Facebook Google+ Twitter

Komu służy ksiądz Lemański?

Proboszcz z Jasienicy czuł się dobrze w swojej skórze, ale postanowił urozmaicić sobie nudną pracę duszpasterza rolą kontestatora. Czy zrobił dobrze?

 / Fot. Artur ReszkoSerial wyprodukowany przez Gazetę Wyborczą konstruowany jest na konfrontacji dwóch osobowości i odmiennych wizji eklezjalnych. Tylko w telenoweli Katarzyny Wiśniewskiej są one sobie wrogie. Zwyczajnie to Kościół potrzebuje ostrożnych i kompetentnych formatorów i eksperymentujących na pograniczu ortodoksji ewangelizatorów. Jednak zderzenie wirtualnej projekcji z prozą życia kościelnego wydało na świat dramatyczny klincz, którego pozytywne rozwiązanie coraz bardziej się oddala.

Duchowny ujmuje duszpasterską pomysłowością i gospodarską zaradnością. Nie zawsze był rogaty - wziął kiedyś udział w bardzo grzecznej powołaniówce. Chodzi w sutannie i potrafi swojsko przemawiać do wiernych z Jasienicy. Niebanalnie wtopił się w tamtejszy krajobraz przekazując polskiej wsi głębię teologiczną połączoną z otwartością na współczesną kulturę.

Wzorowy proboszcz nie musi wcale odnosić takich samych sukcesów (inaczej sądzi Wyborcza) na polu ekumenicznym (ściśle mówiąc dialogu z judaizmem), zarządzania diecezją i w wyrafinowanym dyskursie bioetycznym. W tych trzech obszarach ksiądz szermował krzywdzącymi uproszczeniami, nierzeczowymi i oportunistycznymi argumentami oraz bardzo niebezpiecznym przekonaniem o własnej racji i misji. Ocena Lemańskiego nie uwzględniała instrumentalizowania strony katolickiej w dialogu polsko-żydowskim. Ksiądz wypchnął z pola widzenia problematykę tożsamości dzieci poczętych pozaustrojowo. A w krytyce przełożonego uciekł się do insynuacji i manipulacji.

Do czasu kreacje medialne Lemańskiego wpasowywały się w słuszną i zasłużoną tradycję liberalizmu w polskim Kościele. Adam Boniecki i abp Życiński z powodzeniem ryzykowali ścisłością nauczania katolickiego w dialogu z przedstawicielami sceptycznego laikatu. Nie rezygnując z pryncypiów np. z godności dzieci prenatalnych oraz ich ludzkiego statusu włączali w hermetyczną debatę medialną punkt widzenia katolicki. Czy to samo mogło się udać Lemańskiemu?

Konflikt między Hoserem a Lemańskim nawarstwiał się następująco:

1. Lemański humanizuje w mediach stanowisko biskupów wynajdując w nauczaniu kościelnym możliwe miękkie aspekty: szacunek dla dzieci poczętych in vitro i ich rodziców, wytrwałość i przełamanie zniechęcenia w dialogu z żydami.
2. Konserwatyści interpretują zachowanie Lemańskiego, jako zdradę i sabotaż. Ich zdaniem Lemański napędza krytykę Kościoła w mediach i osłabia jego negocjacje z decydentami.
3. Lemański czuje się zaszczuty i szuka sojuszników w dziennikarzach identyfikujących się jako lewica laicka. Odgryza się zwierzchnikom.
4. Abp Hoser żąda wycofania się proboszcza z kontaktów z mediami.
5. Biskup wydaje dekret odwołujący go z funkcji proboszcza.

Do akcji włącza się Gazeta Wyborcza, która uruchamia zmasowaną kampanię przeciw ordynariuszowi Warszawy-Pragi. Jest uwikłany w ludobójstwo – pisze nie bez satysfakcji W. Tochman. Jest wreszcie żydożercą, bo próbował dowiedzieć się o pochodzeniu narodowym Lemańskiego.

Można by się jeszcze zastanawiać nad treścią tych ataków, gdyby nie miały one związku z bieżącym konfliktem. Gdy zaś ukierunkowane są na zohydzenie osoby arcybiskupa w oczach opinii publicznej tylko ze względu na doraźny problem "ulubieńca mediów" z przełożonym to schodzenie na poziom dyskusji proponowany przez Czerską może być poniekąd demoralizujące.

Wojtek Tochman, który dla Afryki nie zrobił prawie nic, a na pewno nie tyle co Hoser wciela się w autorytet rozstrzygający winę instytucji, która utrzymuje trzy czwarte afrykańskiego szkolnictwa, szpitalnictwa i pomocy społecznej.

W kwestii żydowskiej szarpiąca hierarchię katolicką Katarzyna Wiśniewska prześlizguje się przez najbardziej doniosłą w dziejach - ze względu na globalny zasięg – debatę nad etniczną odpowiedzialnością, wzajemnością i rekognicją, z której wynika że Żydzi pod pretekstem rozmaitych mitologii i przekłamań zwalniają się z warunków równego dialogu i z odpowiedzialności za krzywdzące innych ludzi działania swojej większości.

Ściąganie opozycji Lemańskiego do Hosera ideologicznymi cuglami (wyższości jednych nad drugimi) stawia redakcję Gazety Wyborczej w tym samym świetle, co komunistyczne organy prasowe strategicznie niszczące wolność religijną. Dla nich tacy ludzie jak Hoser z inteligenckich polskich rodzin byli solą w oku.

"Biskup Ordynariusz podczas tej rozmowy ani nigdy potem nie ograniczał i nie zakazywał ks. Lemańskiemu działalności na rzecz dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Co więcej, wraz z ks. Lemańskim sam brał udział w obchodach rocznicy likwidacji getta w Otwocku, z udziałem przedstawicieli Wspólnoty Żydowskiej i wygłosił tam przemówienie, przyłączając się do wspólnego marszu i modlitwy u stóp pomnika ofiar."

Lemański – jak wynika z oświadczenia kurii warszawsko-praskiej – mijał się z prawdą, opisując przebieg swojego spotkania z arcybiskupem. W trakcie rozmowy duchownych nie padły imputowane Hoserowi słowa o obrzezaniu.

Na tym konflikcie na pewno nie korzystają wierni, ani Kościół. Czy to jednak obchodzi Tochmana i Wiśniewską?



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (138):

Sortuj komentarze:

Marta Marcie Martą... :)
Jeśli istota jest bezsporna - spór jest nieistotny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Napisałaś dzisiaj:
"Marto, gdybyśmy tak "prosto" wnioskowali, jak chcesz, bez stawiania sobie pytań i bez odwoływania się do wątpliwości, to pewnie wersja Tochmana o monstrancji i papieżu milczącym przeszłaby bez echa."

Słusznie. Jeśli poniższa dyskusja ujawniła jakiekolwiek nieścisłości i przekłamania, to miała sens.
Tylko czy wobec tego możemy przyjąć bez wątpliwości to:
"Proboszcz z Jasienicy czuł się dobrze w swojej skórze, ale postanowił urozmaicić sobie nudną pracę duszpasterza rolą kontestatora."
"Lemański – jak wynika z oświadczenia kurii warszawsko-praskiej – mijał się z prawdą, opisując przebieg swojego spotkania z arcybiskupem. W trakcie rozmowy duchownych nie padły imputowane Hoserowi słowa o obrzezaniu."

Komentarz został ukrytyrozwiń

O tyle nietrafna, że ze wspomnianych przez Ciebie względów istnieje większe prawdopodobieństwo poznania pedofila niż ludobójcy. Niemniej jednak, w obu przypadkach fakt, że osobiście nie znamy przestępcy należącego do określonej grupy czy środowiska, nie stanowi dowodu, że takowych nie ma i nigdy nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Analogia jest nietrafna. Pedofilia jest zjawiskiem stale występującym. Ile razy zdarzyło ci się w Polsce przeżyć ludobójstwo?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mario, nie mogę być tolerancyjna wobec tak sformułowanego stwierdzenia.
Przenieśmy na chwilę sprawę na grunt bliski mi z przyczyn zawodowych. Jak oceniłabyś moją wypowiedź, gdybym napisała:
"Oskarżanie nauczycieli o dopuszczanie się pedofilii jest mijaniem się z prawdą. Nie znam żadnego nauczyciela, któremu by udowodniono przestępstwo."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, gdybyśmy tak "prosto" wnioskowali, jak chcesz, bez stawiania sobie pytań i bez odwoływania się do wątpliwości, to pewnie wersja Tochmana o monstrancji i papieżu milczącym przeszłaby bez echa.

Mam wątpliwości i uważam to za atut. Także takie które dotyczą wypowiedzi abp. Hosera i nie mają one charakteru formalnego. Dalej pytam: czy abp miał na myśli znane sobie osobiście przypadki udziału księży w mediach? Jeśli chcesz oskarżać Hosera powinnaś znaleźć na to pytanie odpowiedź.

Każdemu oskarżonemu należy się prawo do wyjaśnień i obrony. Dziwię ci się. Zazwyczaj jesteś tak tolerancyjna i stajesz w obronie słabszych. Tym razem to Hoser jest słabszy. Sama widzisz, że wszystkie zarzuty okazały się nieprawdziwe. Pozostał ten jeden do wyjaśnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech, Mario, bawimy się tu w straszne zawiłości semantyczne i składniowe, a o ile prościej byłoby, gdyby arcybiskup powiedział: Tak, niektórzy rwandyjscy duchowni wzięli udział w ludobójstwie, co jako Kościół potępiamy i nad czym bardzo ubolewamy:(

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Maria Czerw

Artykuł Marka Rosiaka w TP jest, według mnie, w tej części faktologicznej, na takim poziomie, że najchętniej wkleiłbym tutaj całość. Z oczywistych względów nie mogę, więc tylko wybrane fragmenty. Zachęcam jednak Ciebie i wszystkich do lektury całości.


"CI, KTÓRZY NIE CHCĄ WIEDZIEĆ
Czy zatem Kościół był współodpowiedzialny za ludobójstwo, czy był jego ofiarą? Był i jednym, i drugim – to ludzie Kościoła mordowali, to ludzie Kościoła byli mordowani. Niewątpliwie do 1994 r. Kościół katolicki był częścią rwandyjskiego establishmentu, wspierał faworyzujący Hutu system państwowy stosowany przy zatrudnieniu i przyjmowaniu do szkół (urzędowo nazywało się to equlibre ethnique et regional). W niektórych seminariach liczba kleryków Tutsi nie przekraczała 4 procent, były też miejsca, gdzie Tutsi stanowili znacznie więcej księży. Wszędzie jednak kleryk musiał deklarować przynależność plemienną ojca. Przedstawiciele Kościoła asystowali przy zakładaniu w 1959 r. nacjonalistycznej partii hutuskiej Parmehutu, arcybiskup Kigali był członkiem Komitetu Centralnego rządzącej partii MRND i odprawiał msze z wizerunkiem prezydenta wpiętym w szaty liturgiczne. Kościół generalnie akceptował i wspierał interpretację historii Rwandy, według której Tutsi są zagrożeniem dla większości Hutu. Ta interpretacja z czasem miała przerodzić się w przekonanie rozpowszechniane już w latach 90., że Hutu muszą zabijać Tutsi po to, by sami nie być przez nich zabitymi...."


"...W trakcie rzezi Kościół hierarchiczny w Rwandzie nie wypowiadał się publicznie, wezwania papieża Jana Pawła II do zakończenia mordów (pierwsze miało miejsce już 10 kwietnia, 15 maja jako pierwszy przywódca na świecie papież określił wydarzenia w Rwandzie mianem „ludobójstwa”) albo pozostawały bez echa, albo wywoływały reakcje odmienne od zamierzonych. Np. w sierpniu 1994 r. 29 księży rwandyjskich napisało list do papieża, w którym stwierdzali: „Każdy wie, z wyjątkiem tych, którzy nie chcą wiedzieć i zrozumieć, że masakry, które miały miejsce w Rwandzie, są wynikiem prowokacji wobec narodu rwandyjskiego ze strony RPF (Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego)”. Papież został zaliczony do kategorii „tych, którzy nie chcą wiedzieć i zrozumieć”. Do dziś wśród części duchowieństwa rwandyjskiego panuje przekonanie, że wersja o prowokacji ze strony RPF jest jedyną słuszną...."

Komentarz został ukrytyrozwiń

/...że materiał medialny należałoby popatrzeć bardziej krytycznie./

Wywiad z abp Hoserem dla KAI jest materiałem medialnym.
Zdecydowana większość wypowiedzi hierarchów kościelnych jest "materiałem medialnym".

I tę krytykę należy równo przykładać, nieprawdaż ?

I to jest też aluzja do siebie samego, oczywiście. Nikt nie jest wolny od wewnętrznych uprzedzeń, narzuconych i niezweryfikowanych przekonań, "wyłączeń" myślenia, pójścia na łatwiznę, itd, itp.
No ale chyba po to dano nam umysł, żebyśmy choć próbowali nad tym zapanować...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, w tej sprawie było tyle kłamstw począwszy od Newsweekowego, że abp był nuncjuszem, i to na czas masakry, i tego Tohmanowego, że słynna już monstrancja wędrowała na ołtarz w czasie mordu a nie po nim, że materiał medialny należałoby popatrzeć bardziej krytycznie. Oskarżenie Hosera skurczyło się do jego wiedzy i niewiedzy o zachowaniu niektórych księży z plemienia Hutu i Tutsi (bo nie z jednego plemienia).

Sprostowałam już kilka nieścisłości, albo wprost nieprawdziwych "faktów". Mam nadzieję, że przyjdzie kolej na wyjaśnienie, co arcybiskup miał na myśli: znane sobie oskarżenia czy oskarżenia w ogóle.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.