Facebook Google+ Twitter

Komety i The Stubs - po koncercie w Poznaniu

Koncert w poznańskim klubie "Pod Minogą" dał początek wspólnej trasie dwóch warszawskich zespołów: Komety i The Stubs. Rock and roll w ich wykonaniu zasługuje na uwagę, naprawdę.

Mat. prasowe. Freshmag / Fot. Mat. prasoweKomety i The Stubs - wspólna trasa została wystartowana na gościnnej poznańskiej ziemi w klubie "Pod Minogą". Obie formacje pochodzą z Warszawy, muzykują w składach trzech osób, nie są zjawiskiem nowym, ani efemerycznym. Mocno podkreślają independencję na obranej ścieżce swojej twórczości. Można doszukiwać się takich czy innych cech wspólnych Komet i The Stubs, ale dość powiedzieć, że grają swoje.


Pierwsze trio

The Stubs dają się zapamiętać wszędzie i wszystkim, głosząc właściwe zaszufladkowanie swojej muzyki jako low budget rock'n'roll. Niby wiadomo czego można się spodziewać, ale...

Zespół posiada w swoim fonograficznym dorobku trzy płyty, z których pierwsza jest dość szorstko (taki eufemizm) oceniana przez frontmana The Stubs. Niby najlepiej wie co mówi...

Warszawski set spod znaku "niskobudżetowego rock and rolla" rozpoczął się kompozycją tytułową z ostatniego krążka zespołu - "Social Death by Rock'n'Roll". Pierwszy raz spotkałem się z występem scenicznym The Stubs, a już po chwili począłem przytupywać z radością i odetchnąłem. Jeżeli wychodzić z założenia, że recepcja dzieła jest determinowana przez poziom kompetencji artysty, to niczego nie można zarzucić. Panowie nie rozmijają się z własną twórczością, grają poprawnie, bez zagubienia na scenie i bardzo energetycznie. Subtelnie subiektywny rys w mojej ocenie tego występu, jest podyktowany pewną admiracją dla rock and rolla zaślepionego Motörhead (pozytywny objaw), oraz przebłyskami najlepszych tradycji i kultury Stanów Zjednoczonych, od rockabilly (wiem, że The Stubs mają inne zdanie, ale mój głos nie jest odosobniony) i electric blues, aż po cowpunk i desert rock. Na naszej szerokości geograficznej, jak nigdzie indziej, granie z takim amerykańskim nerwem i manierą zawsze dawało dobry efekt, bez tandetnego imitatorstwa. Ot, hard core'owy autentyzm Dzikiego Wschodu. Coś z tego widać i słychać w The Stubs.

Drugie (nie mniej pierwsze) trio

Komety opiewane są przede wszystkim jako projekt muzyczny wyrastający z działalności ansamblu Partia. Pod obecną nazwą istnieją nieprzerwanie od 2003 roku. Etykieta "najważniejszego polskiego zespołu alternatywnego XXI wieku" nie jest przesadnym przerysowaniem. Komety łącząc elementy punk, rockabilly i rock and rolla w najczystszej postaci, budzą miłe skojarzenia z brzmieniem niezależnej sceny trójmiejskiej i bydgoskiej w swoich najlepszych latach.

Występ drugiego z warszawskich tercetów spotkał się z ukontentowaniem audytorium. Zaczęło się od "Za chwilę się uduszę" i porwało na dobre. Nie zabrakło "Anna jest szpiegiem" (bardzo lubię), ani sztandarowej kompozycji Partii, czyli "Warszawa i ja" (nawet bardziej lubię).

Komety sprawdzają się w każdych warunkach, w klubach, piwnicach, dużych salach i obiektach przestrzennych. "Pod Minogą" udowodnili po raz kolejny, że są pełnoprawnymi bywalcami w rock and rollowym świecie. Nie tylko rutyna i gwiazdorstwo, ale również spontan i luz. Jeżeli miałbym wykazywać jakiekolwiek braki, to zwróciłbym uwagę na mankament nagłośnienia. Mało przejrzyste brzmienie wokalu obniża notę dobrego koncertu. Akurat przekaz artykułowany w manierze i bardzo charakterystycznym śpiewem Lesława, to niemal wizytówka zespołu, niczym Jarek Janiszewski dla Bielizny, czy Piotr Klatt dla Róż Europy. Zaś rozpoetyzowane słowo Komet stanowi o sile witalnej zespołu.


Mat. ilustr. / Fot. Paweł JankowskiKomety + The Stubs
Poznań, 16 października, godz. 20:00
Klub pod Minogą, ul. Nowowiejskiego 8
bilety: 25 PLN



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.