Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16123 miejsce

Kolejna zima syryjskich uchodźców w Libanie

Niektórzy są tu już od pięciu lat, inni nieco krócej. Wiedzą, że okres między grudniem a marcem to dla nich najtrudniejszy czas w roku. Trzeba opłacić czynsz, kupić coś do jedzenia i odłożyć na olej opałowy.

Nielegalne obozowisko uchodźców syryjskich w miasteczku Bire (region Akkar) / Fot. Piotr RapciakGrudniowy wieczór w Bejrucie, temperatura 14 stopni. W dzień dochodzi nawet do 20. Pod koniec miesiąca będzie niższa, ale nie aż tak niska jak w niewielkim miasteczku Bire, odległym od stolicy Libanu o 130 kilometrów, leżącym w okręgu Akkar. Tu, w nocy, słupek rtęci zatrzymuje się w okolicach zera albo spada jeszcze niżej. A Bire leży na wysokości zaledwie 530 m n.p.m. Syryjscy uchodźcy, którzy uciekli do Akkaru przed wojną, mieszkają również w wioskach położonych o wiele wyżej, nawet na 1200 m n.p.m. A im wyżej, tym zimniej.

Według danych Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) do Libanu uciekło z powodu wojny domowej nieco ponad milion Syryjczyków. Rząd libański traktuje ich jednak jako turystów, osoby tymczasowo przebywające na terenie kraju. Z tego też powodu Syryjczycy nie mogą podejmować pracy, sami muszą znaleźć sobie miejsce na nocleg, zadbać o fundusze na utrzymanie.

Ponad pięć lat temu, kiedy wybuchła wojna domowa w Syrii, pierwsi uchodźcy z tego kraju byli przyjmowani w Libanie często przez swoich krewnych oraz obcych ludzi pragnących pomóc w tragicznej sytuacji. Z biegiem czasu Syryjczyków zaczęło przybywać tak dużo, iż zwykli mieszkańcy Libanu nie byli w stanie pomóc wszystkim. Rosły również napięcia. Zaczęło brakować pracy, a stawki dzienne np. dla robotników budowlanych spadły czterokrotnie. Syryjczycy, którzy nie mogli pracować legalnie, godzili się na bardzo niskie zarobki, by zdobyć choć trochę pieniędzy na posiłek dla rodziny.

Gdyby działalności nie rozpoczęły organizacje pomocowe, problemy w Libanie zaczęłyby narastać lawinowo. Tymczasem powstały między innymi programy dofinansowania czynszów, które płacą uchodźcy niezależnie od tego czy mieszkają w pustostanie, garażu, czy nielegalnie postawionym obozowisku składającym się ze zbudowanych z płatów folii i resztek różnego rodzaju opakowań namiotów. A czynsze małe nie są. Za garaż lub pomieszczenie w pustostanie opłaty wahają się w granicach 150 do 200 dolarów miesięcznie, za 10 namiotów rozbitych na polu w pobliżu Bire libański właściciel pobiera 1000 dolarów rocznie.

Jedną z organizacji pomagających uchodźcom jest Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. PCPM wspiera 1500 syryjskich rodzin w regionie Akkar. Formy wsparcia są różne, na przykład wspomniane dofinansowanie opłat czynszowych, pomoc medyczna (klinika w Bire oraz ambulans objeżdżający teren działania PCPM), ochrona przeciwpożarowa obozowisk dla uchodźców, a także pomoc w przygotowaniu do warunków zimowych.

W poprzednich latach syryjskie rodziny dostały koce i piece, które dają choć trochę ciepła podczas zimowych miesięcy. Problem w tym, iż piece zużywają dużo oleju opałowego. Często dzienny koszt grzania sięga 10 dolarów. To ogromna suma dla wielu uchodźców. Wydanie choćby kilku dolarów na ogrzewanie może oznaczać brak nawet jednego w ciągu dnia posiłku dla całej rodziny.

Najniższe temperatury panują w wioskach i miasteczkach położonych w górach. Dlatego rodziny zamieszkujące te obszary regionu Akkar otrzymają tej zimy wsparcie w wysokości 143 dolarów miesięcznie. Akcja realizowana we współpracy z UNHCR rozpoczyna się w grudniu i potrwa do marca. Wtedy zrobi się już cieplej...



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.