Facebook Google+ Twitter

Kolędowa masówka ofiarna

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-03-03 05:57

"Więc nie chce pan przyjąć księdza na wizycie duszpasterskiej?". "Nie", odpowiedziałem spokojnie. Zaczął coś wpisywać. "Co ksiądz pisze?". "Będę musiał tu wpisać odmowę. Jakie są pana personalia?". Wybałuszyłem gały ze zdziwienia.

ogłoszenie wiszące na bloku autora tekstu / Fot. autor tekstuWizyta duszpasterska dla wielu katolików jest bardzo ważnym wydarzeniem, kończącym stary rok lub rozpoczynającym nowy. Choć bardzo często zdarza się, że jest to zwykły zapis w kalendarzu, który trzeba odhaczyć i mieć spokój to jednak tradycja to tradycja, księdza do domu przyjąć trzeba. Należy z nim porozmawiać, dać sobie mury pochlapać wodą i zapłacić "dobrowolną ofiarę" za tę przyjemność obcowania z dobrodziejem. W moim bloku kolęda odbywała się w tym roku dwukrotnie. Kartka z informacją wisiała na drzwiach do klatki schodowej przez dwa tygodnie. Zdążyłem się więc zapoznać z datą i godziną wizytacji oraz zdecydować, czy chcę w tym rytuale uczestniczyć.

Marketingowe podejście

Ksiądz podczas kolędy staje się łechtaczem kompleksów swoich owieczek. Świadomie lub nieświadomie. Bo kiedy przychodzi do domu można go ugościć i wręczyć mu kopertę wypełnioną gotówką na znak bycia dobrym parafianinem, ale także poszczerzyć się do niego, poopowiadać o nowych zdolnościach dzieci, o ząbkowaniu wnuczków. Jednym słowem, można chwalić się sukcesami z każdej dziedziny, nawet jeśli takim sukcesem jest zdobycie nowej paprotki w kolekcji roślin doniczkowych.
obrazek 2 / Fot. www.zbakani.pl
W okresie wizyt duszpasterskich ksiądz patrzy inaczej na problemy, z jakimi zmaga się Kościół. Jego wzrok wydaje się być bardziej pobłażliwy, a spojrzenie rozmyte. O ile podczas spowiedzi zadaniem księdza jest skarcenie i naprowadzenie wiernego na dobrą drogę, to podczas kolędy dobrodziej tylko słucha i uśmiecha się, łagodząc w ten sposób obraz Kościoła, rysowany przez antyklerykałów i "masonów". Przychodzi do parafianina z jasnym celem: sprzedać mu ideę Kościoła otwartego i dbającego o wiernych. Dlatego na przykład na problem seksu pozamałżeńskiego lub dzieci z nieprawego łoża ksiądz patrzy inaczej w mieszkaniu grzeszników, a inaczej w konfesjonale. Obydwa te grzechy ciężkie winny być potępione. Kiedy jednak księdza od progu witają dwa małe brzdące, a rodzice na pytanie "w jakiej parafii odbył się ślub?" odpowiadają "w żadnej, żyjemy bez ślubu", duchowny nabiera wody w moralizatorskie usta i stwierdza jedynie, że warto byłoby w końcu zrobić z tym porządek. Wysłucha, uśmiechnie się, pokropi mieszkanie, a w dokumentacji odnotuje, jakiej wysokości ofiarę na kościół wniosła rodzina. Bo mimo, że bez ślubu - dzieci są, więc rodzina to rodzina.

Ja, broń Boże, nie mam do tego pretensji. Jest przecież zapisane w prawie kanonicznym, iż "pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeśli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując" (kan. 529 §1). W mojej głowie rodzi się natomiast pytanie, dlaczego księża nie rozumieją odmowy? Czy wikariusze są rozliczani przez proboszczów z ilości przyniesionych kopert lub wpisów w kartach parafialnych, a proboszcze przez biskupów, tak samo jak handlowcy przez managera ze swoich targetów na koniec miesiąca?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 03.03.2013 11:53

Możlwe. To zdjęcie pochodzi z internetu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakoś trudno mi uwierzyć, że ta druga kartka- o powtórzeniu wizyty z powodu ....- jest prawdziwa. Bardziej to na żart zakrawa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.