował okropny nieład. Pamiętam, że dwie chore bądź bardzo zmęczone kobiety spały w mundurach z karabinami przy sobie. Inni, siedząc na podłodze lub stojąc, rozmawiali. Niektórzy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne w jadalni, nakrywając odchody spodami z krzeseł. Był to przejaw zupełnej bezkarności i wzgardy dla domowników. Wielu żołnierzy było pijanych, wielu zmęczonych, niektórzy leczyli rany”.

Opisuje Ćwięczek również inne bezkarne zachowania, orgie, pijaństwa, burdy, dwukrotne próby egzekucji ojca, łupieże, zabójstwa złapanych Niemców. Wspomina jednak i pogodniejsze chwile i kontakty z przyjaźniej nastawionymi żołnierzami.

Te osobiste relacje są najcenniejszą wartością opracowania. Dla zainteresowanych przeszłością Kochłowic i okolicy ma ono jeszcze jeden pożyteczny walor. Zawiera mnóstwo szczegółów o miejscach już dziś nieistniejących lub nieomal zupełnie zapomnianych: o restauracji Olbrychta, o stawach Smyczków i Jaroszów, o Niedźwiedzińcu, o zajeździe pani Schwedfyjger, o kinie "Bajka", o fascynujących zakątkach: Lesie Cygańskim, Mansfeldzie, Grabowcu, Górze Apostołów.

Dla nas, badaczy rudzkich ojkonimów, te wzmianki są wręcz bezcenne. I nie dziwią zupełnie, bo wiemy że Eugeniusz Ćwięczek jest znanym działaczem ekologicznym, prezesem Fundacji Ekologicznej Silesia.

Z całym przekonaniem polecamy tę pozycję, zawierającą subiektywne, indywidualne spojrzenie na wojenny epizod w niełatwej, zmiennej i tragicznej przeszłości Górnego Śląska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.