Pozycja materiału w rankingach:

Po napisaniu artykułu „Pozwól mi chudszym być” postanowiłem sam sobie pozwolić na taki luksus. Luksus schudnięcia.
Zobacz także:
Artykuły
(60)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.64)
Wiek: 27 | Miejscowość: Chorzów | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 10.07.2009 19:42
Siedzący tryb życia, lenistwo,objadanie się na umór - brak samo zdyscyplinowania, to jeden z efektów otyłości... Ruch i jeszcze raz ruch, który przyspiesza spalanie zbędnego tłuszczyku. Niestety jak ktoś preferuje wszelkiego rodzaju specjały z fast foodów to życzę mu powodzenia!!!! Dodam jeszcze, że zaczynając nawet biegać i po przełamaniu chwilowego kryzysu systematycznie dalej biegając, to po 2 miesiącach wchodzi w nawyk. Odczuwa się potrzebę biegania, jak palaczowi brakuje papierosa tak biegającemu biegu.. Żegnaj brzusiu - witaj siusiu :)
Wojciech Arciszewski 05.07.2009 11:19
Wiara w to, że w sklepach mozna zakupić jakieś zdrowe produkty, ktore spowodują trwałe schudnięcie i utrzymanie wagi jest wyjatkowo naiwna. Podobnie jak wiara w cudowne i szybkie działanie róznorakich preparatów, które gwarantują wyłacznie jedno: rozregulowanie organizmu i efekt jo-jo.
Mam znajomego, który trwałe zrzucił 40 kg ( ze 125 kg na 85kg ).I trzyma juz wage od kilku lat. Nie katuje się na siłowni, nie biega. Jak mi tłumaczy, zmienił "jedynie" zasadniczo swoje nawyki zywieniowe i poznał jak słuchać glosu swego organizmu.Do zycia nie potrzeba nam stosu jedzenia i słodyczy.On zmienił filozofie zyciową, w której obecnie jedzenie spadło na bardzo bardzo daleką pozycję. A my? jak nie myslimy o tym co bedziemy jeść, myslimy o tym co własnie zjedliśmy, oglądamy wizerunki potraw, przepisy kulinarne i przyglądamy sie, co jedza ludzie w mijanym ogródku restauracyjnym. Jedzenie to lider w naszym umyśle.
Własnie postanowiłem zrzucic kilka kg zywej wagi. Zaczynam jeść mniej (systematycznie zmniejszac bedę sobie porcję, do tego codzienny godzinny rower)....Może sie uda.
Pawel Ligaszewski 27.06.2009 08:33
ja to jestem na dwoch dietach, bo na jednej to bym umarl z glodu.......wiem, ze dowcip stary, ale ladny :)
Jadwiga Kowalczyk 27.06.2009 07:04
A teraz żartobliwie:
Najlepsza dieta była za komuny w zwiazku z trudnosciami w zdobywaniu kawałka miesa.Wobec czego 1 kotlet wystarczał na 3 dni - pierwszego dnia był kupowany, drugiego - smazony, trzeciego - jedzony. :)
Dla osób nie mogących z róznych względów uprawiac ćwiczeń, pozostaje chodzenie i dieta "ŻP"
(żrec połowę) - co i tak przy naszym naturalnym łakomstwie jest o wiele za dużo. Niestety.
Od chwili przejscia na emeryturę (dezaktywacji trybu zycia), rzucenia papierosów a wreszcie - powypadkowego unieruchomienia - przytyłam 10 kg., czyli ca.0,90 kg./ rok :)
Może sie uda zrzucić ograniczając ilość?
Co do bazaru, o którym pisze pani Basia - wiekszość stoisk zawiera produkty z tzw. giełdy czyli hodowle ze szklarni i import.
Kobiety z gospodarstw tradycyjnych są nieliczne i sprzedają np. jajka (od grzebiących w gnoju kur), i ubity drób - często pachnące mączką rybną, podawana w pozywieniu.
Stefania Najsarek 26.06.2009 20:52
Jakubie, nie martw się. Jest proste wyjście: śniadanie zjedz sam,
obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi. :)))
Jakub Lepiorz 26.06.2009 15:29
Arturze - dzięki wielkie za przybliżenie tej kwestii :)
Marta Jenner 26.06.2009 14:41
Podpisuje się obydwoma rękami pod tym, co Artur napisał o ćwiczeniach. Usłyszałam to kiedyś od instruktorki aerobicu i do dziś stosuję z dobrym skutkiem. Orbitrek to wspaniała sprawa, bo nawet długotrwałe ćwiczenie jest przyjemne i relaksujące. Wiele osób rzeczywiście na początku podchodzi do ćwiczeń ekstremalnie, kończy je z językiem na brodzie, zakwasami i odwodnieniem, a potem zapał gaśnie.
Artur Wojnowski 26.06.2009 14:29
Jakubie
Trochę nieprecyzyjnie się wyraziłem mówiąc, że "można "wysiąść fizycznie" ze zmęczenia, a organizm nie pobierze ani grama tłuszczu."
Chodziło mi o to, że nie pobierze podczas ćwiczenia. Natomiast zawsze liczy się całodobowy bilans energetyczny, który - żeby tracić na wadze - musi być ujemny. Jeśli pobiegasz 20 minut po kolacji to tłuszczu podczas biegu nie spalisz, ale spalisz węglowodany z "bieżącego pokarmu" i jeśli przez resztę dnia jadłeś w taki sposób, że całkowity bilans będzie ujemny to oczywiście schudniesz.
A wracając do meritum Twojego pytania. Spalanie tłuszczu podczas wysiłku rozpoczyna się - w zależności od stopnia wytrenowania i cech indywidualnych - gdzieś pomiędzy 25 a 35 minutą wysiłku fizycznego. Cudów nie ma, liczy się czas. I ten czas musi upłynąć w taki sposób, żeby nie powstał dług tlenowy zbyt duży, jak to ma miejsce przy zbyt intensywnych ćwiczeniach. Te ćwiczenia tworzą dług tlenowy ponieważ ani szybsze oddychanie ani podwyższone tętno nie "nadąża z transportem tlenu" za procesami energetycznymi, które zaczynają przebiegać z przewagą procesów beztlenowych i doprowadzają w szybkim czasie do "zakwaszenia mięśni". Powstaje zmęczenie, zniechęcenie i procesy "odbudowy" mogą potrwać kilka dni ( bóle mięśniowe).
Z tego punktu widzenia najefektywnieszym sposobem ćwiczenia jeśli chodzi o spalanie tłuszczów ( spalanie odbywa się w mitochondriach tylko przy użyciu tlenu) będzie wysiłek na granicy spalania tlenowego i beztlenowego po okresie wspomnianych wcześniej 25 - 35 minut. Brzmi strasznie, nie? Ale jest to tylko ekstremum efektywności spalania tłuszczów, z którego warto zdawać sobie sprawę, natomiast niekoniecznie stosować na co dzień. Kluczowe jest w ogóle osiągnięcie spalania tłuszczu podczas wysiłku ( a więc przekroczenie bariery 25 minut ćwiczeń), a potem utrzymywanie ćwiczenia jeszcze przez jakiś czas.
Dochodzi kwestia rodzaju wysiłku, bowiem w obrębie ćwiczeń aerobowych ( czyli tlenowych) mamy mniejszy lub większy wydatek energetyczny. To z kolei ( poza stopniem intensywności) zależy od ilości grup mięśniowych zaangażowanych w ćwiczenie.
Bez wątpienia najbardziej godnym polecenia jest po prostu piesza wędrówka w średnio trudnym terenie. Najbardziej naturalna, angażująca wszystkie partie mięśni. Tylko kogo stać czasowo na wielogodzinne, codzienne wędrówki ?
Dlatego trzeba wspomóc się "wynalazkami". Ja korzystam, będąc na siłowni z urządzeń typu "orbitrek", wprost idealnych do spalania tłuszczu. Pracują prawie wszystkie grupy mięśniowe i na dodatek ruch jest płynny, w ogóle nie obciążający stawów.
A w domu mam steper i rower. Ćwiczenia nie muszą być intensywne, ważne żeby trwały odpowiednio długo.
Teraz w zasadzie nie wyobrażam sobie dnia bez ćwiczeń ( o ile czas i miejsce pozwala) To jest dodatkowy plus. Organizm wręcz domaga się ich. Sprawiają przyjemność. Zamiast obejrzeć film siedząc w fotelu, można obejrzeć go jadąc niezbyt intensywnie na rowerze. I połączyć przyjemne z przyjemnym :)
Z "naturalnych" wysiłków fizycznych polecam jeszcze jazdę na rowerze i zimą biegi na nartach.
Jeszcze raz trzeba podkreślić, że liczy się całkowity bilans energetyczny. Nasze ćwiczenia można "zniweczyć" sposobem odżywiania się.
Nie łudźmy się, że jesteśmy w stanie ćwiczyć codziennie. Nie jesteśmy z wielu przyczyn. Dlatego w dniach bez nich szczególnie zwracajmy uwagę na to co jemy.
Sorry za chaotyczny nieco tekst, ale nie mam zbyt wiele czasu.
Chętnie odpowiem na jakieś dodatkowe pytania.
Autor usunął profil 26.06.2009 10:35
Jakubie, gwiazdki za artykuł, w tym wtręty w rodzaju "W końcu rozmiar się podobno nie liczy" :)
Arturze Wojnowski, napisz art. o swoich doświadczeniach, bo papu droższe czy tańsze jest - i to w nadmiarze, a z ruchem jest wprost przeciwnie. W moim przypadku siłownia i truchtanie odpada, bo tego nie cierpię i nie mam siły a wagę jak najbardziej chcę utrzymać. Co do moich doświadczeń mam dobre zdanie o diecie nie łączenia niektórych produktów, bo bardzo nie lubię się głodzić czy nie dojadać ale też nie lubię tyć ;)
Barbaro, zgadzam się, że jeszcze mamy trochę dobrego jedzenia.