Facebook Google+ Twitter

Kolacja wigilijna, pasterka i pub. Nowa, świecka tradycja?

Wczoraj w Gazecie Wyborczej trafiłem na artykuł opisujący nową świecką tradycję. Okazuje się, że wielu ludzi decyduje się zakończyć Wigilię nie w rodzinnym gronie, ale wraz ze znajomymi w pubie, klubie czy restauracji.

Wiadomo, że gdzie jest popyt tam pojawia się i podaż, dlatego właściciele lokali nie pozostają głusi na podobne trendy. Czekają po północy na ludzi wracających z pasterek. Po północy post już nie obowiązuje. Oczywiście, nikt nie mówi o hucznych zabawach, ot po prostu piwo czy dwa w gronie znajomych.

Po lekturze tego artykułu w pierwszej chwili poczułem pewien dysonans. Dla mnie Wigilia kojarzy się tylko i wyłącznie ze świętem rodzinnym. Pewnie wypływa to jakoś z doświadczeń dzieciństwa. Szczerze mówiąc, do głowy by mnie nie przyszło, by 24 grudnia ustawić się na piwko. W artykule socjolog zjawisko to tłumaczy przeszczepianiem trendów zachodnich na polski grunt. Skoro tylu emigrantów pracuje np. w Anglii, wracając na święta do domu mimowolnie przenoszą tu pewne zachowania podpatrzone w zlaicyzowanym Zachodzie. Czytając to zreflektowałem się jednak. Przypomniałem sobie, że gdy byłem w liceum nie raz od znajomych słyszałem historie o zakrapianych "afterach" po pasterkach. Różnicą było to, że wtedy raczej odbywało się to pod chmurką. Także czy to tylko wina "zgniłego Zachodu"?

Po drugie, kurczę, przecież w tym roku świadomie nie wróciłem do Polski na święta. Osobiście po prostu nie mogę patrzeć na totalną ich komercjalizację. Sam nie jestem lepszy. Z punktu widzenia przestrzegania tradycji okazałem się nie mniejszym ignorantem niż ci, którzy w Wigilię idą sobie coś tam wypić. Więc skąd pewien niesmak w pierwszej chwili lektury tego artykułu?

Z tymi refleksjami zacząłem studiować forum z wypowiedziami ludzi, znajdujące się pod artykułem. Byłem ciekaw, jak się do tego odniosą. Padały tu różne głosy które według mnie przy pewnym stopniu uproszczenia można podzielić na trzy grupy. Przedstawicieli pierwszej nazwijmy tradycjonalistami. Wśród nich dominowała zdecydowana krytyka nowego obyczaju. Niektórzy dopatrują się w takim zachowaniu zdrady narodowej tradycji. Niejaki Klimas pisze np.: Oj, jeszcze bohaterka artykułu zatęskni do tradycyjne polskiej wigilii. Zatęskni do gotowania pierogów, bigosu, zatęskni do ubierania choinki a zanim się obejrzy to już sama będzie "stara i nudna ciotka" tylko być może bez własnych dzieci i bez tradycji lub objawów zdziwaczenia.

Krusnik2 z przekąsem stwierdza jeżeli dla kogoś czymś normalnym jest pójść się napić po Wigilii do baru to gratuluję.. Są też tacy, którzy tradycję traktują wprost jak dogmat. Hno3 ogłasza ex cathedra: Wigilia to święto rodziny. Nie kumpli . Nawet jak ktoś niewierzący to ten jeden wieczór w roku rodzince może poświęcić.

Inni z tradycjonalistów nie potrafią w sobie znaleźć zrozumienia dla tego typu zachowań. Przy tym często kierują się zasadą: "skoro u mnie w domu Wigilia od lat jest magicznym i pełnym emocji wydarzeniem, to u innych musi wyglądać ona podobnie. A skoro tak to jak to w ogóle możliwie, że ktoś świadomie decyduje się zrezygnować z tego typu doznań?”. Na przykład zuzur stwierdza: (…) Ja ze swoim rodzeństwem i szwagrostwem mogę przegadać całe noce. W Wigilię, po Wigilii, na weselach, po weselach.”. Joanna182-0 też ma tego typu wątpliwości: [i]trochę dziwne po wigilii do pubu. Ja zazwyczaj najpierw wigilia u rodziców, potem do narzeczonego na wigilię. Wszyscy razem idziemy na pasterkę, a potem siadamy do stołu jeszcze i rozmawiamy do 4 rano :))

Takim argumentom bezpośrednio dają odpór przedstawiciele drugiej zaobserwowanej przeze mnie grupy – "postępowcy". Na poparcie swych tez oni również często uciekają się do generalizacji. Np. Rosfita przedstawia przy tym zupełnie odmienny od wcześniejszych obraz tradycyjnej polskiej kolacji wigilijnej. „(…) I jeszcze jedno pytanie czy pójście po kolacji wigilijnej do pubu to faktycznie taka zbrodnia?

Standaradowa polska tradycja po kolacji wigilijnej polega na siedzeniu i gapieniu się w TV. Zatem może w tym pubie jednak jest lepiej bo tam sie rozmawia i obcuje z innymi a nie gapi w ekran.”.
Wśród postępowców nie brak pomysłów na alternatywne spędzenie tego czasu. Turbo_wesz podpowiada nam jeden z nich: „my ze znajomymi robimy ognisko. nawet kiedy -20 C albo pada. nawet się z całej europy znajomi zjeżdżają na 'pasterkę'.” Być może jest to kwestia odpowiedniej optyki i nieodpowiedniej terminologii. Koxiarz relacjonuje: W Zakopanem, na pasterce można spotkać masę znajomych, których bardzo często nie widziało się od roku albo i dłużej. Impreza odbywa się w gronie przyjaciół i znajomych, panuje świetna, pokojowa i świąteczna atmosfera. Ludzie naprawdę świętują i ogólnie jest pięknie. Dla mnie jedna z 3 najlepszych imprez w roku, przy której sylwester chowa się tak głęboko, że nawet go nie słychać ;)
Inni z postępowców poddają kontestacji całą tradycję bez wyjątku. Vladek zwierza się: chodzi o to ze ja naprawdę mam w nosie co robili mój
dziadek lub pradziadek w wieczór wigilijny lub na święta. Po pierwsze pradziadek był prawosławny, moi rodzice są katolikami ale ja jestem ateista... Moje zachowania raczej podlegają racjonalizacji, gdy porównać je do zachowań moich przodków, to raczej
odwrót od zabobonu i ogłupiającego wpływu religii na człowieka.

Członków trzeciej grupy sklasyfikowałbym jako racjonalistów/pragmatyków. I to właśnie ich głosy i opinie wydają mi się najbardziej bliskie. Po pierwsze zdają się potwierdzać to, co podpowiadała mi już moja własna pamięć. Że tego typu zjawisko miało już miejsce w przeszłości. Czemajapkami pisze: Naciągana teoria. W moim mieście (małym) puby otwierane są tego dnia po północy od wielu lat i tam spotykamy się ze znajomymi na godzinę, dwie, by składać sobie życzenia. I nie oznacza to wcale, że nie są to dla mnie i zawsze będę rodzinne święta”. Pipenik dodaje: nie wiem jaka to nowa tradycja, ale pamiętam za moich młodych lat ok (8-10 temu) też się chodziło po pasterce do knajpy. Po prostu są ludzie którzy tak spędzają
Wigilię i dla nich te knajpy są pootwierane. A tu piszą ze Polacy z wysp przywożą nową tradycje, żenada.

Racjonaliści zdają się w końcu uciekać od generalizacji i postrzegania Wigilii przez pryzmat własnych doświadczeń i własnego świątecznego stołu. Oddajmy głos krukowi 51: Jako, że z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciu. A rodziny bywają różne, różniste, przeróżne. Dokładniej lepiej nie określać. Więc czemu
nie ? Może właśnie Ci ludzie chcą uniknąć hipokryzji ? Która od wieków zalewa nasze serca i umysły, jawiąc się jako tradycja, uczucia, dobro. Warte zastanowienia ! dkrysiak dodaje od siebie: Znam rodziny gdzie przy okazji wylewane są wszystkie żale, prane brudy itd... Czyli całe założenia rodzinnych świąt biorą w
łeb.

Z jednej strony podoba mi się, że ludzie mają wolny wybór, że już nie muszą uczestniczyć w czymś, czego nie chcą, nie lubią lub po prostu nie rozumieją. Z drugiej jednak nie mam jak chyba my wszyscy pojęcia, dokąd to nas zaprowadzi. Religia była jakąś tam bazą jeśli chodzi o normy zachowań. Można się było z nią nie zgadzać, ale jednak trwale i niezmiennie, mimo różnorakich okoliczności, wskazywała ludziom drogę. To samo z tradycją. Odrzucając to całe dziedzictwo na co je wymieniamy? Forumowicz znajomy_jennifer_lopez pisząc, czy to dobrze, że ludzie odchodzą od religii, od tradycji wigilijnego stołu stwierdza, że to: Raczej źle ale z drugiej strony ułatwia (to) migrację i bycie elastycznym na rynku pracy (gotowośc do przeprowadzki). Sfera sacrum zamienione na elastyczność i mobilność? Brzmi to według mnie dość złowieszczo. Nie jestem pewien, czy taka zamiana jest siebie warta.

Źródło:
http://wyborcza.pl/1,76842,6097086,Polacy_po_pasterce_ida_do_pubu.html

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

http://www.wykop.pl/ramka/126765/cejrowski-o-swietach

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.12.2008 22:28

(+) Ciekawe... Podoba mi się...

Komentarz został ukrytyrozwiń

wigilia to taki dziwny dzień
niby mamy stac się lepsi wyrozumialsi, troskliwsi, miłosierni
a co po , jak zwykle proza życia ,wyścig szczurów
do następnej wigili
a to właśnie hipokryzja, niewielu jest w stanie byc ponad wszystko
ja staram sie unikac bratania na pokaz, ale to dużo kosztuje
dobrze jeśli nie kosztem najbliższej rodziny

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zastanawiamy się nawet nad tym, co wyznacza nasza tożsamość? Jesteśmy narodem o zapożyczonej tożsamości. Więcej pisze o tym w moim blogu. Kogo interesuje, może przeczytać. To jest http://epafroditos.blogspot.com/2008/03/o-tosamoci-narodowej-polaka.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.