Facebook Google+ Twitter

Kolejowy bałagan na Śląsku. Marszałek i prezes polegli na torach

Na Śląsku od czterech dni panuje totalny bałagan i chaos na torach i dworcach kolejowych. Do dymisji podali się odpowiedzialni: prezes Kolei Śląskich i marszałek województwa. Bałagan i chaos pozostały. Od soboty ma podobno być lepiej.

W czasie, gdy w Polsce obchodzimy kolejną rocznicę stanu wojennego, na torach kolejowych województwa śląskiego, rozgrywa się również swoisty stan wojenny. Od kilku dni regularnie nie wyjeżdżają w trasę dziesiątki pociągów. Podróżni - zawiedzeni, zdezorientowani i zdenerwowani – na próżno wyczekują na dworcach połączenia do pracy, na lotnisko, w dalszą podróż po kraju albo Europie czy do domu. I tak w kółko Macieju trwa ten satyryczny-kabaretowy spektakl kolejowy.

Zadowolony z siebie prezes Kolei Śląskich, a obok niego marszałek województwa, tłumaczyli ludziom codziennie o tym, jak dobrze się stało, że wreszcie nowa firma marszałkowska - Koleje Śląskie – przejęła transport osobowy w aglomeracji śląskiej, po nieudanym dotąd usługodawcy PKP, jakim okazała się być bankrutująca spółka Przewozów Regionalnych. W tym czasie na torach wciąż trwał nieustający stan wojenny. Pociągów nie ma, kiedy będą, nie wiadomo, w ich miejsce prezes wprzągł transport autobusowy. Nie ma pociągów? – nie szkodzi. W zastępstwie są autobusy…

Wreszcie Marek Worach, prezes spółki odpowiedzialnej za kolejowy bałagan i paraliż na Śląsku, podał się w środę 12 grudnia 2012 do dymisji. Jej powód? Sprawa karna o działanie na szkodę firmy, którą kierował przed laty - informuje gazeta.pl. Ukryłem to przed marszałkiem województwa - przyznaje. W tej sytuacji marszałek województwa, Adam Matusiewicz (Platforma Obywatelska) zapowiada, że złoży doniesienie do prokuratury przeciwko byłemu już prezesowi spółki Koleje Śląskie.

Samorządowa spółka Koleje Śląskie w ostatnią niedzielę przejęła obsługę wszystkich połączeń regionalnych w województwie. W poniedziałek i wtorek na tory nie wyjechało 130 pociągów. We środę znowu nie wyjechały 92 pociągi i we czwartek także. Prezes Marek Worach – mimo wielkiego blamażu – odważnie i z uśmiechem na twarzy tłumaczył te fakty dziennikarzom przed kamerami telewizji, splotem wielu różnych "negatywnych okoliczności". Raz zawinił naczelnik taboru, który się pomylił, innym razem opuścił stanowisko pracy. Wciskał ludziom, że "byliśmy biegunem zimna", że były awarie taboru, że "zawiódł czynnik ludzki".

Prezes Marek Worach, mimo totalnej klapy w pracy swojej i Kolei Śląskich, wciąż sobie nie miał nic do zarzucenia… do środy. Jeszcze w środę w samo południe zapowiedział zmiany personalne w podległej firmie. Aż w końcu sam spadł z "siodła". Nie jest już prezesem. Choć w czwartek marszałek województwa śląskiego Adam Matusiewicz mówił, że nie ma zamiaru zrzec się funkcji – niespodzianie podał się do dymisji. Według mediów, dymisja marszałka ma związek z chaosem na torach regionu śląskiego i w Kolejach Śląskich. Bałagan jednak pozostał. Kto i kiedy to posprząta?

Marek Worach – człowiek odpowiedzialny za największe zamieszanie komunikacyjne w regionie śląskim – został niespodzianie prezesem Kolei Śląskich, spółki samorządu wojewódzkiego. W kwietniu 2011 roku powołał go na to stanowisko - bez konkursu - należący do Platformy, Adam Matusiewicz, marszałek województwa śląskiego. W sierpniu prezes kolejowej spółki dostał 21 tys. zł nagrody za wyśmienitą pracę…

Marek Worach, były student seminarium duchownego, przed święceniami kapłańskimi, po załamaniu nerwowym, opuścił dalszą karierę w sutannie. Ma zaszczyt i papier z ukończenia podyplomowych studiów menedżerskich w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2002-2003, kierował w roli wiceprezesa, a nawet prezesa zarządu - Przedsiębiorstwem Robót Kolejowo-Budowlanych SA w Sosnowcu. W 2004 roku nagle musiał złożyć wniosek o upadłość firmy. Spółka padła pod ciężarem wielomilionowych zobowiązań i braku nowych kontraktów na budowę torowisk.

Przez kilkanaście miesięcy zalegała składkami na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne swoich pracowników. ZUS wyliczył - zaległe zobowiązania - to ponad 600 tys. zł. Z racji tego, że nie mógł ich wyegzekwować z majątku spółki, chciał ściągnąć te pieniądze z majątku członków zarządu. W 2008 roku ZUS uznał, że prezes Marek Worach powinien zapłacić ponad 220 tys. zł zaległych składek. Prezes złożył odwołanie, twierdząc m.in., że ma chorobę psychiczną i nie powinien ponosić "odpowiedzialności finansowej".

Darujmy sobie dalszą opowieść z życia zawodowego, stanu zdrowia, postawy i zachowania Marka Woracha. Dużo pomogła mu w najtrudniejszych momentach jego zdrowia, żona. Dość powiedzieć, że Worach "nie musi płacić ZUS, ani grosza".

Stanisław Cybruch

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.