Facebook Google+ Twitter

Kolejny udany mecz

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-02-06 16:44

Dzisiaj to ważne spotkanie. Lech podejmuje u siebie drużynę z Chorzowa. Pietras już nadaje rytm, stoi na płocie, kołysze się, choć to niebezpieczne. Grozi mu upadek z wysokości trzech metrów. Ale chyba nie zwraca na to uwagi.

 / Fot. Olgierd GawrońskiKuba, Pietras, Mały kibicują Lechowi Poznań. Całym sercem są ze swoją drużyną, na dobre i na złe. Swoją postawą pokazują, że nie taki kibic straszny jak go malują.

Pierwsza minuta. Pierwszy gwizdek sędziego

Megafon to nie zabawka. Trzeba go szanować. Tylko wodzirej może go trzymać. Dzisiaj kolej na Pietrasa, to on będzie zagrzewał kibiców. W kieszeniach ma już schowane śpiewniki. - Każda piosenka ma swój moment. Są te smutne, są i radosne, z okazji zwycięstwa - tłumaczy Pietras. - Ale zaczynamy zawsze tak samo.

„Do boju Kolejorz, marsz, marsz do boju marsz!”

Dzisiaj to ważny mecz. Lech podejmuje u siebie drużynę z Chorzowa. Pietras już nadaje rytm, stoi na płocie, kołysze się, choć to niebezpieczne. Grozi mu upadek z wysokości trzech metrów. Ale chyba nie zwraca na to uwagi.

Pietras trzyma swój megafon, krzyczy do ludzi, by śpiewali jeszcze głośniej, żeby zdzierali gardła dla drużyny. W tłumie jest też Mały. Rzadko się pojawia na meczach. Kilka miesięcy wcześniej dostał smsa z groźbami. Boi się. Rude włosy dzisiaj zaczesał do tyłu, świecą od żelu. Wygląda jak gangster. Blisko Małego stoi Kuba, jak zwykle z szerokim uśmiechem na twarzy. Liczy na kilka dobrych bramek. Oczywiście dla „Kolejorza”.

10. minuta. Lech zdobywa przewagę na boisku

Na początku był żużel. Kuba urodził się w Lesznie. Kiedy miał 12 lat, wybrał się na mecz miejscowej Unii Leszno z drużyną z Zielonej Góry. Widział ludzi, którzy poświęcili całe tygodnie tylko po to, by stworzyć piękny transparent albo ułożyć nową piosenkę, którą potem będą śpiewać wszyscy kibice. Tam poznał Pietrasa, był o rok starszy od Kuby. Od razu się zaprzyjaźnili.

Na żużel przychodził też Balbina. -To był wielki facet. Starszy od nas o dobre dziesięć lat. Nie był koksem, był raczej z tych, którzy rodzą się już więksi od reszty - wspomina Pietras. - Dziwiłem się, jakim cudem można nosić tak wielkie buty - dodaje Kuba.

Balbina zawsze nosił tę samą czapkę. Świętą, jak sam mówił. Niebieska, zimowa, dziergana na drutach, była zawsze na jego głowie. Był pierwszym wodzirejem. Mało go obchodziło to, co działo się na torze żużlowym. Na każdym meczu stał twarzą do kibiców, dumnie wyprostowany, w świętej czapce na głowie. Krzyczał głośno i zagrzewał, by ci nie szczędzono gardeł.
Pewnego dnia nie pojawił się na meczu. -Z początku myślałem, że umarł, bo co mogłoby go powstrzymać - wspomina Kuba. - Potem dowiedzieliśmy się, że poszedł siedzieć. Napad z bronią w ręku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Futbol to nie tylko sport. Ten tekst świetnie to pokazuje. Brawo! (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z pomysłem napisane, czyta się bardzo lekko. Nagroda tygodnia jak najbardziej!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie jestem fanatyczną fanką sportu, ale ten tekst nawet mnie wciągnął :)
Świetnie napisane ***** :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem pod wrażeniem. Przytkało mnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Reportaż jest OK- w dobitny sposób pokazuje do czego sprowadza się widowisko piłkarskie-z całym szacunkiem, ale wolę kibiców siatkówki, czy piłki ręcznej od opisanych!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie przepadam za piłką nożną, ale tekst super.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie! Kolejoooorz ma najlepszych kibiców na świecie!!!
*5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nagroda tygodnia!
Jako kibic znam trochę środowisko i na wyjeździe też się zdarzyło być, co prawda żużlowym, ale zawsze. Tekst świetny. O świetnych kibicach, bo moim zdaniem lepszych od "Kolejorza" nie ma. Choć gdańska Lechia też ma fantastycznych kibiców i jak "rykną" to włos się jeży.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst. Świetnie oddane emocje. 5.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dawno nie czytałem takiego pasjonującego tekstu. Myślę, że nawet ktoś, kto nie rozumie subkultury kibiców doceni to oddanie barwom i pasji. Osobiście również kibicuję Lechowi, ale tylko z jednego względu. Gra tam Robert Lewandowski. Jestem z jego mieściny i znam rodzinę i oczywiście jego. Zawsze skromny, poukładany, nieco zamknięty w sobie chłopak, ale z wielkim talentem. Jego mama, to za to wulkan energii. Jeszcze teraz pokazałaby nie jednemu, jak się rozgrywa w siatkówkę:) Nasze Leszno jest dumne z Lewego. Jest mi tylko przykro, że jego ojciec nie może oglądać jego sukcesów. To był wspaniały gość, dla którego ''Bobek'' był całym życiem. Zawsze w niego wierzył.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.