Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36044 miejsce

Komu zależy na Twojej chorobie?

Odnoszę wrażenie, że Polskę ogarnęło szaleństwo. Sezon zimowy równolegle z lawiną śniegu zasypał nas stosem przerażających wieści i ponurych gróźb.

„Czy jest szansa, że wyjdziemy cało z wojny, jaką wytoczyły nam wirusy grypy i anginy?” - zapytał mnie wczoraj dramatycznym tonem telewizor. Jak się okazało zupełnie zbędnie - za chwilę bowiem sam zasugerował odpowiedź: Godziny nas wszystkich są już w zasadzie policzone.

Co do jednego z telewizorem się zgadzam - trwa wojna. Nie jest to jednak żadne epickie starcie między armią mutujących wirusów a przerażoną i niepewną (zdrowego) jutra ludzkością, ale bitwa na skrupulatnie dozowane sensacje i konsekwentnie aktualizowane mity, która karmi się naszą ignorancją i naiwnością. W końcu im więcej ludzi uważa, że poważnie choruje, tym więcej gotowych do zrealizowania recept pośpieszy im z pomocą. Oczywiście za odpowiednią opłatą.

Zachodnia medycyna kontra tłuczone kartofle

Z pewnego punktu widzenia przeciętny polski pacjent może być uznany za modelowego - jest niezbyt zorientowany w swoich prawach, nie zadaje pytań i w pełni usatysfakcjonowany daje się odesłać „z kwitkiem” (o ile nam tym kwitku lekarz umieścił nazwę wystarczająco silnego remedium na jego śmiertelne przeziębienie). Przeciętny polski pacjent stoi bowiem w rozkroku między bezgranicznym zaufaniem do najnowszego modelu pigułek, a zaszczepioną przez babcię wiarą w ludowe sposoby na przepędzenie choroby. A że tę ostatnią każdy lekarz obali bez problemu, przeciętny polski pacjent („ppp”) zazwyczaj wybiera wszechfunkcyjne pigułki.

Przyznaję bez bicia, że sama zasilałam do niedawna szeregi „ppp” - kiedy moja najmłodsza córa zaprezentowała przede mną wszelkie możliwe objawy anginy, pierwsze co przyszło mi do głowy to wytrenowany przez lata schemat: „przychodnia-antybiotyk-łóżko”. Tym razem jednak głowa podsunęła mi wcześniej nie testowaną propozycję: „A może nie faszeruj od razu dziecka bronią ostateczną?” Po chwili, jakby słysząc moje wewnętrzne rozterki, pojawiła się teściowa, twierdząc, że małą dobrze by było obłożyć tłuczonymi ziemniakami (Ponoć daaaawno temu mężowi pomogło). Ja jednak wybrałam trzecią możliwość i zrobiłam niewielki research.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ja też się wycwaniłam jako pacjent. Gdy lekarz mi wypisuje antybiotyk (jak nazwa wskazuje, lek antybakterialny), to natychmiast pytam na jakiej zasadzie antybiotyk ten został wybrany. Zwykle odpowiedź brzmi, że jest to lek nowej generacji o szerokim spectrum i w takiej infekcji można go stosować. Więc pytam pana lub panią dr, jakie to bakterie- giganty widzi gołym okiem u mnie skoro tak śmiało mi ten antybiotyk wypisuje. Natychmiast po takiej rozmowie otrzymuję skierowanie na badanie mikrobioligiczne. W ciągu ostatnich czterech lat tylko raz okazało się, że lekarz trafił w odpowiedni lek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda - substancja czynna jest ta sama: musialiby pacjenci w aptece żądac ulotek i czytać porównując skład. Nie każdy to robi bo nie każdy sie aż tak wycwanił. A wycwanić sie trzeba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Troszkę się zmieniło Jadwigo ... w ostatnim roku- weszło zarządzenie,ze przedstawiciele farm. nie mogą się umawiać z lekarzami w godzinach ich pracy z pacjentami. Cóz zatem mają robić ci biedacy, którzy swoją robotę muszą zrobić? Ano udawać pacjentów...Ostatnio słyszałam rozmowę,ze do lekarza nie wchodzi się juz z elegancką skórzaną teczką tylko z reklamówką koniecznie w kwiatki...

Reszta ciągle się zgadza-lekarze są wynagradzani za ILOŚĆ wypisanych recept na dany lek.Więc nie dziwmy się ,ze dostajemy je bez opamiętania..

No i tak szczerze- "co ty wiesz biedny Pacjencie?" Niewiele - więc zawsze pytaj! W tej chwili jest tak strasznie dużo odpowiedników leków ,ze nie wstydź się pytania - czy może mi Pan/Pani wypisać NAJTAŃSZY? Substancja czynna zazwyczaj jest ta sama- inne jest tylko pudełko...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście Tereso - od chwili wejscia na rynek "wolnego rynku(!)" - osobami odwiedzajacymi gabinety lekarskie poza kolejnością, "śłuzbowo", są przedstawiciele dystrybutorów i firm farmaceutycznych.
W drugiej kolejnosci jest pacjent, ktory dostaje receptę na firmowe cudo, ktore albo leczy, albo słuzy do testowania na pacjentach. Biznes sie kręci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.