Facebook Google+ Twitter

"Kolejorz” lepszy od Ruchu. Rewanż "Niebieskich" nieudany

Współautorzy: Krystian Habrzyk

Gra przy własnej publiczności oraz niezły początek sezonu sugerowały dobrą postawę Ruchu i szansę na zrewanżowanie się. Było jednak inaczej. Drużyna Lecha Poznań potwierdziła dobrą dyspozycję w meczach wyjazdowych i pokonała chorzowian 2-0.

Kibice Lecha Poznań z transparentem podczas meczu Orange Ekstraklasy z Ruchem Chorzów 29 marca. / Fot. PAP/Andrzej GrygielObie drużyny wyszły na boisko w ciekawych, ofensywnych ustawieniach. Franciszek Smuda desygnował do gry, co prawda tylko jednego napastnika, ale piątka bardzo kreatywnych pomocników, grających za Piotrem Reissem, bardzo szybko włączała się w akcje ofensywne i zagrażała drużynie z Chorzowa.Ustawienie gospodarzy sugerowało, że oni także nie nastawiają się na obronę. Trójka napastników z wysuniętym Fabuszem mogła przestraszyć, ale - jak się okazało - tylko na papierze.

Słupek Reissa


Już początek spotkania 23 kolejki pokazał, że Lech, to drużyna, która jest w stanie walczyć o europejskie puchary. Poznaniacy przeważali nad „Niebieskimi” i już w 9 minucie popularny „Reisik” mógł pokonać Mioduszewskiego. W akcjach Lecha można było zauważyć pomysł na pokonanie Chorzowian, którzy sporadycznie zagrażali bramce rywala.

Bramka Quinterosa


Niezbyt klarowne okazje Fabusza czy Barana nie mogły dać upragnionego gola, po którym wielka radość ogarnęłaby ponad 15 tysięcy kibiców Ruchu. Obraz gry w pierwszej części nie zmienił się do końca. Poznaniacy prowadzili grę, przeważali na murawie. "Niebiescy" natomiast zagrażali jedynie pojedynczymi kontrami. Po przerwie obie drużyny bez zmian w składzie. Nie zmieniła się również postawa piłkarzy z Chorzowa. "Kolejorz" coraz efektywniej atakował, najbardziej uaktywnił się Murawski, który w jednej z akcji trafił piłką w słupek. Jednak w 62 minucie gry piłkarze „Franza” Smudy wyszli na zasłużone prowadzenie. Bandrowski, który pierwotnie miał grać od tej rundy w drużynie Radolskyego, świetnie dośrodkował i Henry Quinteros celnie uderzył piłkę głową z 10 metrów. Po stracie bramki „Niebiescy” rzucili się do żywszych ataków. Ich grę polepszyły roszady w składzie. Za nie najlepiej prezentujących się skrzydłowych Ćwielonga i Janoszkę weszli Domżalski i Nowacki. Szczególnie ten drugi usprawnił ataki gospodarzy. Jego akcje powodowały zamieszenie w szeregach bardzo dobrze spisującej obrony gości. Na pochwałę zasłużył także Nykiel, który w 74 minucie próbował podkręconym strzałem pokonać Kotorowskiego.

Niefortunna interwencja Grodzickiego


Gdy w „Kotle czarownic” wszyscy fani „Niebieskich” oczekiwali wyrównującej bramki, poznaniacy zadali w 84 minucie ostateczny cios. Błąd w obronie, strzał Quinterosa i po rykoszecie "Kolejorz" wychodzi na prowadzenie 2:0. Nieszczęśliwym strzelcem samobójczego gola okazał się Grodzicki, który ustalił wynik spotkania. Wynik utrzymał się do końca.

Słuszne trzy punkty "Kolejorza"


Drużyna z Wielkopolski zwyciężyła zasłużenie, choć jedna bramka gospodarzom z pewnością się należała. Druga z rzędu porażka Ruchu, po raz kolejny brak pomysłów na ciekawe akcje nie przysparzają powodów do radości fanom czternastokrotnego mistrza Polski. Za tydzień mecz z Wisłą Kraków i w takiej dyspozycji na Reymonta ciężko będzie powalczyć o choćby punkt. Mimo to, sytuacja chorzowian wydaje się dosyć bezpieczna. Lech wraca do walki o puchar UEFA. Bardzo dobry mecz na Śląskim i kolejkę wcześniej w Bełchatowie pokazują, że Poznań może cieszyć się z dobrej dyspozycji drużyny. Kolejne mecze pokażą, czy jest jeszcze szansa na przełomowy sukces, czyli zdobycie wicemistrzostwa Polski.

Po meczu powiedzieli:
Łukasz Janoszka (Ruch Chorzów): - Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, których niestety nie wykorzystaliśmy. Ten mógł się zupełnie inaczej potoczyć, na boisku pozostawiliśmy dużo zdrowia, ale niestety punktów nie ma. Na pewno musimy przemyśleć naszą grę w pierwszej fazie meczu, bo dalej tak nie może być, że przesypiamy jakiś okres spotkania. W następnym ligowym meczu z Wisłą będziemy się starali przerwać naszą złą passę i odbić się od tych porażek. Naprawdę jak najszybciej chciałbym strzelić pierwszego gola w Orange Ekstraklasie, ale jak widać nie idzie i jeszcze muszę trochę poczekać.

Pavol Balaz (Ruch Chorzów): - Mecz był bardzo ciężki, ale z porażki na pewno nie jesteśmy zadowoleni. Trzeba walczyć dalej, czeka nas kolejny trudny mecz, a do tego dochodzi jeszcze puchar. Zobaczymy jak będzie, ale mam nadzieję, że jakiś punkt przywieziemy z Krakowa. Dzisiaj spotkały się dwa style gry, niestety nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji i ulegliśmy 0:2.

Rafał Murawski (Lech Poznań): - Może gra była dobra, ale nie taka jakiej byśmy sobie życzyli. Z ciężkich dwóch spotkań wyjazdowych przywieźliśmy 6 punktów i myślę, że ten cel, który sobie postawiliśmy, wykonaliśmy. Z Tomkiem Bandrowskim gra się bardzo dobrze, ale wciąż ciężko pracujemy aby wyglądało to coraz lepiej. Dzisiaj jeszcze się nie czułem najlepiej, nie byłem w pełni sił, ale wytrzymałem całe spotkanie i teraz trzeba się przygotować do następnego meczu.

Marcin Kikut (Lech Poznań): - Myślę, że dzisiaj byliśmy lepsi od chorzowian. Zagraliśmy bardzo konsekwentnie z tyłu i nie pozwoliliśmy Ruchowi na rozwinięcie skrzydeł. Zachowaliśmy czyste konto, a przy tym zagraliśmy w miarę skutecznie z przodu. Cieszymy się bardzo, że udało się nam wygrać tak ważne spotkanie. Dzisiaj wszyscy tworzyliśmy drużynę, graliśmy bardzo zdyscyplinowanie taktycznie - miało to już miejsce w Bełchatowie, a trener powtarzał, że tak samo musimy zagrać dzisiaj. W ostatnich dwóch spotkaniach nie straciliśmy bramki, strzeliliśmy pięć i brzmi to naprawdę optymistycznie, ale nie ma co popadać w hurraoptymizm. Przed nami jeszcze ciężkie spotkania i cały czas jesteśmy w grze. Temat reprezentacji? Gdzieś tam w głowie na pewno jest, a ja staram się dostarczyć trenerowi jak najwięcej argumentów do powołania.

Grzegorz Baran (Ruch Chorzów): - Moim zdaniem z przebiegu meczu nie byliśmy słabsi. Lech to naprawdę bardzo dobrze poukładana drużyna z „czuba” tabeli, ale też nie odstawaliśmy od nich. Myślę, że zasłużyliśmy chociażby na remis. Mamy pecha, bo Lech oddał może trzy, cztery strzały w światło bramki, a myśmy stracili dwie bramki. Sami nie wykorzystaliśmy swoich klarownych sytuacji, a Quenteros oddał kapitalny strzał, później piłka nieszczęśliwie odbiła się od naszego obrońcy i wypada tylko pogratulować Lechowi wygranej. Na pewno fajnie się gra na Stadionie Śląskim, przy takiej publiczności i chciałoby się jak najwięcej takich meczów rozgrywać.

Tomasz Bandrowski (Lech Poznań): - Czułem się dzisiaj bardzo dobrze, chłopaki się wspierają nawzajem w drugiej linii i tutaj duży respekt i ukłon w ich stronę. Dzisiaj gram w Poznaniu, a nie w Chorzowie, bo takie jest życie piłkarza - pewne rzeczy trzeba uzgodnić. Z ruchem się nie udało, szukałem innych możliwości i znalazłem się w Lechu. Z Rafałem gra się bardzo fajnie, uzupełniamy się, a teraz trener uporządkował grę w środku. Dzisiaj było widać, że każdy wykonywał zadanie w stu procentach i to jest droga do tego, by zagęścić środek pola i wygrywać kolejne spotkania.

Przygotowali: Przemek Bartosik - relacja, Krystian Habrzyk - wypowiedzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.