
Nazwisko to mogą kojarzyć osoby, które pamiętają pismo AQQ. Właśnie na łamach tego zacnego magazynu w 1999 roku miał miejsce polski debiut Ukraińca. Był to utrzymany w klimatach Wikingów komiks "Skaggy Zatracony". Zaraz po nim również AQQ zaprezentowało inspirowaną dziełami Homera "Pifitiadę". Teraz wreszcie Baranko doczekał się debiutu albumowego.
Ukrainiec nie błądzi już gdzieś po dalekich krainach, ale serwuje opowieść osadzoną w swoim rodzinnym kraju. Maksym Osa - chorąży korsuńskiego pułku - to najprawdziwszy Kozak. Z krwi i kości. Zabijaka z zawadiackim wąsem i wygolonym łbem z charakterystycznym wielkim czubem na przedzie. Ale też i swój chłop, co to wypić lubi.
W obronie pięknej dziewki zawsze jednak stanie, by swoją szabelką na prawo i lewo razy wtedy rozdawać. Czyżby jednak z krwi i kości? Naszego Kozaka spotykamy na... jego własnym grobie. Z krzyżem, na którym wyraźnie przecież jest wyraźnie napisane - "Kozak Maksym Osa". Może więc to duch? A może ktoś podszywa się pod Osę?
Baranko nie odpowiada od razu na to pytanie. Zaprasza natomiast na dwór księcia Zenona Onufrego Kryczewskiego. Tam powoli zaczyna snuć opowieść, z której można dowiedzieć się nieco więcej o bohaterze. Człeku, co to greki i łaciny uczył się na akademii księcia Ostrożskiego, a za panowania króla Władysława IV wyprawiał się z Siczy Zaporoskiej na statki tureckie żeglujące przez Morze Czarne. Tam dostaje mu się w czambuł, ale przeżywa. By zaraz - w ciemnej celi - poznać niejakiego Matwieja Chwosta. Równie tajemniczego gościa zmieniającego się podobno w wilkołaka. A wszystko przez pewną wiedźmę...
Muszę przyznać, że intryga zawiązana jest przednio. Widać też, że Baranko świetnie się bawi kreśląc swoją opowieść, niemal non stop wrzucając do niej ukraińskie klimaty. Te bardziej symboliczne - Kozaków, zakonników, wiedźmy, grody książęce, pozawieszane na ścianach ikony oraz rysowane z rozmachem sceny pojedynków.
Ale są w komiksie również i miejsca jak najbardziej realne. Pojawiające się gdzieś w opowieściach Dzikie Pola. Kilkakrotnie przewijający się Kijów i duchowe centrum kraju - Ławra Pieczersko-Kijowska. Są wreszcie Czerkasy i Akademia w Ostrogu... Dużo więc jest grzybów w tym barszczu. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że Baranko przedobrzył rwąc i gmatwając akcję.
Na szczęście sensownie udaje mu się pozamykać wszystkie wątki, a jednocześnie zaskoczyć czytelnika rozwiązaniem zagadki kim jest owa tajemnicza wiedźma. Pozwólcie jednak, że nie zdradzę tego. Czytanie komiksu straciłoby bowiem wtedy zupełnie sens. A nie o to przecież chodzi. Tym bardziej, że "Maskym Osa" to całkiem smaczna strawa. Zresztą jak na barszcz z Ukrainy przystało.
Igor Baranko "Maksym Osa", wyd. Timof i cisi wspólnicy