Facebook Google+ Twitter

Kogo stać, by zdrowo jeść?

Po napisaniu artykułu „Pozwól mi chudszym być” postanowiłem sam sobie pozwolić na taki luksus. Luksus schudnięcia.

Problem prześladuje mnie od lat. Idąc za przykładem moich wiecznie będących na diecie, przed dietą lub w trakcie diety koleżanek, regularnie narzekam na mankamenty swojej fizyczności. Uwagi i upomnienia coraz mniej cierpliwych słuchaczy, że podobno przesadzam, nie trafiają do mnie wcale. Tak jak grochem o ścianę. A głową muru nie przebijesz, to co dopiero grochem.
Więc, niepokorny i wierny swoim paranojom, postanowiłem sobie siebie trochę zrzucić. Do tej pory odrzucało mnie jedynie, gdy stawałem na wadze. Sprawę wysiłku fizycznego mam tak jakby z głowy, ponieważ w miejscu i tak nie potrafię usiedzieć, uwagę swoją przyłożyłem więc do tego, co jem. Podobno jesteśmy tym, co jemy. A jemy to, co lubimy. Problem rodzi się wtedy, gdy nie lubimy siebie, gdy jemy to, co lubimy. U mnie problem przybrał właśnie taki kształt, a kształt jaki ja przybrałem wymagał szybkich i zdecydowanych działań. Radykalna zmiana diety- to był mój cel. Wybrałem się więc do sklepu, zbrojny w wiedzę, co jeść należy, a czego trzeba unikać.

Zdrowe znaczy drogie


Z listy zakupów postanawiam na samym wstępie brutalnie wyeliminować czekoladę, chipsy i inne pyszne rzeczy. Sama ta świadomość zaczęła sprawiać mi ból, a jeszcze nawet nie zacząłem zmiany diety. No ale do rzeczy, zmierzam ku półkom z pożywieniem starając się, inaczej niż zwykle, bardziej podstępnie i mniej naiwnie patrzeć na kolorowe i kuszące etykietki. Z takim wyrazem twarzy, wyglądając cokolwiek idiotycznie, docieram do półki z pieczywem. O, chlebie nasz powszedni, muszę cię zamienić na ten podobno zdrowszy. I tutaj pierwszy mały szok – mały 100-gramowy kartonik z prostokątnymi „kromkami” grubości pół centymetra kosztuje tyle co duży, zwykły chleb. Duży zwykły chleb w mojej 3-osobowej rodzinie wystarcza na 2 dni śniadań i kolacji. Mały kartonik nie wykazuje objawów powiększania się pod jakimkolwiek wpływem, więc nie wiem co z tym fantem zrobić. No nic, biorę. W końcu rozmiar się podobno nie liczy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 10.07.2009 19:42

Siedzący tryb życia, lenistwo,objadanie się na umór - brak samo zdyscyplinowania, to jeden z efektów otyłości... Ruch i jeszcze raz ruch, który przyspiesza spalanie zbędnego tłuszczyku. Niestety jak ktoś preferuje wszelkiego rodzaju specjały z fast foodów to życzę mu powodzenia!!!! Dodam jeszcze, że zaczynając nawet biegać i po przełamaniu chwilowego kryzysu systematycznie dalej biegając, to po 2 miesiącach wchodzi w nawyk. Odczuwa się potrzebę biegania, jak palaczowi brakuje papierosa tak biegającemu biegu.. Żegnaj brzusiu - witaj siusiu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiara w to, że w sklepach mozna zakupić jakieś zdrowe produkty, ktore spowodują trwałe schudnięcie i utrzymanie wagi jest wyjatkowo naiwna. Podobnie jak wiara w cudowne i szybkie działanie róznorakich preparatów, które gwarantują wyłacznie jedno: rozregulowanie organizmu i efekt jo-jo.
Mam znajomego, który trwałe zrzucił 40 kg ( ze 125 kg na 85kg ).I trzyma juz wage od kilku lat. Nie katuje się na siłowni, nie biega. Jak mi tłumaczy, zmienił "jedynie" zasadniczo swoje nawyki zywieniowe i poznał jak słuchać glosu swego organizmu.Do zycia nie potrzeba nam stosu jedzenia i słodyczy.On zmienił filozofie zyciową, w której obecnie jedzenie spadło na bardzo bardzo daleką pozycję. A my? jak nie myslimy o tym co bedziemy jeść, myslimy o tym co własnie zjedliśmy, oglądamy wizerunki potraw, przepisy kulinarne i przyglądamy sie, co jedza ludzie w mijanym ogródku restauracyjnym. Jedzenie to lider w naszym umyśle.
Własnie postanowiłem zrzucic kilka kg zywej wagi. Zaczynam jeść mniej (systematycznie zmniejszac bedę sobie porcję, do tego codzienny godzinny rower)....Może sie uda.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.06.2009 22:44

:)))) Pawle, to tak, jak ja :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja to jestem na dwoch dietach, bo na jednej to bym umarl z glodu.......wiem, ze dowcip stary, ale ladny :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A teraz żartobliwie:
Najlepsza dieta była za komuny w zwiazku z trudnosciami w zdobywaniu kawałka miesa.Wobec czego 1 kotlet wystarczał na 3 dni - pierwszego dnia był kupowany, drugiego - smazony, trzeciego - jedzony. :)
Dla osób nie mogących z róznych względów uprawiac ćwiczeń, pozostaje chodzenie i dieta "ŻP"
(żrec połowę) - co i tak przy naszym naturalnym łakomstwie jest o wiele za dużo. Niestety.
Od chwili przejscia na emeryturę (dezaktywacji trybu zycia), rzucenia papierosów a wreszcie - powypadkowego unieruchomienia - przytyłam 10 kg., czyli ca.0,90 kg./ rok :)
Może sie uda zrzucić ograniczając ilość?
Co do bazaru, o którym pisze pani Basia - wiekszość stoisk zawiera produkty z tzw. giełdy czyli hodowle ze szklarni i import.
Kobiety z gospodarstw tradycyjnych są nieliczne i sprzedają np. jajka (od grzebiących w gnoju kur), i ubity drób - często pachnące mączką rybną, podawana w pozywieniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakubie, nie martw się. Jest proste wyjście: śniadanie zjedz sam,
obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi. :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arturze - dzięki wielkie za przybliżenie tej kwestii :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podpisuje się obydwoma rękami pod tym, co Artur napisał o ćwiczeniach. Usłyszałam to kiedyś od instruktorki aerobicu i do dziś stosuję z dobrym skutkiem. Orbitrek to wspaniała sprawa, bo nawet długotrwałe ćwiczenie jest przyjemne i relaksujące. Wiele osób rzeczywiście na początku podchodzi do ćwiczeń ekstremalnie, kończy je z językiem na brodzie, zakwasami i odwodnieniem, a potem zapał gaśnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakubie

Trochę nieprecyzyjnie się wyraziłem mówiąc, że "można "wysiąść fizycznie" ze zmęczenia, a organizm nie pobierze ani grama tłuszczu."
Chodziło mi o to, że nie pobierze podczas ćwiczenia. Natomiast zawsze liczy się całodobowy bilans energetyczny, który - żeby tracić na wadze - musi być ujemny. Jeśli pobiegasz 20 minut po kolacji to tłuszczu podczas biegu nie spalisz, ale spalisz węglowodany z "bieżącego pokarmu" i jeśli przez resztę dnia jadłeś w taki sposób, że całkowity bilans będzie ujemny to oczywiście schudniesz.

A wracając do meritum Twojego pytania. Spalanie tłuszczu podczas wysiłku rozpoczyna się - w zależności od stopnia wytrenowania i cech indywidualnych - gdzieś pomiędzy 25 a 35 minutą wysiłku fizycznego. Cudów nie ma, liczy się czas. I ten czas musi upłynąć w taki sposób, żeby nie powstał dług tlenowy zbyt duży, jak to ma miejsce przy zbyt intensywnych ćwiczeniach. Te ćwiczenia tworzą dług tlenowy ponieważ ani szybsze oddychanie ani podwyższone tętno nie "nadąża z transportem tlenu" za procesami energetycznymi, które zaczynają przebiegać z przewagą procesów beztlenowych i doprowadzają w szybkim czasie do "zakwaszenia mięśni". Powstaje zmęczenie, zniechęcenie i procesy "odbudowy" mogą potrwać kilka dni ( bóle mięśniowe).
Z tego punktu widzenia najefektywnieszym sposobem ćwiczenia jeśli chodzi o spalanie tłuszczów ( spalanie odbywa się w mitochondriach tylko przy użyciu tlenu) będzie wysiłek na granicy spalania tlenowego i beztlenowego po okresie wspomnianych wcześniej 25 - 35 minut. Brzmi strasznie, nie? Ale jest to tylko ekstremum efektywności spalania tłuszczów, z którego warto zdawać sobie sprawę, natomiast niekoniecznie stosować na co dzień. Kluczowe jest w ogóle osiągnięcie spalania tłuszczu podczas wysiłku ( a więc przekroczenie bariery 25 minut ćwiczeń), a potem utrzymywanie ćwiczenia jeszcze przez jakiś czas.
Dochodzi kwestia rodzaju wysiłku, bowiem w obrębie ćwiczeń aerobowych ( czyli tlenowych) mamy mniejszy lub większy wydatek energetyczny. To z kolei ( poza stopniem intensywności) zależy od ilości grup mięśniowych zaangażowanych w ćwiczenie.

Bez wątpienia najbardziej godnym polecenia jest po prostu piesza wędrówka w średnio trudnym terenie. Najbardziej naturalna, angażująca wszystkie partie mięśni. Tylko kogo stać czasowo na wielogodzinne, codzienne wędrówki ?
Dlatego trzeba wspomóc się "wynalazkami". Ja korzystam, będąc na siłowni z urządzeń typu "orbitrek", wprost idealnych do spalania tłuszczu. Pracują prawie wszystkie grupy mięśniowe i na dodatek ruch jest płynny, w ogóle nie obciążający stawów.
A w domu mam steper i rower. Ćwiczenia nie muszą być intensywne, ważne żeby trwały odpowiednio długo.
Teraz w zasadzie nie wyobrażam sobie dnia bez ćwiczeń ( o ile czas i miejsce pozwala) To jest dodatkowy plus. Organizm wręcz domaga się ich. Sprawiają przyjemność. Zamiast obejrzeć film siedząc w fotelu, można obejrzeć go jadąc niezbyt intensywnie na rowerze. I połączyć przyjemne z przyjemnym :)
Z "naturalnych" wysiłków fizycznych polecam jeszcze jazdę na rowerze i zimą biegi na nartach.

Jeszcze raz trzeba podkreślić, że liczy się całkowity bilans energetyczny. Nasze ćwiczenia można "zniweczyć" sposobem odżywiania się.
Nie łudźmy się, że jesteśmy w stanie ćwiczyć codziennie. Nie jesteśmy z wielu przyczyn. Dlatego w dniach bez nich szczególnie zwracajmy uwagę na to co jemy.

Sorry za chaotyczny nieco tekst, ale nie mam zbyt wiele czasu.

Chętnie odpowiem na jakieś dodatkowe pytania.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.06.2009 10:35

Jakubie, gwiazdki za artykuł, w tym wtręty w rodzaju "W końcu rozmiar się podobno nie liczy" :)

Arturze Wojnowski, napisz art. o swoich doświadczeniach, bo papu droższe czy tańsze jest - i to w nadmiarze, a z ruchem jest wprost przeciwnie. W moim przypadku siłownia i truchtanie odpada, bo tego nie cierpię i nie mam siły a wagę jak najbardziej chcę utrzymać. Co do moich doświadczeń mam dobre zdanie o diecie nie łączenia niektórych produktów, bo bardzo nie lubię się głodzić czy nie dojadać ale też nie lubię tyć ;)

Barbaro, zgadzam się, że jeszcze mamy trochę dobrego jedzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.