Pozycja materiału w rankingach:

Dostałam skierowanie na styczeń do sanatorium w Kołobrzegu, więc wsiadłam do szynobusu w Szczecinie i po 2,5 godzinie tam byłam. Już w pociągu poznałam swoją przyszłą sanatoryjną współlokatorkę.
W Kołobrzegu przywitała nas raczej jesienna pogoda, także podczas spacerów po plaży mogłyśmy oglądać nawet kąpiele morsów, pokazy jazdy kładami po plaży, a wieczorami występy w kołobrzeskim amfiteatrze. Ale przecież to okres karnawału, trzeba się było rozeznać, gdzie najlepiej spędzać wieczory na tańcach. Upodobałyśmy sobie kawiarnię w sanatorium Bałtyk, bo wychodzi bezpośrednio na plażę i trochę przypomina dawną szczecińską Piwnicę (pod byłym Odzieżowcem).
Kawiarnia w Bałtyku nie narzeka na brak wieczornych gości, ma tylko (podobnie jak inne kawiarnie w sanatoriach) jeden mankament - słaby wybór partnerów do tańca (w końcu, dwie trzecie kuracjuszy to kobiety). Jeszcze te wyglądające na młodsze i ładniejsze (w przyćmionych światłach sal dansingowych, łatwiej ukryć swoje niedostatki), mają jakie takie wzięcie, większość jednak musi bawić się wspólnie, we własnym gronie.
Obecność na wieczornych dancingach, to taka sanatoryjna rutyna (bo co robić wieczorami). Nawet starsze panie nie mogą się jej oprzeć (dlatego zakłady fryzjerskie pracują na pełnych obrotach), chociaż ich szanse na znalezienie partnera do tańca i na spacery są znikome. Partnerów z "braku laku" muszą zastąpić współlokatorki i ewentualnie znajomymi z posiłków. Można przecież prowadzić intensywne życie towarzyskie (ploteczki, spotkania kawowe, spacery, nawet tańce) bez mężczyzn.
A jeszcze część mężczyzn zamiast zmniejszać dysproporcje ilościowo/płciowe podczas dancingów, grzeje stołki przy barze, popijając piwko i obserwując.Zobacz także:
Artykuły
(83)
Galerie
(9)
Średnia ocen
(4.77)
Miejscowość: Szczecin | Kraj: Polska
O mnie: Kidyś pracowałam w Kurierze i Głosie Szczecińskim, jednak w biurze ogłoszeń. Teraz na emeryturze moge wreszcie pomysleć o pisaniu.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Salonowiec szczeciński 20.02.2012 18:42
"Tak jak kuracjusz, redaktor lokalnej szczecińskiej gazety, obmyślając tematy kolejnych "wierszówek" z terenu". Przecież to redaktor Mirosław Kwiatkowski, zamiast balować, grzeje stołek przy barze, popijając piwko i obserwując.
Edo L 16.02.2012 18:47
Cześć,kiedyś znajoma określiła sanatorium bardzo dosadnie,lecz nie będę powtarzał niecenzuralnych słów.Odwiedziłem moją ukochaną ślubną,więc jak tu nie spawdzić owego,brzydkiego określenia mojej znajomej.Poszliśmy więc pobawić się w slynnej Cafe Bałtyk.Goście to miejscowe kuracjuszki i"myśliwi"z zewnątrz,trochę par sanatoryjnych,przypadkowi Niemcy i tacy jak my-ufni w dobrą,kulturalną potańcówkę.Przyjemne melodie zachęcają,lecz szybko pryska dobry nastrój,kiedy obleśnie obmacywane pośladki sanatoryjnych "panienek"toną w objęciach mocno podstarzałych lowelasów.Wstępna zabawa wyrażnie wskazuje na ciąg dalszy...Można bardzo szybko nabawić się wątpliwości gdzie człowiek się znalazł.Po prostu-kurwidołek przykryty płaszczykiem świętojebliwości.Mam za sobą trochę lat życia,jestem w doskonałej kondycji,bywałem w bardzo wielu miejscach,lecz wyraznie nie gustuję w sanatoryjnych,wieczornych,podobno obowiązkowych zajęciach.Z obrzydzeniem patrzę na polskie babcie,które rozmieniają swoje dobre imię na śmierdzące szambo.Dla tych których zdrowie opuściło pozostają zabiegi i niestety,ogólnie zapaskudzona opinia sanatoriów
Edo L 16.02.2012 18:47
Cześć,kiedyś znajoma określiła sanatorium bardzo dosadnie,lecz nie będę powtarzał niecenzuralnych słów.Odwiedziłem moją ukochaną ślubną,więc jak tu nie spawdzić owego,brzydkiego określenia mojej znajomej.Poszliśmy więc pobawić się w slynnej Cafe Bałtyk.Goście to miejscowe kuracjuszki i"myśliwi"z zewnątrz,trochę par sanatoryjnych,przypadkowi Niemcy i tacy jak my-ufni w dobrą,kulturalną potańcówkę.Przyjemne melodie zachęcają,lecz szybko pryska dobry nastrój,kiedy obleśnie obmacywane pośladki sanatoryjnych "panienek"toną w objęciach mocno podstarzałych lowelasów.Wstępna zabawa wyrażnie wskazuje na ciąg dalszy...Można bardzo szybko nabawić się wątpliwości gdzie człowiek się znalazł.Po prostu-kurwidołek przykryty płaszczykiem świętojebliwości.Mam za sobą trochę lat życia,jestem w doskonałej kondycji,bywałem w bardzo wielu miejscach,lecz wyraznie nie gustuję w sanatoryjnych,wieczornych,podobno obowiązkowych zajęciach.Z obrzydzeniem patrzę na polskie babcie,które rozmieniają swoje dobre imię na śmierdzące szambo.Dla tych których zdrowie opuściło pozostają zabiegi i niestety,ogólnie zapaskudzona opinia sanatoriów
mmm 02.02.2012 18:55
Jezu! Nie!!! Kolejny artykuł o sanatorium? Litości! Po co redakcja puszcza takie farmazony. Głupoty do kwadratu.
Elżbieta Sadowska 02.02.2012 18:12
Na szczęście tylko "złudnie", cóż dziesiątki lat małżeństwa powodują, że myślimy nawet podobnie. Kobiece spojrzenie na aspekty sanatoryjnego życia, już w w następnym (właśnie moderowanym) artykule "Kołobrzeg: Sanatoryjne życie".
Zuzanna 01.02.2012 22:20
Kobieta o kobiecie by takich rzeczy nie pisała cyt. "Nawet starsze panie nie mogą się jej oprzeć (dlatego zakłady fryzjerskie pracują na pełnych obrotach), chociaż ich szanse na znalezienie partnera do tańca i na spacery są znikome. Partnerów z "braku laku" muszą zastąpić współlokatorki i ewentualnie znajomymi z posiłków. "
Obydwa artykuły sa złudnie podobne:
link
gołym okiem widać ,że pisane przez jedną osobę tzn. Pana Zdzisława który chyba jest życiowo niedowartościowany, ma się za nie wiem kogo, że to niby wszystkie babki na niego lecą na dancingach a on może wybierać do woli, bo większośc to zaniedbane kobiety w pokaźnym wieku a on jest super macho.
Czy żona ten tekst autoryzowała?
Elżbieta Sadowska 01.02.2012 07:37
Niestety, mąż przyjechał do mnie w odwiedziny tylko na weekend. Być może usłyszał gdzieś hasło przewodnie moich koleżanek: "Gdzie te chłopy". Dlatego być może skojarzył sanatoryjne dansingi, z rajem dla mężczyzn!
Elżbieta Sadowska 01.02.2012 07:30
Pani Doroto, na basen to ja chodziłam po obiedzie, na spacer brzegiem morza przed kolacją, gdy jeszcze było widno. Trudno spacerować po ciemku, więc wieczorny dansing nie ma właściwie konkurencji!
ad rem 31.01.2012 21:16
Dopiero mąż pani Elżbiety był w sanatorium [ nie mylę się ?] i też był pilnym obserwatorem życia towarzyskiego ........a tam tyle zabiegów ,że wieczorem tylko leżeć/
Dorota Michalczak 31.01.2012 20:52
Pani Elżbieto, czy nie lepiej wieczorem było pójść na basen, czy spacerować brzegiem morza, niż biec do kawiarni czy na dancing i obserwować panów grzejących stołki przy barze.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +266)