Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3253 miejsce

"Kolumbijski Labirynt" - w strefie śmierci

Kolumbia to kraj, który ogromne zyski czerpie z handlu narkotykami. Tam, gdzie są ogromne, nielegalne pieniądze, tam są morderstwa, terror. Rozmawiamy z Łukaszem Czeszumskim - dziennikarzem, współpracującym z tygodnikiem "Polityka", twórcą serii reportaży o wojnie narkotykowej, terrorze w najniebezpieczniejszych regionach na globie.

Łukasz Czeszumski / Fot. archiwum ŁCOdwiedzasz najniebezpieczniejsze strefy świata: Iran, Afganistan, Boliwia, Kolumbia. Po lekturze Twoich reportaży odnosi się wrażenie, że ostatni z wymienionych krajów działa na Ciebie jak magnes. Czy tak jest w rzeczywistości?
- W każdym z krajów, które wymieniłeś sytuacja i stopień zagrożenia jest inny. Według ostatnich danych najgroźniejsze miasto świata ostatniego roku to Ciudad Juarez w Meksyku, gdzie ma miejsce kilkadziesiąt morderstw dziennie. Jednocześnie Meksyk to popularny kierunek dla turystów, którzy mogą tam przylecieć i odlecieć, nawet nie mając większego pojęcia o rozmiarach mającej w tym kraju miejsce przemocy i bezprawia. Z wymienionych przez ciebie - Iran to reżim, a reżimy, jeśli już nas do nich wpuszczą, są bezpieczne, bo władza trzyma tam wszystko pod ścisłą kontrolą. Boliwia to z kolei typowy ubogi kraj trzeciego świata, są tam zagrożenia kryminalne, ale nie toczy się tam wojna. W Boliwii bywałem kilka razy w miejscach „bezprawia” - np. dżunglach północnego Santa Cruz, w których życie wygląda jak na dzikim zachodzie, wszyscy jeżdżą konno i z bronią u boku. Bywałem też kilka razy w Chapare, rejonie produkcji kokainy. Tam trzeba być ostrożnym, bo każdy gringo, który wdepnie w sprawy producentów narkotyków, od razu staje się celem. Pisałem reportaż o kokainie i przekonałem dowódcę policji antynarkotykowej, aby pozwolił mi iść na patrol z jego ludźmi. To zapewniło mi bezpieczeństwo, bo nie wylądowałem w strefie sam, tylko w grupie dobrze uzbrojonych policjantów. Najgroźniejsze są kraje, w których toczą się wojny domowe. Ale nie można na to patrzeć tak, że na całym obszarze takiego kraju toczą się walki. To są zwykle izolowane prowincje. Podczas ostatniego pobytu w Peru odwiedziłem VRAE, tak się popularnie nazywa strefę gór i dżungli w środkowej części kraju. To rejon, w którym wciąż działają partyzanci Świetlistego Szlaku, masowo produkuje się kokainę, a władza państwowa nie dociera. Do Peru przybywają co roku miliony turystów, zwiedzają sobie Machu Picchu, oni nie wiedzą nawet, że istnieje coś takiego jak VRAE, że około 100 kilometrów od Machu Picchu jest już „strefa”, w której działają terroryści. Ale Peru to jeszcze nic. W Brazylii w Rio de Janeiro tuż obok normalnych dzielnic są favele, w których jedyną władzą są kartele narkotykowe. Ludzie karteli chodzą tam po ulicach, uzbrojeni w broń maszynową. Na dole, kilometr dalej, jest normalne miasto i jego codzienne życie. Ale nikt nie powie, że Brazylia to kraj wojny. Mało osób wie, że każdego dnia w strzelaninach w Brazylii ginie średnio od 100 do 200 osób.

A Kolumbia?
- Jeśli chodzi o Kolumbię, fascynowała mnie zawsze jej różnorodność, jej kontrasty. Rand Corporation wydało kiedyś polityczny raport o sytuacji w Kolumbii, jego tytuł brzmiał „Kolumbijski Labirynt”. To jest właśnie właściwe słowo - labirynt. Kraj, którego sytuacja i konflikt jest bardzo skomplikowany, a jego problemy złożone. Każdy pobyt tam to kolejna lekcja. Dla reportera Kolumbia to raj tematów - tam każda pierwsza lepsza historia jest jak scenariusz filmu sensacyjnego. Dlatego tak chętnie tam wracam. Zawsze zostaje mi coś nowego do zrobienia w Kolumbii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Michał - dobry wywiad,ciekawa osobowość rozmówcy,dużo rzeczowości, informacji - brawo!;) Zachęciło mnie to do zajrzenia i poczytania artykułów tworzonych przez pana Czeszumskiego. Co do reszty, pozostawię to bez komentarza bo nie mam czasu na siedzenie przed kompem i walczenie z własnymi kompleksami, jak NIEKTÓRZY. Panie Niektóry, napisz pan książkę albo artykuł, na pewno wszyscy padniemy na kolana. Rafał - podpisuję się pod Twoim komentarzem ;] Michał więcej takich wywiadów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda czasu na te dyrdymaly. Sam Pan przyznaje, ze nie posiada wiedzy na temat Kolumbii ani aspiracji, by taka wiedze zdobyc. Gdzie niby umieszczalem uproszczenia, przeklamania, czy propagande dla okreslonej opcji? Te argumenty stają się coraz bardziej zabawne. No na przyklad...

Rwanie lasek na to, ze sie podrozowalo???!!! - ech Panie, to juz nie te czasy! Dzis Polacy podrozuja po calym swiecie, i to nie zadni milionerzy a zwykli pracownicy, studenci, wystarczy troche zamozaparcia i ciezkiej pracy i swiat stoi otworem! To nie czasy radosnego socjalizmu gdy paszport trzeba bylo wyblagac a zarobki miesieczne byly rownowartoscia 10 dolarow. Nikt sie w dzisiejszych czasach nie podnieca nadmiernie osobami, które zobaczyły trochę świata.

Polecam za to podróżować dla samego siebie - bo podróże poszerzają horyzonty -a to by się wielu ludziom w tym kraju przydało i to nie tylko Panu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał Mazik - nie sądzę aby panowie spełniali definicję terminu "dziennikarz" czy "reporter", gdyż takowy dąży do poznania i opisania prawdy a nie do pisania czegokolwiek w celach autopromocji czy zarobku. To że w swoich wypowiedziach używam terminów panu nieznanych, nie implikuje że są one - jak pan to nazywa - pseudointelektualne, naciągane, itd. W wielu wypadkach aby być ścisłym, konkretnym, intersubiektywnym, trzeba użyć terminu niekolokwialnego, któremu plebs nie przydał jeszcze dodatkowych naleciałości znaczeniowych doprowadzając do jego wieloznaczności. Myślę że mógłbym zrobić, na ten przykład, reportaż obiektywniejszy o Kolumbii, ale nie zamierzam gdyż mam wyższe aspiracje. Dla mnie pojechanie gdzieś tylko po to aby się tym chwalić i rwać na to laski - to obciach, a rzetelne zajęcie się jednym teraźniejszym problemem jednego kraju to - strata czasu. Jak mnie nie zabiją panu podobni, będę zajmował się Wszechświatem i ludzkością a nie chwilowymi wydumanymi problemami. Aby mnie znowu tu nie posądzono o megalomanię, podaję przykład, że Albert Einstein też np. odrzucił prezydenturę Izraela, twierdząc że to zajęłoby go zbyt przyziemnymi, chwilowymi i nieznaczącymi problemami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lukasz Czeszumski - jak zwykle się pan myli, robiłem rzeczy o których wam ludziom się nie śniło, tle tylko że po pierwsze zanim osobiście coś odwiedzałem to zdobywałem o tym wiedzę z książek i artykułów naukowych, a po drugie moich poglądów o czymś nie kształtowały niereprezentatywne wycinki z mojego subiektywnego emocjonalnego doświadczenia. Np. miałem kontakty z wieloma sektami i związkami religijnymi, np. uczestniczyłem w spotkaniach Kościoła Zjednoczeniowego czy postcrowleyowskich sekt satanistycznych, utrzymywałem kontakty z bojownikami arabskimi, byłem świadkiem ludzkich śmierci i sam odnajdywałem ludzkie zwłoki w różnym stadium rozkładu, infiltrowałem środowiska narkomanów, skinheadów, faszyzujących partii, galerianek - zanim ktoś wymyślił tą nazwę, byłem w szpitalach psychiatrycznych, aresztach i centrach wywiadu, byłem też aresztowany, przesłuchiwany 2 dni bez jedzenia, ekskomunikowany, i robiłem oraz odczuwałem wiele innych rzeczy których zdecydowana większość ludzi nigdy nie doświadczy. Z tą tylko różnicą względem pana, że jestem na tyle dojrzały aby nie kierować się własnymi subiektywnymi odczuciami i opiniami przypadkowych ludzi z danych środowisk, z którymi akurat uda mi się porozmawiać. Już ninja mawiali: "Aby rozwiązać problem, musisz stanąć obok niego".

O ludziach których wyzywa pan od moich idoli, rozmawiać z panem nie będę, gdyż byłoby to bezsensowne. Po pierwsze dlatego że jest pan bezrefleksyjny jak dżdżownica, tzn. przyjmuje wszelkie modne akurat tu i teraz tezy jednym otworem, a drugim wyrzuca te same tezy, bez jakiegokolwiek zastanowienia czy korekty, jako swoje własne zdanie (typu: demokracja, kapitalizm, Żydzi, USA - dobre; socjalizm, Rosja, Iran, Chiny - złe; jak partyzant nie jest nasz - to terrorysta; jak USA nie lubi jakiegoś przywódcy - jest on dyktatorem, łamie prawo człowieka i dąży do zagłady świata; itd. itp). Po drugie nie ma pan kompetencji intelektualnych, nie zna pan podstawowych wydarzeń z życia tych ludzi czy historii ich krajów (od lat wypisuje pan o tym różne głupoty), bo woli pan rzeczy widowiskowe i szybkie jak zagraniczne podróże, od pracowitego i rzetelnego dążenia do prawdy poprzez badania, publikacje, biblioteki. To ile zna pan języków jest bez znaczenia, to taki sam szpan jak te pana podróże, inne przechwałki i szpanerskie zdjęcia, bo nie chodzi o to jakie się ma narzędzia ale jak się nimi operuje. Np. ktoś może mieć bardzo wysokie IQ a być pozbawionym zdrowego rozsądku (dojrzałości intelektualnej) czy mieć patologicznie rozbudowany motyw aprobaty społecznej (jak to jest w pana wypadku) i przez to mieć skrajnie fałszywe i absurdalne poglądy oraz przekonania. Co do przykładu lekarza i choroby - nie zrozumiał go pan i wynaturzył w odpowiedzi (pisałem o chorobie lekarza a nie jego pacjentów). Proszę się zapoznać z metodologią badania naukowego lub z zasadami procesowania - osobiste odczucia, opinie i doświadczenia muszą być odrzucane jeśli celem jest dotarcie do prawdy. Pana zaś wnioskowanie przebiega na zasadzie naśladownictwa oraz emocjonalności właściwych małym dzieciom, kiedy to starają się one zyskać aprobatę otoczenia poprzez bezrefleksyjne powielanie opinii modnych dorosłych i zwracać na siebie uwagę otoczenia poprzez wykonywanie widowiskowych czynności, które nie mają żadnej wartości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po lekturze bloga Pana Mariusza Orlowskiego (w szczegolnosci jego rozdzialow na koncu pierwszej strony) zaczynam rozumiec, dlaczego jest on taki, jaki jest. Tym samym juz nie widze zadnej celowosci w tej dyskusji.
Panie Mariuszu zycze Panu, aby pokonal demony swojej przeszlosci, traumy i problemy przeszlosci ktore na Pana wplywaja. Pisze to szczerze, bez drwiny ani ironii. Nie zazdroszcze Panu sytuacji zyciowej, na ktora nie mial Pan zadnego wplywu. Jednoczesnie zwracam uwage - winy tej nie maja tez ludzie, na ktorych sie Pan niegrzecznie wyżywa. Byc moze ataki internetowe to jakis sposob na odreagowanie, byc moze to pelni jakas role terapeutyczna - ja nie zamierzam byc workiem treningowym i dlatego odpowiedzialem na te zaczepki byc moze ze zbyt mocnym zaangazowaniem, nie wiedzac, z kim mam do czynienia. Swoje problemy prosze zalatwiac w swoim zyciu, a nie wchodzac z butami w zycie innych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Orłowski, my jesteśmy dziennikarzami, reporterami. Używamy prostego, zrozumiałego dla szerokiej grupy odbiorców języka. Nie zachwycamy się pseudointelektualną kwiecistą mową, która ma na celu pokazanie kunszu we władaniu słowem "wszystkowiedzącej" intelektualnej elity. Tenże barwny, naciągany do granic niemożliwości język ma zapewne ukazanie wyższości arystokracji nad mającym niedostatki inteligencji plebsem. Jeśli tak, ok jestem głupi, może nie dane było mi się urodzić geniuszem tak jak Panu.
Za to podważanie rzetelności, warsztatu reportera, który Kolumbię traktuje niemal jak swój dom to już gruba przesada. Może Pan pojedzie tam i zrobi lepszy, rzetelniejszy reportaż? Gwarantuję wywiad. Wszak lepsze to niż krytyka "maluczkich" zza biurka, nieprawdaż?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wczesniej widziałem jeszcze sens prowadzenia dyskusji z tym panem,ale po jego ostatniej wypowiedzi przekonalem sie ze nie warto.Tak jak nie warto uszczesliwiac ludzi na sile,tak ciezko jest rozmawiac z internetowymi cwaniakami, bohaterami od siedmiu bolesci, ktorych jedynym sposobem na leczenie wlasnych zasciankowych kompleksow jest atakowanie i krytykowanie innych, stosujac do tego swoja to niby elokwencje przy czym umysłowa indolencja az razi.
A co do pseudospecjalistow i wszelakiej masci teoretykow , to przychodzi mi na mysl porownanie z sytuacja wielkich malarzy.Za zycia niedoceniani,czesto krytykowani przez ksiazkowych "znawcow" sztuki ,majacy trudnosci ze sprzedaza obrazow , a po latach...
milego wieczoru
pablo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawde mowiac mam trudnosci w odbiorze Panskich komentarzy - strasznie to dlugie, zawile i niestrawne - no chyba faktycznie musze byc analfabeta i niezlym przyglupem... widze, ze mam do czynienia z kims, kto za duzo zycia spedzil na "wykladach i cwiczeniach", uwielbiajacym niekonczace sie uczone dyskusje polegajace na przechwalaniu sie, kto zna wiecej skomplikowanych slow niezrozumialych dla wiekszosci ludzi. Niestety tak to jest, ze jak sie ktos zbytnio "przeintelektualizuje" to wychodzi w realny swiat uwazajac sie za alfe i omege - i czesto jest rownoczesnie czlowiekiem, ktory procz wypowiadania swoich teorii o znaczeniu nieomal miedzygalaktycznym nie potrafi nic osiagnac konkretnego nawet w swoim wlasnym zyciu.

A zobacz Pan sobie swoich "wzorcow" w akcji - jesli Pan zna hiszpanski to mozna w necie na tony zobaczyc wywiady z Panskim idolem Hugo Chavezem jak podaje recepty na problemy swiata robiac co chwile malpie miny i powtarzajac jak zaklecie swoje "niech zyje rewolucja!" na przemian z "niech socjalizm nas prowadzi". Na pewno po takim sluchowisku czlowiek wychodzi ubogacony i moralnie, i etycznie i wrecz ogolnorozwojowo...

Co do lekarzy - smiech mnie ogarnia jak czytam Panskie dyrdymaly - bo prawda jest taka, ze najlepsi z nich to ci, ktorzy na codzien pracuja w szpitalach majac do PRAKTYCZNEGO czynienia z chorymi i wykonywaniem operacji. To jest lekarz ktory wie co robic, a nie ten ktory by siedzial z nosem w ksiazkach, myslal i analizowal, dyskutujac w przerwach z podobnymi sobie teoretykami. Juz sobie wyobrazam takich czterech specjalistow jak tocza szermierke na argumenty, a na srodku pacjent umiera... We wszystkich dziedzinach teoria jest podstawa i tylko podstawa do praktyki. Kazde naukowe badanie czy eksperyment konczy sie doswiadczeniem. Dlatego tak goraco namawiam, aby Pan zabral swoje cztery litery z "cieplego kurwidolka" i pokazal swoje dzialania dziennikarskie w praktyce. Z tak silnymi podstawami teoretycznymi Panski sukces jest na pewno murowany i na pewno wielu czytelnikow na to czeka.
I nie, nie opieram moich materialow dziennikarskich z rozmowami z zadnym dyzurnym BEDUINEM (owszem, czesto gadam ze "zwyklymi ludzmi" bo maja oni bardzo istotny sposob spojrzenia na lokalne sprawy - i jest to tylko jedno ze zrodel informacji) docieram do glownych autorow wydarzen gdy tylko jest to mozliwe. Czytac tez potrafie, wbrew pozorom... i to w 4 jezykach... wiec jakas tam teorie chyba tez posiadam, oczywiscie na miare niezbyt rozgarnietego jelopa za jakiego mnie Pan uwaza...
No i racja, poprawna forma to ibn Ladin, ktora poza tym ze jest trudna do wymowienia, nie zmienia chyba tej postaci az tak znaczaco?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lukasz Czeszumski - zgadza się, wolałbym wywiad z kimś inteligentnym, zdroworozsądkowym i gotowym do poświęceń dla idei, niż z bezmyślnym egotycznym konformistą. Dlatego wolałbym Cheveza, Castro, Łukaszenkę, Kadafiego i bardzo wielu innych od pana. Pański infantylizm intelektualny i niedojrzałość psychiczna są zastraszające. Widać to najdobitniej po pańskich pseudoargumentach sofistycznych, które w formie kompensacyjnej stanowią kolejne natrętne neurotyczne preteksty do przechwałek, że pan coś wie najlepiej bo pan to osobiście widział. Otóż jest całkowicie przeciwnie - osobiste doświadczenie jedynie zniekształca obraz zdarzenia, zwłaszcza u kogoś tak bezrefleksyjnego jak pan, gdyż niesie ze sobą subiektywizm i emocjonalność w percepcji faktów. Otóż lekarz nie musi być chory na daną chorobę aby ją zdiagnozować i wyleczyć, przeciwnie - będzie skuteczniejszy gdy nie będzie miał z nią osobistego doświadczenia, gdy będzie widział ją z zewnątrz, bez własnych odczuć, z obiektywną wiedzą z podręcznika, wykładów i ćwiczeń. Dlatego też lepiej pozna się dany obiekt, kraj, ustrój, itd. czytając o nim naukowe, rzeczowe, statystyczne opracowania specjalistów niż jadąc tam, widząc jedynie niereprezentatywny fragmencik terenu i rozmawiając z przypadkowym tubylcem, który z nowopoznanym obcym i tak szczerym nie będzie. Pan, jako człowiek niedojrzały, lubi coś w stylu szpanerskich wakacji pod piramidą, wróci i się wszystkim chwali gdzie był i co widział, ale nie ma pojęcia kto, kiedy, dlaczego, jak tą piramidę zbudował pod którą za granicą w bezmyślnej euforii do zdjęć pozował. No, ewentualnie pan odpowie na te pytania cytując beduina który prowadził za uzdę pana wielbłąda i opowiadał baśnie sondując jak bardzo naiwni się Europejczycy. Tak więc może się pan schować do kolejnej dżungli, pisząc że nie reprezentuje pan proamerykańskiego punktu widzenia i jednym tchem plując na demokratycznych przywódców państw które niczym nikomu nie zawiniły tylko przeciwstawiły się imperializmowi USA - patrz np. używanie przez pana słowa "reżim" na każdy kraj którego polityka nie jest popierana przez USA. I analogicznie jest z kwestią wiarygodności co do samych faktów - nie tendencyjnych ocen - bo jak np. może pan autorytarnie pisać kim jest Osama ibn Laden skoro pan nawet nie ma pojęcia jak się ten człowiek nazywa i błędnie nazywa go bin Ladenem. W mojej ocenie pańskie wypowiedzi i materiały to totalna kompromitacja, gdyby większość pana odbiorców nie była analfabetami funkcjonalnymi, miałby pan przechlapane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mariuszu Orłowski - czytam Pana komentarze i padam na kolana przed Pana niewysłowioną inteligencją i znajomością wszechrzeczy. Jest Pan stolicą mądrości. Proszę o przesłanie pańskiego zdjęcia, ucznię sobie ołtarzyk i będę czcił Pana, napisaną własnoręcznie litanią...

Wybaczy Pan sarkazm, ale Pański brak szacunku do adwersarzy przykryty logiką i przekonanie o własnej nieomylności jest nieznośne, ba wręcz godne pożałowania...

Michale wybacz OT... Nie wytrzymałem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.