Facebook Google+ Twitter

Kolegę w urzędzie zatrudnię

Wysocy urzędnicy ale także ci średniego czy wręcz niskiego szczebla zapewniają, że w Polsce już dawno uporaliśmy się z nepotyzmem. Niestety to tylko mit, którym zasłania się władza publiczna.

U.S. Fish and Wildlife Service - Midwest Region / Fot. U.S. Fish and Wildlife ServiceOrgany władzy państwowej, wysocy urzędnicy ale także ci średniego czy wręcz niskiego szczebla zapewniają, że w Polsce już dawno uporaliśmy się z nepotyzmem. Ich zdaniem kolesiostwo nie pomaga w ubieganiu się o pracę w instytucjach publicznych. Postanowiłem to sprawdzić. Przeprowadziłem szereg rozmów z osobami, które regularnie biorą udział w postępowaniach kwalifikacyjnych. Wnioski? Urzędnicy bezczelnie zatrudniają swoich znajomych na wszelakich stanowiskach i nawet się z tym nie kryją. Konkursy organizowane na wakaty w administracji publicznej, są fikcją przez co stają się upokorzeniem dla starających się o pracę ludzi.

Podejmowanie zatrudnienia w różnego rodzaju instytucjach publicznych regulują wielorakie ustawy. Począwszy od ustawy o Służbie cywilnej – która reguluje sposób zatrudniania w administracji centralnej, poprzez ustawę o pracownikach sądów i prokuratury, kończąc na ustawie o pracownikach samorządowych. Zawierają one bardzo zacne i normatywnie dobrze brzmiące zapisy prawne. Ustawodawca z pewnością kierował się dobrą wolą przy stanowieniu tych aktów normatywnych. Wydaje się, że wszystkie wymienione ustawy spełniają najwyższe wymogi w demokratycznym państwie prawnym, co więcej, spełniają także wymogi stawiane chociażby przez Unię Europejską. Nie ma wątpliwości co do tego, że gdyby urzędnicy kierowali się literalnie przepisami prawa wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Jestem przekonany, że administracja państwowa byłaby dużo bardziej merytoryczna. Być może dzięki temu usprawniło to by liczne postępowania administracyjne, podatkowe i inne, a także być może zmieniłoby zapatrywanie obywateli na aparat administracyjny. Jednakże, słowa które są zapisane we wszystkich wymienionych przeze mnie ustawach: "(...) nabór do służby cywilnej (pracy w samorządzie, w sądach, prokuraturze) jest otwarty oraz konkurencyjny" – to tylko fikcja, którą realizują urzędnicy poprzez organizowanie para-wolnego naboru. Z góry wiadomo, kto ten nabór ma wygrać. Niestety nie ma nad tym żadnej kontroli, a mechanizmy takie funkcjonują od wielu lat. To farsa – mówią kandydaci biorący udział w naborach do instytucji państwowych, z którymi rozmawiałem.


Moi rozmówcy brali udział w konkursach na stanowiska począwszy od administracji centralnej poprzez izby skarbowe aż do administracji samorządowej. Jakie są wnioski? Na początku wszystko wyglądało tak, jak wyglądać powinno. Gdy kandydat spełniał wymagania formalne – zamieszczone w biuletynie informacji publicznej tj. Wykształcenie, staż pracy, doświadczenie etc. Kieruje się do niego zaproszenie w sprawie dalszych etapów rekrutacji. Zauważyłem, że w obecnej chwili, najnowszym trendem mody urzędniczej jest robienie testów sprawdzających wiedzę, o których przeważnie nie informuje się kandydatów – choć nie można uogólniać. Trzeba przyznać, że część urzędów uprzedza o fakcie przeprowadzenia takiego testu – zaznacza Beata. O zakresie materiału obowiązującego do tego sprawdzianu już nikt nie informuje. Każdy kandydat chciałby wypaść jak najlepiej. Jednak trzeba pozbawić się złudzeń. Podczas moich prób nie zdarzyło się, aby ktoś mi powiedział z czego taki test zostanie przeprowadzony. Pozostają domysły co może pojawić się na tym etapie rekrutacji. I tak drogą dedukcji, jeśli ubiegamy się o stanowisko w urzędzie centralnym to pewnie pojawi się Kodeks postępowania administracyjnego, jeśli w urzędzie skarbowym, to być może ordynacja podatkowa czy ustawa o podatku od towarów i usług – można strzelać. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie aby przy ubieganiu się na jakiekolwiek stanowisko zapytano nas o każdą ustawę dotyczącą prawa publicznego. Ludzie ubiegający się o stanowiska urzędnicze podchodzą do testów już bez skrępowania. I tak zawsze ktoś jest podstawiony – mówi mój rozmówca Karol. Na początku się stresowałem, bardzo chciałem dostać pracę w moim wyuczonym zawodzie – kontynuuje. Ale teraz już wiem, że w większości konkursów o wolne stanowisko jest ktoś, kto wie, że wygra. Nie raz spotkałem się z sytuacją, że pani, lub pan wiedzieli jakie dokładnie będą pytania. Nie wierzę, że ktoś bez czytania testu zaznacza kolejne odpowiedzi i najczęściej ma maksymalną ilość punktów – kończy rozgoryczony.

Rozmowa kwalifikacyjna – tu trafiają tylko najlepsi. Oczywiście według komisji, która ocenia testy. Żeby była jasność – rozmawiając z kandydatami, dowiedziałem się, że żaden z nich nie spotkał się z sytuacją, aby mieć wgląd do takiego testu. Właściwie więc osoba sprawdzająca mogłaby podać jakąkolwiek liczbę punktów. Stanowi to pole do wielu nadużyć, rekruter może tutaj swobodnie robić przekręty, zatrudniając swoich znajomych. Pracownik może czuć się swobodnie, nikt go nie skontroluje. Rozmowa to inna bajka, tutaj wielce szanowna komisja składająca się z od trzech do pięciu członków, ocenia kandydata pod wszystkimi możliwymi względami. Jak się wysławia, jakie ma kompetencje, jak się zachowuje. Kryteria są tak na prawdę znane tylko oceniającym. Mają niczym niekrępowaną swobodę dobierania pracowników. Ustawowe stwierdzenie, że kandydat ma być tym, który najlepiej będzie wypełniać powierzone obowiązki
tak na prawdę nie reguluje niczego. Podczas rozmowy można dostać pytania merytoryczne, lub całkiem oderwane od zadań jakie kandydat ma wykonywać. Spektrum pytań bywa bardzo szerokie. Nie jest to jednak najważniejsze, bo przeważnie już i tak wiadomo kto wygra.


Podczas kilkunastu rozmów z osobami, które regularnie chodzą na rozmowy kwalifikacyjne do urzędów państwowych wszyscy zgodnie podkreślali: zawsze znajduje się człowiek, który pomimo tego, że dopiero ubiega się o stanowisko, to albo witała się z obecnymi pracownikami urzędów, albo rozmawiała serdecznie z przewodniczącym komisji, często mówiąc do niego po imieniu. Z relacji wiem, co ciekawe, że osoby te nawet nie próbują się maskować z tym, że znają ludzi przeprowadzających rekrutację. Raz spotkałam się z sytuacją- mówi Agata, w której do kandydata podeszła urzędniczka i zapytała się czy nie wie gdzie jest klucz od sali. Można napisać najlepiej test kwalifikacyjny, co wydaje mi się być najlepszym wyznacznikiem wiedzy i kompetencji do podjęcia pracy, a i tak jej nie dostać- żali się. Pytając potem dlaczego, skoro napisałam najlepiej test, jestem osobą spełniającą wymagania formalne i znającą się najlepiej na przepisach prawnych z których trzeba korzystać, nie dostałam pracy, usłyszałam,
że komisja wybrała kogoś innego. Nie ma kontroli nad przeprowadzaniem rekrutacji w instytucjach publicznych, pomimo tego, że teoretycznie istnieją systemy kontroli przeprowadzania konkursu na wolne stanowiska.

Inną sprawą jest to, że o wolne stanowiska urzędnicze ubiega się bardzo dużo osób. Zdarzało się, że na proces rekrutacyjny zgłaszało się około stu osób na jedno stanowisko. Jest więc w czym wybierać. Przykre jest jednak to, że najczęściej wygrywa z góry upatrzona osoba. To upokorzenie dla ludzi, którzy poświęcają swój czas i inwestują pieniądze, aby pojawić się na takiej rozmowie. Niejednokrotnie narażają swój budżet aby przyjechać z daleka, tylko po to aby zostać odprawionym z kwitkiem.

Jeszcze jedna sprawa wydaje się być zaskakująca. Ustawa nakłada na urzędników obowiązek zamieszczania w BIPie
informacji o wynikach naboru. Czas zamieszczania takiej informacji bywa różny.
Jednakże spotkałem się z sytuacją, że informacja taka pojawiała się niemal natychmiast- kilkadziesiąt minut po godzinie rekrutacji. Budzi to moje podejrzenia czy nabór rzeczywiście był konkurencyjny i wolny. Pomimo tych wszystkich uchybień obawiam się, że rządzący nie będą kwapić się do zmiany obecnego stanu rzeczy. W szczególności, że taki system funkcjonuje od wielu lat i zmiany musiałyby być bardzo drastyczne. Przypuszczam, że będziemy trwać w takim układzie dopóty nie zmieni się mentalność ludzi
decydujących w administracji publicznej. Czynnik ludzki, jak wiadomo jest najczęstszym powodem złego funkcjonowania całego systemu. Możemy mieć najlepsze przepisy prawne, najlepiej funkcjonujące mechanizmy, ale skorumpowanych urzędników bez charakteru. Póki co kolesiostwo i nepotyzm ma się bardzo dobrze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.